Dzisiejszy "Bild" ,najbardziej poczytna gazeta zaprezentowała pogląd niemieckiego Profesora Hansa Herberta von Arnim, jakoby Niemcy nie były już rządzone demokratycznie. "Deutschland keine Demokratie", "Naród nie ma prawie nic do powiedzenia".
W wywiadzie udzielonym niedzielnemu wydaniu BILD am SONNTAG cytowane są jego wypowiedzi stwierdzające brak rządów demokratycznych." Naród nie ma prawie nic do powiedzenia. Nie mamy władzy ludu, ani tez władzy dla ludu i tym samym żadnej prawdziwej demokracji. Rządy w Niemczech zostały przejęte przez klasę polityczna. Są to zawodowi politycy, około dwa procenty rządzących partii, którzy rządzą głównie we własnym interesie."
Profesor von Arnim jest specjalista od prawa państwowego i administracji w Speyer. Zastanawiam się czy Bild przekazuje sensacyjna prawdę czy tez sensacyjnego dziwoląga, profesora z poglądami nie pasującymi do obrazu przykładnej w Europie, niemieckiej demokracji. Czy tez zamierzeniem "Bilda" jest po prostu lapidarne poinformowanie swoich czytelników o transformacji systemu w Niemczech i zaprowadzeniu porządków niemieckiej NEOpolityki skoncentrowanej w rekach grupy trzymającej wladze?
Potwierdzeniem końca demokracji jest legalizacja bezprawia w partyjnym i prywatnym interesie funkcjonariuszy politycznych.
Najlepszym przykładem takiej legalizacji bezprawia w ramach demokracji jest działalność politycznego posthitlerowskiego i posthonekerowskiego systemu kontroli rodzin i wychowania młodzieży. Polityczny System niemieckich Jugendamtow(JA) działa, tak jak w tamtych czasach, nadal bez kontroli państwa i nadal bez możliwości jakiegokolwiek wpływu na działalność tych struktur partyjnych wyposażonych w nowe prawo, pozwalające na wtargniecie pracowników polityki do każdego domostwa i zabranie każdego dziecka, bez nakazu rewizji i bez podania przyczyn zaboru dziecka. W grudniu 2007 nastąpiło rozszerzenie tego niemieckiego prawa w imię i pod płaszczykiem ochrony "niemieckiego dobra dziecka" czyli "Kindeswohl" , pojęcia które nie zostało nigdzie zdefiniowane, natomiast jest rozumiane jako dobro i korzyści niemieckich polityków z JA
Kompletna prywatyzacja "pomocy" rodzinom i dzieciom prowadzi do tego ze za każde zabrane dziecko wypłacane jest dzienna stawka do 130 € pracownikom prywatnych przedsiębiorstw finansowanych przez lokalnych polityków JA. Komu się tak naprawdę "pomaga" pod płaszczykiem pomocy dzieciom i co maja z tego dzieci i ich rodzice opisane jest również w aktualnym, 19 numerze niemieckiego Sterna na sześciu stronach w artykule "Alle Murksen vor sich hin" o tymze samorządnym systemie partyjnej polityki.
Jugendamty zostały zlikwidowane w Polsce i w pozostałej Europie w roku 1944/1945, z wyjątkiem Niemiec i Austrii. Tylko w krótkim czasie okupacji Jugendamty zorganizowały system rasowej selekcji polskich dzieci w celach germanizacji i zrabowały polskim rodzicom, według rożnych źródeł, 160 do 250 tys dzieci. Te nieprzydatne, które nie chciały zrezygnować z języka polskiego i stać się Niemcami zabijano w obozie koncentracyjnym dla polskich dzieci w Lodzi na Bałutach. Wtedy tez nie można było się przeciwstawiać zakazom języka polskiego. Dzisiaj wolno pisać petycje w sprawie likwidacji antydemokratycznego systemu JA.
PS. Link przekierowuje na inne wiadomosci dlatego skasowalem i podaje wersje artykulu ze zdjeciem artykulu ze strony bild.de
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/potwierdzenie_konca_demokracji_w_niemczech_65729.html


Komentarze
Pokaż komentarze (19)