Ciągłe żądania, żeby wyłączyć Palikota to dziwna rzecz na portalu, gdzie niemal każdy bloger odmawia akty strzeliste do Wolności Słowa. Jeżeli czyjeś wypowiedzi działają mi na nerwy, to nie słucham, nie czytam, nie oglądam. Słowem - wyłączam go sobie prywatnie. Nie istnieje dla mnie. Dopóki nie głosi publicznie fałszywego świadectwa o mnie, mam go gdzieś.
Żądanie, żeby kogoś wyłączyć publicznie budzi mój sprzeciw, niezależnie od tego, jak głęboko nie zgadzam się z treścią i/lub formą jego wypowiedzi. Z prostego powodu: jeśli można wyłączyć jego, można także i mnie. A jeśli mnie, to każdego, z dowolnej przyczyny.
Gdyby nagle Palikot przestał gadać, poczułbym się źle. Mogłoby to znaczyć, że zaczęło się powszechne wyłączanie. Ono zawsze gdzieś się zaczyna.
P.S. To już trzecia notka dzisiaj . Chyba czas się wyłączyć. Czy fakt, że to mój pierwszy dzień mnie tłumaczy? Troszeczkę?


Komentarze
Pokaż komentarze (16)