Złożyłem wniosek o stworzenie grupy polskich dzieci w Gütersloh, którym przysługuje nauczanie języka polskiego w ramach konsularnego działania przeciwko urzędowej i sadowej dyskryminacji polskich dzieci, jakim jest miedzy innymi dyskryminujące wymyślanie nierealnych kwot i sadowych zakazów języka oraz gróźb odebrania praw rodzicielskich (podaje się rodzicom przykład Kraszewskiego)w przypadku złożenia wniosku o nauczanie polskiego. Zakaz nauczania języka polskiego Polakom w Gütersloh w roku 2000 potwierdził na zlecenie tamtejszej dyrektor pani Dr. Barbary Sommer kuratorium (Schulamt) pan Zimmermann.
Po mojej skardze na dyskryminujące zachowanie kuratorium w Gütersloh, pani Dr.Sommer i Pana Zimmermanna, zawiadomiono mnie ze ona już nie pracuje a pan Zimmerman wykonywał tylko polecenia służbowe, wiec moja skarga jest bezprzedmiotowa i nie będzie rozpatrzona. Pani Dr. Barbara Sommer dostała nowa prace jako minister szkolnictwa NRW. Jej opinie na temat niedopuszczania nauczania języka polskiego Polakom pomogły jej prawdopodobnie w uzyskaniu awansu.
Zawiadamiam ze w szkole imienia Anny Frank w Gütersloh jest i była możliwa nauka języka polskiego nawet dla jednego dziecka, ale nie Polaka tylko Niemca, przesiedleńca z Bydgoszczy. Powiedział to wicedyrektor szkoły przed kamerami telewizji polskiej TVP1, wiec rozważania na temat tworzenia ilościowo sztucznych grup dzieci nie maja w konfrontacji z wypowiedzią wicedyrektora szkoły żadnego rozsądnego uzasadnienia i potwierdzają tylko promocje nauki dla niemieckich przesiedleńców nawet w pojedynczych przypadkach.Zastraszana, pochodząca z polski sekretarka tej szkoły przyznała przed kamerami TVN, ze na skutek tych działań jej dzieci "same nie chcą się uczyć polskiego" Jak można chcieć się uczyć gdy zakazują tego sady, Jugendamt i grozi pozbawienie praw rodzicielskich?
Nawet gdyby została utworzona wystarczająco liczna, w rozumieniu jakiejś osoby, grupa polskich dzieci, których rodzice pomimo niemieckiego terroru i zastraszania odbieraniem praw rodzicielskich w przypadku złożenia wniosku o nauczanie języka polskiego obstawaliby przy nauczaniu dzieci polskiego, to jesteśmy zgodni co do tego, ze mój syn Filip ma sadowy zakaz nauki języka polskiego cytat: "nawet gdyby tego sam chciał". To dyskwalifikuje go, według opinii pani dyrektor szkoły pani Dr. Obellode, jako kandydata do klasy w której miałby nawet szanse nauki języka polskiego.
Złożyłem wiec oficjalnie i ponownie od roku 2000, jako pierwszy rodzic dziecka z Gütersloh mój podpis pod wnioskiem o stworzenie przez Konsulat grupy polskich dzieci w Gütersloh, którym przysługuje nauczanie języka polskiego (jako przedstawiciel stowarzyszenia RPDD). Nauka pojedyncza jest przecież możliwa. Pan Konsul Otto Jachimowicz zaproponował przecież w sadzie w Minden finansowanie nauki pojedynczej a pani Pokrzeptowicz- Meyer nawet darmowe lekcje polskiego.
Według mojej opinii na przeszkodzie do zarządzenia nauki polskiego Polakom w Niemczech nie stoi obecnie nic oprócz bezprawnych, dyskryminujących sadowych zakazów o precedensowym charakterze i politycznych pisemnych opinii kandydatki na stanowisko prezydenta Niemiec, pani Prof. Gesiny Schwan oraz minister sprawiedliwości pani Zypries, potwierdzających słuszność bezprawia, czyli to, ze sady i Jugendamty maja prawo zakazywać języka polskiego w imię nigdzie niezdefiniowanego, proneonazistowskiego "niemieckiego dobra dziecka".
W samym Duisburgu, tylko w osiedlu Ratingsee znana mi sa trzy przypadki wypisania polskich dzieci z nauki polskiego na skutek dyskryminacyjnych urzedowaych naciskow /zastraszania. Te niemieckie nielegalne praktyki byly jednym z tematów spotkania nauczycieli polskiego w Duisburgu z konsulem do spraw Polonijnych panem Jackiem Fraczkiem w dniu 31 maja 2008.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)