Dziś wchodzi w życie tegoroczna nowelizacja słowackiej ustawy o obywatelstwie. Według nowych przepisów obywatelstwo słowackie ma stracić automatycznie każdy, kto przyjmie obywatelstwo innego państwa. Wystarczy złożyć odpowiedni wniosek. Ten automatyzm nie zwalnia obywatela Słowacji, który zechciałby przyjąć drugie obywatelstwo, ze złożenia na siebie donosu do odpowiedniego urzędu gminnego. Niezwłocznie! Niezłożenie grozi grzywną, czyli "pokutą" w wysokości EUR 3.319,00. Ładna, okrągła suma.
Mieszkaniec Słowacji, który traci obywatelstwo staje się z dnia na dzień bezpaństwowcem. Zostaje pozbawiony wszelkich praw, które przysługują obywatelom tej pięknej krainy. W tym - prawa do głosowania, ochrony zdrowia, oświaty, a także do wykonywania niektórych zawodów.
Czemu tak ostro? W zeszłym roku Węgrzy uchwalili swoją ustawę o reintegracji narodu węgierskiego. Na jej mocy każdy cudzoziemiec, legitymujący się posiadaniem węgierskich przodków oraz znajomością języka węgierskiego, zyskiwał prawo do węgierskiego obywatelstwa. Ponieważ np. prawo do głosowania w Republice Węgierskiej jest ściśle związane z zamieszkiwaniem tamże (tzn. Węgrzy mieszkający w USA nie wybierają rodakom prezydenta. Fajne, nieprawdaż?), to posiadanie paszportu węgierskiego w Rumunii czy na Słowacji staje się czymś więcej niż honorem dopiero na terytorium Węgier. Dzisiejszych Węgier!
Czemu tak ostro, bracia Madziarzy? No cóż - w 2009 roku Parlament Słowacji uchwalił, a prezydent podpisał, nowelę ustawy o języku państwowym. Na mocy tej ustawy język słowacki ma być używany na pierwszym miejscu w każdym przypadku, innym niż całkowicie prywatna rozmowa. Na przykład - lekarz Węgier wezwany do pacjenta Węgra (przy czym obaj są sąsiadami w jednej wiosce, więc wiedzą nawzajem o swoich preferencjach językowych) musi odezwać się do niego w pierwsze słowa po słowacku. Dopiero potem, gdy pacjent zażyczy sobie mówić w języku ojczystym, mogą przejść na węgierski. To samo dotyczy urzędów, nawet w miejscowościach etnicznie węgierskich, a są i takie.
Czemu tak ostro? Skąd to wszystko? Kto pierwszy zaczął? Nieważne. Ważne, że Węgrzy są postrzegani przez Słowaków jako historyczni zaborcy. Cała dzisiejsza Słowacja do 1920 roku była częścią Węgier, a Słowacy czuli się - niebezpodstawnie - poddanymi drugiej, trzeciej, albo i dalszych kategorii. Wielu deklarowało się Węgrami, aby móc sprawować urzędy, nabywać dobra ziemskie, czy kształcić dzieci. To się pamięta do dziś.
Z drugiej strony - Węgrzy pamiętają Traktat z Trianon, 1920, który rozebrał 2/3 terytorium Królestwa Węgier (a właściwie Węgierskiej Republiki Rad, istniejącej od marca do sierpnia 1919 roku, kiedy to została pokonana przez połączone siły czeskie, rumuńskie, francuskie i serbskie) pomiędzy Czechosłowację, Rumunię, Królestwo SHS (czyli późniejszą Jugosławię), Austrię i Polskę (tak, nawet Polska dostała skrawki Spiszu i Orawy).
Jak widać - oba Wielkie Narody mogą się trochę nie lubić, co skrzętnie wykorzystują populiści i nacjonaliści obu stron.
Nowy rząd słowacki ma nielichy orzech do zgryzienia. Prawdopodobnie przedstawi parlamentowi projekt kolejnej noweli, która przywróci stan normalności. Iveta Radiczowa, nowa pani premier rządu słowackiego, po niedawnych wyborach (u nich mówi się "premierka", co mnie pozytywnie szokuje! Kiedy u nas "ministerka", "premierka", tak samo jak "dyrektorka", która nikogo już jakoś nie dziwi?), ma się spotkać z węgierskim premierem Viktorem Orbanem, żeby obgadać obopólne problemy, narosłe w ostatnich latach.
A u nas? Propozycja zakazu posiadania więcej niż jednego obywatelstwa przez Polaków zamieszkałych w granicach RP co i rusz powraca, ale nikt jakoś nie traktuje jej specjalnie poważnie. Polska jednak nie ma takich mniejszości jak Węgry, czy Słowacja, więc czym tu straszyć? Czym szczuć ludzi na siebie i w ten sposób kupować głosy? Ale to na pewno wróci. Może już za rok? Wszak nasi populiści w niczym nie ustępują populistom innych krajów, a nawet ich czasami przewyższają. Albo odwrotnie.


Komentarze
Pokaż komentarze