Niedawno pisałem o tym, że Napieralski i Kaczyński są jak Baksik i Gąsiorowski, bo wykorzystując luki w prawie, działają dla swojego zysku. Wywieszanie bilbordów z rzekomą kampanią informacyjną jest w istocie „oscylatorem politycznym” – czyli sprzeniewierzeniem się zasadom, za pomocą których państwo polskie chciało wyeliminować marnotrawienie pieniędzy publicznych na głupawe kampanie pozbawione sensu i zmusić partie polityczne do bezpośredniego kontaktu z wyborcami.
Od tamtego czasu nastąpił jednak poważny progres. Do Napieralskiego i Kaczyńskiego dołączył bowiem Tusk, pozwalając swoim posłom na podobną akcję bilbordową, ukrytą jednak pod pozorami zapraszania na dyżury poselskie. To równie bezczelna kpina z prawa i równie bezsensowne marnowanie publicznych pieniędzy. Szef PiS nie pozostał dłużny i w całym kraju możemy od wczoraj oglądać jego twarz na tle anonimowego i zamglonego tłumu niezidentyfikowanych postaci. Kaczyński postawił więc kropkę nad „i” – już teraz wiadomo kto jest ważny, a kto jest jedynie beztwarzową masą. Dziś szef sztabu PiS, Tomasz Poręba, dał sie jak dziecko podpuścić w radiowej „Trójce” i na pytanie reaktor Michniewicz, czy to jest akcja przypominająca historię, bo Kaczyński występuje na niej jako „premier”, Poręba gwałtownie zaprotestował i powiedział, że to jest akcja przyszłościowa, bo po 9 października Kaczyński znowu będzie premierem. Tym samym, o święta naiwności, przyznał, że jest to element kampanii wyborczej. Oj, Tomku, Tomku…
Partie w żywe oczy robią sobie żarty z prawa i ze swoich wyborców. O przepraszam, wyborcy tych partii są zachwyceni, że mają takich sprytnych i kreatywnych liderów. Dokładnie tak, jak akcjonariusze „Art.-B” byli zachwyceni wirtuozerią Baksika i Gąsiorowskiego. Do czasu, jednak, do czasu….



Komentarze
Pokaż komentarze (59)