Jak to w "kółkach wzajemnej adoracji" bywa, podobny charakter miało spotkanie z panem Cenckiewiczem organizowane na toruńskiej uczelni około tygodnia temu. Współautor kontrowersyjnej książki o rzekomej, agenturalnej przeszłości Lecha Wałesy, został nie tyle ciepło przywitany, co oczekwiany "jak na zbawienie" (heh, dobre sobie....).
Na ile owe ciepło wynikało z zimności dnia, a na ile z sympatii uczestników do gościa - nie sprawiało to trudności w jednoznacznej ocenie. Mogę jedynie dodać, że ten drugi powód jest niemal w 100% właściwszy. Idąc dalej - organizatorem dyskusji był NZS, nota bene, dość ściśle powiązany z młodzieżówką PiSu. Wiadomo, współpraca - dobra rzecz. A mi (i chyba nie tylko mi) "serce roście, patrząc na te czasy..." gdzie studenci udzielają się na płaszczyźnie uczelniano-aktywistycznej. Szkoda tylko, że nie po tej stronie, co trzeba...
Jednak, gdyby nie zróżnicowanie światopoglądowe uczestników-słuchaczy, spotkanie niczym nie odróżniałoby się od typowej konferencji ogólnokrajowej PiS (w jednej tegorocznej miałam przyjemność uczestniczyć). Oprócz gościa, pojawił się także poseł PiS, Zbigniew Girzyński oraz profesor UMK, Wojciech Polak. Wzajemnym schlebianiu sobie talentów nie było końca. Między jedną mdłą, a drugą "słodką" opinią wkradał się niestety element znudzenia, czego dowodem były miny części słuchających. Doktor Cenckiewicz wspaniale zareklamował swoje książki (głównie te o TW Bolek), niczego nie wyjaśnił, a raczej wyjaśnił już wyjaśnione, przekonując zgromadzonych (czy aby skutecznie??) raz jeszcze, że BRAK KORONNEGO DOWODU WINY nie przeszkadza w formułowaniu zarzutów. Na 600-set stronach formatu A5.
Nie obyło się również bez kilku merytorycznych wpadek, lub jak kto woli - hipokytycznego myślenia pana Cenckiewicza. Niby te teczki to za wiarygodne są brane, a tu niespodzianka! Brakuje dokumentów (to, że kluczowych, to już pomijam...). I jaka tu wiarygodność? Oczywiście jak najwyższa. Nie przeszkodziło to IPN-owi nakreślenia osoby Wałęsy jako pracownika SB, za to mocno przeszkodziło Braciom Bliźniakom (zapewne nad tym ubolewają do dziś...), którzy z wielkim smutkiem (a może Wielką Smutą?) powiedzieli "nasze są sfałszowane tudzież pełne pomyłek".
Kolejny raz sprawdziła się stara zasada "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" Jeden mówił - reszta mu przytakiwała. Nawet profesor (ze stosunków międzynarodowych) prowadzący spotkanie, albo faktycznie chciał się przypodobać, albo faktycznie i to na poważnie chciał udowodnić, że Instytut Politologii UMK i to jedno wielkie gniazdo prawicowych odchyleń ideologicznych.
No cóż... "Serce roście patrząc na te czasy...".
72
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (46)