******************************************
I mamy to, o czym wszyscy zmarzlaki, tu marzyli;
odwilż, pluchę, deszcze, zarazki grypy - czyli?
Choroby, gile do pasa będziemy pod nosem nosili
- słaby organizm, bo myśmy go wirusami skazili.
Och, jak cieplutko, szałowo, i bardzo słodziutko,
karetka na sygnale, już podąża do mojego sąsiada.
Spotykamy się na oiomie; on coś mi do ucha gada,
kiwam głową, nie rozumie, bo szum - deszcz pada!
Tak leżymy obok siebie; osłabieni, tymi chorobami
- bezradność i niemoc w oczach, cóż; jesteśmy sami.
Ktoś delikatnie puka do drzwi, to żony uśmiechnięte;
pajacyki cieplarniane?, oj! Macie buźki zapadnięte?!
Obchód; nasz lekarz o poranku szczęśliwy nas dopada
- sąsiad już się śmiej, i do mnie bardzo wesoło powiada.
Czas na nas; dzisiaj mój drogi sąsiedzie - wychodzimy,
zanim nas wypuszczą - koniak, doktorkowi postawimy.
I szok; panowie, gorączka organizm wasz ciut trawi
- drugi tydzień tu, waszego leżenia może was zbawi.
Jejku; panie doktorku, co waść nam teraz tu gada?,
żonka mnie oleje, i pójdzie się podgrzać, do sąsiada!
Ach te uroki odwilży, i sąsiedzkie bajanie - pomyśl,
może i tobie co nieco z tego się, u sąsiadki dostanie!:)
Inne tematy w dziale Kultura