Dzisiejsza „Rzeczpospolita” informuje o dramatycznych losach białoruskiego opozycjonisty, Dzmitrija Bandarenki, o którym pisałem tu już wielokrotnie. Bardzo mnie cieszy, że los tego dzielnego człowieka staje się coraz bardziej sprawą publiczną i osoba, która jeszcze kilka tygodni temu nie była znana opinii publicznej (bo nie był on czołowym politykiem białoruskiej opozycji, a jedynie szefem sztabu wyborczego Andrieja Sannikaua) dzisiaj jest tematem publikacji w znaczących mediach. Uważam, że tego typu publikacje i ciągła troska o konkretne osoby są gwarancją ich uwolnienia i zaprowadzenie za naszą wschodnią granica standardów wolnościowych i demokratycznych. Obecna sytuacja Bandarenki jest tragiczna i każda publikacja, każdy głos w jego obronie mogą być dla niego i dla jego rodziny bezcenne.
Co mnie jednak zaciekawiło negatywnie w korespondencji w „Rzepie”? Owej korespondencji końcowe fragmenty. „Z apelem do władz Białorusi o zapewnienie Bandarence właściwej rehabilitacji i opieki lekarskiej zwrócił się jeszcze przed zabiegiem przewodniczący PE Jerzy Buzek. Komunikat z wyrazami niepokoju o zdrowie opozycjonisty opublikowała wczoraj reprezentująca obecnie Unię Europejską ambasada RP w Mińsku. Jako szokujące ocenił informacje o okolicznościach leczenia Bandarenki polski europoseł Jacek Protasiewicz (PO)”. Tymi zdaniami kończy się korespondencja redaktora „Rzepy”, Andrzeja Pisalnika. Czego mi tutaj brakuje? No, może tego, że Jerzy Buzek wystosował inkryminowany apel po mojej prośbie do niego właśnie w tej sprawie. No i może tego, że inny eurodeputowany, konkretnie z PJN, jest „ojcem chrzestnym” Bandarenki. Że istnieje strona internetowa, gdzie można wspierać Bandarenkę i jego rodzinę ( www.bandarenka.pl).
Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie chodzi mi o podkreślanie własnych zasług (choć oczywiście nie jest przyjemnie, kiedy czyta się tego typu „artykuły”), ale idzie mi o to, by jak najwięcej osób włączyło się w akcję pomocy temu dzielnemu człowiekowi. Dlatego nie rozumiem, jak można w opisie tego tragicznego przypadku nie wskazać, jak można nieść pomoc Bandarence (nawet jeśli tym, który to organizuje nie jest polityk PO).
Bo to już ostatnia uwaga dotycząca owego „artykułu” – za reakcję chwaleni są, i słusznie, Jerzy Buzek (PO), Jacek Protasiewicz (PO) i ambasada polska w Mińsku (brawo Sikorski – PO). Zupełnie nie rozumiem, dlaczego rząd chciał przejąć „Rzepę”. Naprawdę nie potrzeba – wystarczy więcej publikacji tego typu i więcej korespondentów tego rodzaju.



Komentarze
Pokaż komentarze (15)