Na pierwszym powakacyjnym posiedzeniu Rady Krajowej SLD podjeto ważną, ale dość odważną decyzję:
Wspólna lista do Parlamentu Europejskiego
Kiedy minęło juz pierwsze zaskoczenie, trzeba było zadać sobie pytanie: ale z kim? Cieszy mnie to, że towarzyszowi Napieralskiemu leży na sercu połączenie lewicowych sił i prawdopodobna wizja zjednoczenia. Jednak ta wyciągnięta "ręka na zgodę" jest określonej długości i dodatkowo ustawiona w wybranym kierunku. Należałoby to odczytywać w ten sposób: POJEDNANIE, ale nie dla wszystkich. Zagranie dość ryzykowne, bo naprawianie relacji (po rozpadzie LiDu) połaczone ze stawianiem warunków to mieszanka wybuchowa.
SLD stawia na współpracę z SdPL, Zielonymi 2004, Partią Kobiet czy Kongresem Porozumienia Lewicy, ale w przeciwieństwie do poprzedniej koalicji, nie zaprasza już Demokratów. Socjaldemokracja Polska nie zgadza się na dyskryminację tych ostatnich i zgłasza wyraźny sprzeciw, pod groźbą nie przystapienia do współpracy. Mało tego, pozostałe ugrupowania nie wykazują nadzwyczajnych chęci przyłączenia się do inicjatywy. Jedyni, którzy wydają się być naprawdę zainteresowani pomysłem, to Nowa Lewica Leszka Millera. Ale oni niestety (albo stety) nie znaleźli się w grupie adresatów.
Kto ostatecznie zgodzi się na tworzenie jednej wyborczej eurolisty? Narazie trudno określić. A przynajmniej do czasu wyborów na przewodniczącego SdPL.
Byle do 22 września.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)