Marek Migalski Marek Migalski
1538
BLOG

Wielka gra o Ukrainę. Zachowajmy chłodne głowy

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 14

Nawet ci, którzy nie interesują się zbytnio polityką zagraniczną, mają obecnie unikalną okazję do oglądania jak się ją robi. Weszliśmy w decydującą fazę wielkiej gry o Ukrainę. O to, czy będzie ona częścią Zachodu, czy też jednak zachodnią rubieżą rosyjskiego imperium. Ważne, żebyśmy odegrali w tej grze świadomą rolę ambasadora Kijowa w jego staraniach o zakotwiczenie się w strukturach zachodnich.

Kiedy we wtorek spotykałem się w Krakowie na wykładzie z młodzieżą rosyjską, białoruską i ukraińską, nie wiedziałem, że tak szybko nastąpi przyśpieszenie brutalnej wojny o przyszłość naszego wschodniego sąsiada.  Wczorajsze, tragiczne wydarzenia w Dniepropietrowsku są bowiem kulminacyjnym momentem wielkiej rozgrywki o przyszłość Ukrainy. Nie znamy sprawców zamachów, ale jedno jest pewno – nie są to przyjaciele Kijowa. Obraz kraju, w którym na ulicach wybuchają, i to w przededniu wielkiej sportowej imprezy, nie służy ambitnym celom polityki zagranicznej naszego wschodniego sąsiada. Nie służy temu także obraz pobitej w więzieniu liderki opozycji. Jeśli ktoś chce, niech wierzy, że to czysty przypadek, iż kulminacja tych fatalnych wydarzeń następuje właśnie w tym momencie. Ja nie sądzę, żeby była to przypadkowa koincydencja tragicznych zdarzeń.

Już zdążyły odezwać się głosy, że Ukraina nie zasługuje na to, by być organizatorem Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Komisarz UE, Viviane Reding, pośpieszyła w zapewnieniami, że na znak protestu nie przyjedzie na mecz inauguracyjny do Kijowa. Tak się śpieszyła, że nie zorientowała się, że ów mecz odbędzie  się w Warszawie. Prezydent Niemiec odwołał swoją wizytę na Ukrainie.  Warto zwrócić uwagę na postawę Niemców – nie mają problemów z kooperacją gospodarczą i polityczną z Rosją, w której zarówno wybory parlamentarne, jak i prezydenckie odbyły się z naruszeniem prawa (stosowne rezolucje przyjął w tej sprawie nawet Parlament Europejski, określając je jako „not fair and no free”), ale kręcą nosem na sytuację nad Dnieprem. Robią wiele, żeby porównywać Białoruś i Ukrainę, a – z drugiej strony – wybielają państwo Putina.  Dziwna to gra i bardzo zauważalna w instytucjach unijnych. Zresztą Niemcy są w tym wspierani przez kilka innych krajów – chyba najbardziej przez Włochy i, po części, przez Francję.

Janukowycz i jego ekipa sami są sobie winni – nie przetrzymuje się liderki opozycji w więzieniu, nie łamie się praw swoich przeciwników politycznych. Ale to nie może oznaczać, że biernie powinniśmy się przypatrywać , jak Ukraina stacza się wprost w ramiona Rosji. Bo jeśli ktokolwiek odniesie korzyść z tych wszystkich wydarzeń, to będzie to na pewno Wielki Brat. Nie mam pojęcia, kto stoi za zamachami w Dniepropietrowsku, ale jedno jest pewne – zadowolony może być Kreml i wszyscy, którzy nie chcą integracji Ukrainy z Zachodem.

Niemcy były wielkim ambasadorem polskiej akcesji do UE. Robiły to nie dlatego, ze są zamieszkałe przez ludzi o wielkich sercach, ale dlatego, że było to w ich interesie. Dokładnie tak samo jest teraz z polskimi staraniami o włączenie Ukrainy do zachodniego krwioobiegu. Nasz kraj powinien być największym ambasadorem unijnych i natowskich aspiracji Kijowa – i to bez względu na to, czy osobiście lubi się Ukraińców, czy też nie za bardzo. Warto, żeby zaakceptowali to także polscy publicyści, dziennikarze i liderzy opinii – od was zależy, jak będą komentowane wczorajsze zamachy. Wasz głos jest ważny dla kształtowania dyskusji w Polsce, ale nie tylko. Bo w najbliższych dniach będzie budować się obraz Kijowa w oczach opinii międzynarodowej. Dlatego warto, żeby w tych momentach ważyć słowa i nie przyłączać się do łatwej nagonki na Ukrainę i pogarszania jej międzynarodowego image’u. Warto uświadomić sobie, że toczy się wielka gra o Ukrainę. Ale to także walka o Polskę, bo rację mieli Giedroyć i Mieroszewski, kiedy w powtarzanym już do znudzenia stwierdzeniu dowodzili,  że bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski.

Kibicujmy Ukraińcom, pomagajmy im w ich drodze na Zachód. Jeśli trzeba, to ich krytykujmy (bo to także ważny element owej pomocy), ale w takich chwilach, jak obecnie, nie wpadajmy w łatwe sądy i nie stawajmy się częścią coraz powszechniejszego  chóru  krytyków i malkontentów, którzy chętnie krzywią się na słysząc o wydarzeniach u naszego wschodniego sąsiada. To łatwe i kuszące. Ale widząc, jak brutalna zaczęła się rozgrywka o przyszłość Kijowa, musimy stanąć po stronie naszych braci Ukraińców. Do tego trzeba silnych nerwów, ale przede wszystkim chłodnej głowy. Czego życzę wszystkim wypowiadającym się w najbliższych dniach o Ukrainie.   

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka