0 obserwujących
276 notek
217k odsłon
2066 odsłon

"Dziennikarze" debeściaki - dzieci SB i UB

Wykop Skomentuj16

Poniżej przedstawiam przedruk z             3obieg.pl/dziennikarze-psy-lancuchowe-rezimu  --- i nic dodać i nic ująć - przeczytajcie :




 

Dziennikarze, psy łańcuchowe reżimu


Ikony dziennikarstwa soc-propagandy i stanu wojennego: Irena Falska, Grzegorz Woźniak, Irena Dziedzic, Marek Barański, Marek Tumanowicz, Andrzej Racławicki, Stanisław Cześnin, Marcin Willman, Witold Stefanowicz, Karol Nowakowski, Barbara Grad, Jerzy Rosołowski, Andrzej Kozera, Andrzej Bilik… A wymieniam tylko garstkę tych, którzy okłamywali codziennie Polaków z centrum nadawczego telewizji przy ulicy Woronicza w Warszawie. I można kolejne nazwiska wpisywać na tę listę. Bo przecież obok na usługach komunistycznej władzy, zatrudnieni na intratnych etatach w tzw. Polskim Radiu, czy w prasowych redakcjach, w „Trybunie Ludu”, w „Sztandarze Młodych”, w „Żołnierzu Wolności”, w „Expresie Wieczornym”, w „Polityce” etc. gotowych zrealizować każde, najbardziej nawet podłe, zamówienie władzy, pracowało tysiące osób, a na wizytówkach pod nazwiskami widniała nazwa wykonywanej profesji „dziennikarz”.

Symbolem, a może właściwie należałoby powiedzieć sumą „ładu medialnego” tamtych czasów stał się, pełniący swoja funkcję od 17 sierpnia 1981 do 18 kwietnia 1989 roku, rzecznik prasowy peerelowskiego rządu Jerzy Urban, przez wieść gminną sławiony dzisiaj jako Goebbels stanu wojennego. Za Urbanem i jego podwładnymi stał oczywiście cały aparat propagandowy totalitarnego państwa w postaci różnych służb spraw wewnętrznych i zewnętrznych, wydziałów prasy komitetów centralnych, czy wojewódzkich PZPR-u i urzędów kontroli prasy, publikacji i widowisk. Wszechobecna była oczywiście tzw. cenzura wewnętrzna, bo po krótkim czasie stosowania represji wszyscy dookoła wiedzieli, co można napisać, a czego nie – na zasadzie słynnego „wicie – rozumicie”. Propaganda stosowana w PRL-u miała dwie funkcje. Po pierwsze miała na celu oczywiście oszukiwać społeczeństwo. A po drugie, ci którzy nie dali się oszukać, musieli się bać. Garstka straceńców wypisywała oczywiście na murach, że „Falska kłamie” albo jeszcze ostrzej „Telewizja kłamie”. Przez chwilę stosowano inne społeczne formy nacisku bezpośredniego na władzę i obywatele podczas emisji Dziennika TV na znak protestu wychodzili z domów na spacer. Barański z Tumanowiczem śmiali się oczywiście z tego w kułak, w myśl słynnego kupletu z kabaretu Dudek „…oni mogą panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować…”. „Oni”, to byliśmy my, czyli społeczeństwo, a „pan majster” symbolizował ogólnie pojętą władzę. Jak jakiś przysłowiowy „pan” przychodził z pretensjami, to mu władza dawała do zrozumienia, gdzie ja można pocałować i rozpoczynała się kolejna audycja na falach eteru Polskiego Radia pt. „Tu jedynka” z Jerzym Małczyńskim i Bożeną Krzywobłocką w rolach głównych (zawsze o 16.00) – trochę fajnej muzyki w tle, Dire Straits, te rzeczy, a pomiędzy muzycznymi taktami ostra socowa jazda „bez trzymanki”. Jak ktoś jej wysłuchał, to następnego dnia biegł do kiosku i kupował tygodnik „Rzeczywistość”, bo musiał odczuwać niedosyt szczucia na opozycję i wszelakiej maści wywrotowców.

Wiem, że dla wielu młodszych Czytelników „3obiegu” niektóre wymienione już nazwiska i tytuły gazet mogą brzmieć obco i tajemniczo, ale wystarczy wpisać w wyszukiwarce te hasła i zaraz dowiecie się o zasługach tych kilku osób i formacji medialnych dla ratowania socjalizmu przez Wojciecha Jaruzelskiego.

I kiedy wydawało się, że wreszcie po latach upodlenia korporacja dziennikarska otrząśnie się, założy gorset na przetrącony kręgosłup i zacznie lizać rany, okazało się, że tej gangreny nie pozwolą nam wyleczyć. Pan majster zdjął siermiężne socowe walonki i kufajkę, zamówił u Hugo Bossa garnitury (to ta sama firma, która szyła mundury dla armii niemieckiej w czasie II wojny światowej) i obdarował swoich funkcyjnych kolesi koncesjami dla Polsatu i TVN-u, a także doprowadził do zawłaszczenia „Gazety Wyborczej”. Naród wpadł w zachwyt, bo niewiele z tej operacji zrozumiał, gdy Dziennik TV przemianowano na Wiadomości i zamiast Marka Barańskiego zobaczyliśmy Wojciecha Reszczyńskiego (Panie Wojciechu, proszę wybaczyć tę reminiscencję; wiem, że Pan dzisiaj wyłazi ze skóry w medialnej konfrontacji z „panem majstrem”, ale uważam, że wtedy został pan w niecny sposób wykorzystany).

Nowy ład medialny w III RP, z grubsza rzecz biorąc, oddano w ręce czterech „oligarchów”, trzech pierwszych z wszechstronnym „służbowym” doświadczeniem, Mariusza Waltera, Jana Wejcherta (TVN) i Zygmunta Solorza (Polsat) oraz czerwonego opozycjonisty z Alei Róż Adama Michnika (GW), dla którego obrona honoru Kiszczaka i Jaruzelskiego, jak się okazało, stanowiła cel, do którego dążył całe życie.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura