Proneonazistowsko nastawieni wychowawcy Moritza, zakazujący polskiemu dziecku polskojęzycznej edukacji i kontaktów z polska kultura, polska rodzina, a przede wszystkim z matka, zostali psiknięci gazem łzawiącym. (udało się bez palowania po łbie, jak to się czasem robi z neonazistami policja) Dziecko zostało przejęte pod ponowna opiekę matki Polki pani Pokrzeptowicz-Meyer, lektorki języka polskiego na uniwersytecie w Bielefeld.
http://www.rp.pl/artykul/212189.html
Pani Pokrzeptowicz-Meyer, która do czasu sadowego przekazania prawa rodzicielskiego niemieckiemu ojcu, zakłamującemu pisemnie przed sadem polska tożsamość dziecka w celu przeprowadzania przymusowej integracji zwanej w Niemczech jako "Nationale Säuberung", wychowywała dziecko dwujęzyczne, po polsku i po niemiecku. Jugendamt Münchengladbach zakazał Polskiemu dziecku nauki języka polskiego i w piśmie do polskiego konsulatu zadecydował urzędowo, ze dziecko jest tylko i wyłącznie Niemcem a nie Polakiem.
Pomimo międzynarodowych regulacji potwierdzonych w międzynarodowej sadowej konferencji w Akwizgranie w sprawie 6 tygodniowego terminu regulacji transgranicznych spraw widywania dzieci, niemiecki urząd prokuratora generalnego do spraw prawa rodzinnego w Bonn potwierdził pani Pokrzeptowicz pisemnie, i to w języku angielskim, ze w Niemczech nie ma żadnych obowiązujących terminów rozstrzygania takich spraw, po uprzednim trzyletnim, bezprawnym (przepraszam, legalnym na sposób niemiecki), przewlekaniu sprawy regulacji widywania dziecka i bezkarnym bojkocie, wcześniej sądownie zarządzonych kontaktów z dzieckiem przez Jugendamt oraz przez pronazistowsko ustawionych wychowawców dziecka.
Na Rozmowę z panią dyrektor szkoły w sprawie nauki języka polskiego polskiemu dziecku została wezwana policja, która również stwierdziła autorytatywnie, ze polskie dzieci nie maja prawa nauki polskiego w Niemczech i zagroziła pani Pokrzeptowicz-Meyer sprawa karna o zakłócanie spokoju w szkole. Załęcze później zdjęcie szkoły z nazwiskiem pani dyrektor realizującej konsekwentnie niemiecka politykę oduczania polskiego, zakazu nauki czyli ogłupiania dziecka, oraz wymuszonej integracji.
Skarga na dyskryminujące działanie Policji z Düsseldorfu nie została do dzisiaj odpowiedziana wiec należy wyciągnąć chwilowo wniosek, ze skoro wymuszona integracja nie jest zakazana kodeksem karnym, jest wiec na sposob niemiecki legalna. Natomiast zdecydowane działanie polskiej matki przeciwko urzędowej dyskryminacji własnego dziecka jest traktowane jako przestępstwo zagrożone kara wiezienia do lat pięciu i wydany międzynarodowy list gończy w celu zapewnienia dalszej dyskryminacji dziecka.
Czy Pan Władysław Bartoszewski, wraz z niemieckimi kolegami po fachu zaniechujący działań przeciwko dyskryminacji polskich dzieci i rodziców w Niemczech ucieszy się znow szczerze z tej następnej decyzji?


Komentarze
Pokaż komentarze (15)