0 obserwujących
21 notek
15k odsłon
  399   0

W 2020 roku pandemia pozbawiła ludzi złudzeń. Złudzeń co do rzeczywistości.

W 2020 roku świat nie wywrócił się do góry nogami, historia nie przyspieszyła. Pandemia po prostu pozbawiła ludzi złudzeń. Złudzeń co do rzeczywistości. Ustalona hierarchia i utarte schematy postępowania nie odpowiadały obecnym czasom już od kilku lat. Utrzymały się tak długo, bo dla większości tak było wygodniej. Nikt nie musiał ich kontestować. A może też nie chciał. Po co zwalczać system i ponosić koszty, gdy sam chyli się ku upadkowi. Cierpliwość jest bardziej opłacalna. Nie rzuca się tak w oczy jak jawne działanie i realizacja własnych interesów. Z takiej perspektywy utrzymywanie potencjalnych rywali w fałszywym przeświadczeniu o ich własnej potędze i sprawczości jest wręcz pożądane. Pozwala dłużej być aktywnym bez wzbudzania niepotrzebnego niepokoju. Budować po cichu własną siłę aż do osiągnięcia poziomu pozwalającego bezsprzecznie zdominować innych. Wtedy, nawet gdy się zorientują, że stracili swoją pozycję, dystans, jaki będą mieli do nadrobienia, będzie przytłaczający. Różnica potencjałów będzie tak wielka, że pozostanie im jedynie akceptacja warunków ustalonych przez silniejszego.

Będzie to tym trudniejsze do akceptacji, im dłużej trwano w błędnym przeświadczeniu. Im bardziej odbiegało ono od rzeczywistości i im gwałtowniej uświadomiono fałsz w postrzeganiu samego siebie. Dysonans może być tak duży, że wielu nie będzie w stanie pojąć, że jest inaczej niż sobie wyobrażali przez lata.

W naturalny sposób obywatele nie mają dostępu do wszystkich danych. Międzynarodowych rozmów nie prowadzi się na forum, a w gabinetach, między rządzącymi. To oni mają możliwość oceny sytuacji w sposób właściwy. Albo pełniejszy niż zwykły obywatel. Reprezentant jednej i drugiej grupy może widzieć świat podobnie, ale zasób wiedzy i posiadanych informacji diametralnie się różni. Dlatego, mimo zbliżonego emocjonalnego nastawienia do świata, logiczna cząstka jednego ma większy potencjał wpływu na ocenę rzeczywistości niż w przypadku drugiego. Konsekwentnie politykowi łatwiej będzie zaakceptować nowy układ sił oraz utratę dotychczasowej pozycji niż ewentualnemu wyborcy. Zrozumie ewolucyjny, naturalny charakter zmian, bo będzie miał przekonujące podstawy i lepszy ogląd sprawy. Będzie świadomy jej nieuchronności.

Zwykły człowiek - nie. Przynajmniej nie tak szybko. W znacznym stopniu to on będzie ponosił konsekwencje zmian, ale nie będzie rozumiał dlaczego. Dlaczego nie jest, jak było i dlaczego politycy go reprezentujący postępują wbrew jego interesom. Z jego perspektywy nie ma powodu by żyło się gorzej, a działania polityków stają się oderwane od rzeczywistości. Dopiero taka rozbieżność, między decyzjami rządzących a postrzeganiem obywateli, może doprowadzić do wywrócenia panującego porządku. Powstania nowych idei, grup mających obalić stare elity. To jest etap zmian, który jest raczej brutalny. Przede wszystkim dlatego, że jest gwałtowny. Nagle też u większości następuje uświadomienie nieodwracalności sytuacji i natychmiast trzeba znaleźć winnego takiego stanu rzeczy i go ukarać. A winnymi są ci, co podejmowali decyzje – rząd.

Gdy się pozbawi człowieka złudzeń, uświadomi mu sytuację, trzeba mu wskazać drogę w kierunku pogodzenia się z nową myślą. Aby nie bał się rzeczywistości i był w stanie funkcjonować. Inaczej budzi się tylko frustracje.

W każdym razie w Europie nikt już nie powinien mieć złudzeń, że Stary Kontynent wciąż rozgrywa karty. Przynajmniej wśród unijnych rządzących. Ludzie też zaczynają się orientować, że nie tylko azjatyckie tygrysy ich dogoniły, a już przegoniły (chociażby w przypadku skuteczności działań wobec pandemii). Ale jeszcze jest czas na reakcję, walkę o odzyskanie pozycji w świecie. Jeszcze nie zdobyli pozycji dominującej, chociaż może się tylko łudzę.


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości