W jednym z kościołów w zachodniopomorskim wierni przekonali się o tym na własne oczy. Podczas codziennej mszy tutejszy kościelny doświadczył prawdziwej iluminacji!
Najpierw z całym przekonaniem oskarżył księdza o słowne oszustwo (w sumie „nihil novi”), a następnie, ku zdumieniu, przerażeniu (oraz zadowoleniu niektórych) zgromadzonych wyrzucił duchownego z ambony. I przekazał swoją wersję kazania...
Wstępnie strony pogodziły się polubownie i sprawa została zamknięta.
Choć pewnie jedna ze stron miała z tego niezły ubaw...
To jednak nie koniec. Podobne, żeby nie powiedzieć: identyczne zdarzenie miało też miejsce parę dni później. W tam samym kościele. Przy udziale tych samych osób. Na oczach tych samych wiernych. Tym razem ksiądz interweniował wzywając policję. Kościelnemu mogło grozić nawet dwa lata ( zarzut: „przerywanie publicznego wykonywania aktu religijnego”) Nie wiadomo jakby się cała sprawa skończyła, gdyby poszkodowany (w ramach przypływu miłosierdzia) pozwu nie wycofał. Zapewne nieciekawie...
Kościelnemu gratuluję konsekwencji w poglądach i podejmowanych działaniach, a duchownemu radzę rozważniejszego doboru współpracowników.
I ograniczenia 'prania mózgu'.
Żeby czasami jakiś kolejny parafianin nie doznał iluminacji...



Komentarze
Pokaż komentarze (7)