To, ż PiS wykorzysta debatę w PE do zaatakowania rządu było oczywiste i widoczne jeszcze przed jej rozpoczęciem. I nie warto sobie nad tym łamać głowy - zostało to zrobione tak, jak zwykle - brutalnie, bez skrupułów, na siłę.
Ale o wiele ciekawsza była rozgrywka PO, która robi dokładnie to samo, tyle że o wiele bardziej subtelnie i zakamuflowanie. Tak subtelnie i zakamuflowanie, że dziennikarze tego nie widzą. Lub widzieć nie chcą. No to może by tak otworzyć im oczy...
Priorytety polskiej prezydencji były niekonsultowane z opozycją. PJN wielokrotnie apelowało o to, żeby znaleźć takie forum i takie formuły kooperacji, by były to priorytety Polski, a nie polskiego rządu. Nie udało się - rząd uchwalił to, co chciał i przedstawił jako priorytety państwa. Szkoda.
Opozycja, w tym PJN, wielokrotnie wzywała do przeprowadzenia wyborów parlamentarnych na wiosnę tak, by wejść w polską prezydencję juz z nowym rządem (bez względu na to, kto byłby jego szefem). Jako PJN robiliśmy to niejako wbrew własnym interesom, bo jesteśmy najmłodszym ugrupowaniem i potrzebowaliśmy czasu na okrzepnięcie i na stworzenie struktur. Nie udało się - Platforma postanowiła, że wybory odbędą się w konstytucyjnym terminie, bo taki jest interes jej samej. Przecież politycy tej partii musieli wiedzieć, że PiS będzie robił to, co dzisiaj zrobił na sali PE. Ale przecież o to właśnie chodziło - o przeniesienie wojny polsko - polskiej na forum europejskie i wykorzystanie prezydencji do promocji Donalda Tuska jako europejskiego męża stanu. Interes partyjny zwyciężył z interesem państwowym. Szkoda.
PJN przedstawił przed tygodniem dokument zatytułowany "Prezydencja konkretów", w którym wzywamy do maksymalnego i konkretnego właśnie wykorzystania tych 6 miesięcy. Na razie nie mamy żadnego odzewu ze strony rządu i partii rządzącej. Szkoda.
Wczoraj premier przyleciał do Strasburga. Nie znalazł jednak czasu na to, żeby spotkać się ze wszystkimi polskimi eurodeputowanymi. Po to chociażby, by spuścić trochę pary z tego garnka, jakim jest polska polityka. Może dzięki temu dzisiaj na sali plenarnej nie byłoby tego gorszącego widowiska? Może politycy PiS nie atakowaliby tak mocno rządu? Może szef sztabu wyborczego PO, Jacek Protasiewicz, nie wzywałby do....niewykorzystywania tej sali do prowadzenia kampanii wyborczej? Można było po prostu pogadać - przy winie, albo i bez niego. Premier nie skorzystał z tej normalnej przecież procedury uzgodnień politycznych i odnajdywania pół do kooperacji. Szkoda.
Dzisiaj mieliśmy klasyczny przykład polskiej polityki - ani PO, ani PiS nie chcą ze sobą rozmawiać i wykorzystają każdą okoliczność do szkodzenia sobie ( a przy okazji nam wszystkim). Tyle tylko, że ludzie Donalda Tuska robią to subtelnie i zawoalowanie, a ludzie Jarosława Kaczyńskiego walą na odlew. Różnica jest więc jedynie w stylu, ale nie w treści. Szkoda.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)