0 obserwujących
11 notek
1691 odsłon
85 odsłon

Nowe otwarcie

Wykop Skomentuj2

image


   "Nowe otwarcie". Taki jest już bardzo popularny, od co najmniej kilku lat, tytuł-hasło-zawołanie tak, żeby przyciągnąć uwagę. Niekoniecznie na coś rzeczywiście nowego. Ale w sumie oddaje istotę rzeczy oraz także, poprzez swoją popularność i powszechność, niejako usprawiedliwia głoszących takie hasło, za to, co było lub czego nie było wcześniej. Bo tworzy się nowe lub "nowe" i jednocześnie wyraźnie odcina się od tego, co było wcześniej. Ha! Teraz sobie skojarzyłem to co napisałem, z "grubą kreską" Mazowieckiego. On skompromitował "grubą kreskę" całkowicie i na "...wieki wieków. Amen.". Może o tym też będę snuł refleksje, ale to pewnie kiedyś tam. Dzisiaj stwierdzam, że była konieczność, czyli musiało powstać w obszarze komunikacji społecznej inne określenie na to samo, co "gruba kreska", tylko nie wywołujące odruchu wymiotnego na ten stan, jaki właśnie "grubą kreską" zainicjował, czy też może ostatecznie "przyklepał" Mazowiecki. Od tego bowiem momentu cała historia polityczna Polski stała się kontynuacją tego co było, tylko w nieco zmienionym "garniturze". Nawet nie napiszę, że w "odświeżonym" garniturze, ponieważ to w końcu cały czas te same stare trepy, tylko bez niektórych, którzy zostali odsunięci w pokojowym - nie, to złe określenie, powinno być "w gabinetowym" przewrocie stanu. Chociaż czy do tego w ogóle, nawet z dużą rezerwą, można zastosować określenie "przewrotem". Trafniej byłoby "przewrotem do z powrotem". Ale to już straszny łamaniec słowny, chociaż nawet nie tylko słowny, bo właściwie fizycznie boli do dzisiaj i jest zupełnie niewykluczone, że będzie bolało nawet jeszcze następne pokolenia, jeżeli nie zostaną "zaorane".

   To nie taki miał być wstęp do wpisu, a już w każdym razie nie taki długi ani obrazoburczy, czy zgryźliwy. Właściwie chodzi tylko o to, że dokonuję "nowego otwarcia" swojego bloga. Kiedyś najpierw założyłem konto w salonie24. Po dłuższym czasie, może nawet po kilku latach(?), poczyniłem kilka wpisów... Właściwie do tej pory wystarczała mi komunikacja na Fejsbuku. Coś tam okazjonalnie udostępniłem. Najczęściej towarzyszyło temu kilka (góra) zdań osobistego komentarza. Natomiast teraz, znowu po dłuższym czasie niepisania bloga, czuję potrzebę, aby wyrazić się więcej. Chyba trochę nabrzmiało, albo "miarka się przebrała", czy też "granica została przekroczona". Granica zrozumienia, wyrozumiałości i tolerancji. Tak po prostu geriatryczne kierownictwo PiS, jakby zupełnie bezrozumnie, chociaż jak najbardziej interesownie, kilkoma ruchami, odleciało w przestrzeń całkowicie oderwaną od rzeczywistości. Tak to kolokwialnie określiłem "od rzeczywistości", ale w tym się zawierają straszne i bolące składniki tej rzeczywistości. Oderwanie od ludzi i ich dążeń, od więzi społecznych, takich bardziej bliskich, rodzinnych i środowiskowych oraz wyższych narodowotwórczych. Oderwanie od warunków życia ludzi i ich wyobrażenia społeczeństwa. Mocno to uogólniłem i nadałem rangę powszechności co nie jest faktem. Bo przecież politycy kierują się sondażami. Tyle, że w tych sondażach nie jest ważne rozeznanie potrzeb i oczekiwań, a jak daleko można sobie jeszcze pozwolić na rozpierduchę.

   W każdym razie widzę i czuję taka potrzebę innego niż dotychczas wyrażania swoich refleksji i rozważań. Tym bardziej, że w odniesieniu do dotychczas eksploatowanego przeze mnie Fejsbuka mam inne dominujące wykorzystanie, bardziej zawodowe. A już mieszanie spraw poglądów społecznych i politycznych  z zawodowymi to takie dość karkołomne (dla umysłu) połączenie. To się sprawdza tylko dla pracowników zarządzających zasobami ludzkimi w korporacjach, którzy mają nowe (takie czasy) zadanie pilnowania pracowników pod względem poprawności politycznej, a już szczególnie obyczajowej. Żeby koniecznie w korporacji byli zatrudnieni nieheteronormatywni i niebinarni. Żeby byli, to może jeszcze nawet mniej ważne, bo kto by chciał mieć w pracy osoby zajmujące się nade wszystko demonstrowaniem swoich seksualnych upodobań zamiast pracą. Ale żeby już wszyscy pracownicy wychodzili w swoim czasie wolnym na manifestacje sodomitów - to najważniejsze zadanie "aktywu" HR. Oni/one/ony cycki do przodu, piórka w dupę i kręcenie na platformie, a pozostali normatywni pracownicy korporacji "hurra" za postępem i degrengoladą, bo jak nie, to z list obecności wniosek HR zarządy zrobią wam degrengoladę (takie moje hipotetyczno/satyryczne domniemanie). No bo ile można płacić wynajmowanym aktywistom pod szyldem "lgbtqku+, którzy zresztą już nie nadążali podążać za zleceniami zasilania (najczęściej zresztą wyłącznymi uczestnikami) manifestacji w kolejnych miastach. Skoro można za darmochę polecić służbowo (przypomnę, że hipotetycznie) pracownikom korporacji. Zresztą jak to nawet wczoraj jeden z komentatorów politycznych odpowiedział na pytanie o zlecone treści dla pracowników mediów. Teraz jest całkiem inaczej niż w socjalizmie, gdzie cenzor był konkretnym człowiekiem, pod konkretnym adresem, mającym konkretnie wypunktowane zalecenia. natomiast teraz... już dawno wyzbyto się z mediów ludzi, którzy sami nie wiedzieli co, jak i kiedy mówić/pisać/rysować czy nawet śpiewać ;-)

PS. Widzę jak to napisałem. Mocno niezgrabnie językowo. Nie przygotowałem się na to nowe otwarcie, które dojrzewało, dojrzewało, ale moment w którym wybrzmiało nastał spontanicznie, a właściwie nawet eksplodował ;-) Ale to, co napisałem takim pozostaje. Jeżeli poprawiam swoje teksty, to tylko w trakcie pisania, ewentualnie nawet w całości, ale przed pierwszą publikacją. Po pierwszej publikacji to już tylko literówki i ew. ortografia (o ile się zorientuję). Daje sobie też możliwość dopisania czegoś na końcu i ewentualnie jeszcze dalej na końcu, gdyby naprawdę ujawniła się u mnie taka nieodparta potrzeba, dopowiedzenia, rozwinięcia lub może odpowiedzi/wyjaśnienia do komentarza.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo