Nie ulega wątpliwości że śmierć Dymera, któremu zarzucano przestępstwa seksualne popełnione na młodocianych nastąpiła w ostatnim odpowiednim momencie.
Dymer pożegnał ziemski padół cztery dni po nieznanym publicznie wyroku gdańskiego sądu. Gdyby - co można zakładać - wyrok wskazywał na jego winę to Dymer mógłby się różnymi sposobami bronić i tu wracamy do poprzedniego zdania - już nie może.
W temacie terminu powzięcia wyroku myślę, że gdański sąd z jednej strony czekał, aż Dymer zejdzie a z drugiej uciekał przed narastającym naporem mediów - Więzi i TVN24 i się udało.
ALE - wyzwalając się od sceptycyzmu - CZY KOMUŚ, KTO SAM WIELOKROTNIE, BEZ ŻADNYCH PODSTAW OSKARŻAŁ PRZECIWNIKÓW POLITYCZNYCH O MORD NA PREZYDENCIE I 95 INNYCH OSOBACH NIE MOŻE PRZYJŚĆ DO GŁOWY ZGŁADZENIE NIEWYGODNEGO, ALE ZAPEWNE WINNEGO NIEWYOBRĄŻALNIE BRUDNYCH CZYNÓW ŚWIADKA?


Komentarze
Pokaż komentarze (22)