Pozytywne zaskoczenie niedawnym "wytknięciem języka" przez premiera w stronę Stanów Zjednoczonych ucieka ze mnie jak powietrze z dziurawej piłki. Widocznie Tusk chciał pokazać się, że twardy z niego zawodnik na scenie politycznej i nie da sobie w "kaszę dmuchać" (wystarczy, że dmucha mu głowa państwa). Wszystko zagranie pod publikę. A przy okazji trafione w prezydenta-przeciwnika. Wynik prosty - PiS wzburzony, Amerykanie z niedowierzenia robią wielkie oczy, a większość obywateli naszego kraju się cieszy (choć trudno określić z czego bardziej...).
Żelazo trzeba kuć puki gorące.
Polska wcale nie musi być marionetką w rękach Wielkiego Brata zza Oceanu. Sprzedawanie się ze kilka wątłych obietnic, które bardziej mają szansę na nie-spełnienie niz spełnienie powinno podziałać na rządzących jak kubeł zimnej wody. A działa jak lep na muchy...
PO zamiast się wypiąć na USA, wyraża skruchę za swoje veto i wysyła Sikorskiego zeby ratował sytuację. Żenada. Zaostrzenie warunków negocjacyjnych, o jakich mówił rząd, obecnie robi wrażenie tylko na dyletantach. Podwyższać to oni może podwyższają, ale własne "ego".
Deklaracje bezpieczeństwa, które strumieniami płyną z Białego Domu, to czysta fikcja. Tarcza nie zagwarantuje Polsce bezpieczeństwa, bo z założenia ma chronić wyłącznie USA. A pojęcie "obrony" łączy się z pojęcem "ataku". Zamachy terrorystyczne w pierwszej kolejności będą dotyczyć zniszczenia amerykańskiej bazy, także tej w Polsce. Ale wzięłam pod uwagę także opinie mówiące, że nikt nas nie zaatakuje (bo i takie słyszałam), i aż muszę zadać pytanie: to po co nam tarcza?? Żeby się pochwalić? Żeby się komuś podlizać?? Kolejna głupota i brak racjonalnego myślenia ze strony PO i PiS...
Jednakże moi dyskusyjni oponenci najczęściej zadawali mi jedno pytanie: "Przed czym albo przed kim mamy się bronić? Przed terrorystami?? Przecież oni nawet nie wiedzą gdzie jest Polska!" W takim razie skoro nie wiedzą, to dlatego mamy robić sobie reklamę typu: "zobaczcie, posiadamy tarcze, popieramy USA, a wy nam nie podskoczycie!".
Spójnego stanowiska w sprawie "kawałka metalu made in USA" raczej się nie doczekamy. A ściślej mówiąc, to nigdy. Społeczeństwo jest podzielone w takim samym stopniu jak prace sejmowe, więc jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby przeprowadzenie ogólnonarodowego referendum. Oczywiście zaraz po doinformowaniu obywateli 'o co chodzi?', bo mimo XXI wieku nie wszyscy zdążyli się dowiedzieć, o co podnosi się tyle krzyku...
Prawie w tym samym czasie, nie tyle Amerykanie, co nasi południowi sąsiedzi, postawili nas przed faktem dokonanym. Czechy zgodziły się na instalację tarczy i jednocześnie podały się "na talerzu" (żeby nie powiedzieć "na tarczy"). Teraz kolej na ruch polskiego rządu. Chyba nie muszę dodawać w jaką stronę jest planowany. A dla uczczenia ważnego "wydarzenia" proponuję parafrazę znanej piosenki:
"bo do tanga trzeba dwojga, a do tarczy trzeba [czech]..."
26
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)