NO DO CHOLERY !!!
ILE RAZY MAM POWTARZAC
Z informacji, jakie przekazał "Naszemu Dziennikowi" minister Jacek Sasin, wynika,
że na płycie lotniska powinny były znajdować się dwa samochody osobowe - jeden z nich miał być przeznaczony dla pary prezydenckiej, drugi - dla prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Pozostałych pasażerów miały przewieźć dwa autobusy.
Jak relacjonuje Jacek Sasin, pojazdy te odjechały z płyty lotniska po otrzymaniu informacji o katastrofie. Minister nie wie jednak, czy kierowcami obu osobowych pojazdów byli oficerowie BOR.
Jak twierdzi jeden z pracowników Kancelarii Prezydenta, który chce zachować anonimowość, na lotnisku Siewiernyj już po katastrofie obecni byli jedynie ci funkcjonariusze Biura, którzy przybyli na miejsce katastrofy razem z ministrem Sasinem. - Znam funkcjonariuszy BOR od lat. Współpracowałem z nimi od dłuższego czasu. Ci, którzy byli z Polski, nie byli kierowcami - mówi urzędnik w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". - Żadnego z funkcjonariuszy BOR oczekującego na lotnisku nie widziałem - dodaje pracownik Kancelarii. Jego zdaniem, funkcjonariusze BOR na płycie lotniska mogli być jednak ewentualnie obecni, jeśli przybyli z ambasadorem polskim z Moskwy.
08.03.2012
mmariola.salon24.pl/397826,10-04-2010-cyngle-od-sakiewicza-cytujcie-dokladnie
Potem, odpowiadając na pytania Antoniego Macierewicza, przewodniczącego zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej: „Ile to było samochodów?”, Marcin Wierzchowski odpowiedział: „Nie wiem, mogło być pięć, mogły być cztery”.
Nie była to więc kolumna, bo ta musiałaby liczyć kilkanaście pojazdów.”
Jak twierdzi jeden z pracowników Kancelarii Prezydenta, który chce zachować anonimowość, na lotnisku Siewiernyj już po katastrofie obecni byli jedynie ci funkcjonariusze Biura, którzy przybyli na miejsce katastrofy razem z ministrem Sasinem. - Znam funkcjonariuszy BOR od lat. Współpracowałem z nimi od dłuższego czasu. Ci, którzy byli z Polski, nie byli kierowcami - mówi urzędnik w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". - Żadnego z funkcjonariuszy BOR oczekującego na lotnisku nie widziałem - dodaje pracownik Kancelarii. Jego zdaniem, funkcjonariusze BOR na płycie lotniska mogli być jednak ewentualnie obecni, jeśli przybyli z ambasadorem polskim z Moskwy.
Tuż po zejściu z trapu ukazuje się niecodzienny widok - rosyjski transportowiec Ił, lecąc tuż nad lotniskiem, nagle zwiększa ciąg i rozpoczyna manewr w bok. Tak go wygięło, że jednym ze skrzydeł omal nie zaorał ziemi. Niewiele brakowało do wypadku. Przy lotnisku czeka na nas autobus. W eskorcie milicyjnej dojeżdżamy na cmentarz katyński."
Swiader
Start, lot i lądowanie przebiegły bez żadnych przeszkód, choć faktem jest, że z gęstej mgły wyszliśmy tuż nad pasem startowym. W każdym razie wylądowaliśmy bez przeszkód co nie udało się rosyjskiemu samolotowi transportowemu, którego obserwowaliśmy podczas wysiadania z Jaka. Pilot przeleciał po prostu nad pasem z wypuszczonym podwoziem i nie dotykając powierzchni poderwał maszynę.
Wtedy nie mieliśmy żadnego pojęcia, że warunki atmosferyczne są tak trudne, że mogą znacznie utrudnić bezpieczne lądowanie. Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy w drogę do Katynia.Ta podróż zajęła nam prawie godzinę.
Kubrak
Lot przebiegł spokojnie, tuż przed lądowaniem przebiliśmy się
przez gęste chmury,ale lotnisko spowiła gęsta mgła. Niewiele było
widać. To wojskowe lotnisko jest napustkowiu, bez terminalu. Nagle
zobaczyliśmy – jakiś metr nad pasem startowym – rosyjski samolot
wojskowy, który miał przechylone skrzydło. Nagle poderwał się, jakby
chciał ponowić próbę lądowania.Gdy wsiadaliśmy do podstawionego autobusu, którym jechaliśmydo Katynia, zobaczyłem limuzyny zbiało-czerwonymi flagami. Czekały
na prezydencką delegację;
Ci ludzie, o których wspominałaś, czyli marszałkowie sejmu, pan Prezydent z małżonką, no i wszyscy ministrowie, to był samolot jeden, ale BYŁ JESZCZE JEDEN SAMOLOT (podkr. F.Y.M.). I jedyna informacja, jaka tutaj dotarła, to tutaj na tym lotnisku była straszna mgła. Jak my lądowaliśmy, to STARTOWAŁ jakiś samolot (podkr. F.Y.M.) i nasz pilot z tego specjalnego pułku powiedział: „hu, duży zuch, jak on to zrobił, w ogóle bokiem, nie wiadomo” – znaczy on był zadziwiony, że on startował, ten samolot (…)
Tak, była straszna mgła, no, nie było nic widać. My jako pasażerowie to tak się nie znamy, no mgła to mgła, tak, ale pilot, który wysiadł, bo ten samolot, którym my przylecieliśmy to jest ten jak-40 i on nie jest duży, no więc w momencie, kiedy wylądowaliśmy, to pilot otworzył drzwi i wyszedł do nas powiedzieć „Dziękuję za wspólną podróż i do zobaczenia wieczorem” (…)
No, my wylądowaliśmy jakieś pół godziny, godzinę wcześniej (ale w stosunku do czego? - przyp. F.Y.M.). Trudno mi w tej chwili powiedzieć, bo TU JEST GODZINA RÓŻNICY, dwie godziny różnicy, przepraszam, a ja jestem też trochę zdenerwowany, więc... nie wiem, no, godzina, około godziny wcześniej wylądowaliśmy. Tak, że te warunki się tutaj absolutnie nie zmieniły. Tam na pewno na tym lotnisku była straszna mgła. Poza tym to lotnisko nie wygląda najlepiej. Pas startowy - droga z wybojami. Oczywiście ten samolot (który się miał rozbić - przyp. F.Y.M.) nie lądował, znaczy, nie dotknął tego pasa, tak, ale miejsce jest straszne. I ta mgła, która zapewne nie ułatwiała."
http://mmariola.salon24.pl/397826,10-04-2010-cyngle-od-sakiewicza-cytujcie-dokladnie



Komentarze
Pokaż komentarze (5)