Polityka jest dziedziną, której pole realizacji mieści się w możliwościach i koniecznościach związanych z formą i treścią kultury ludzkiej wytwórczości. Formę wyznaczają reguły gry oraz sama gra. Treścią jest cała sfera intencjonalna związana zarówno z tym, co można powiedzieć jak i sfera bytu związana z tym, co można zjeść lub skonsumować. Pomiędzy mówieniem a jedzeniem zachodzi relacja analogiczna do relacji pomiędzy tym, co wyrażalne w zdaniach a tym, co fizyczne. Praktyka oraz reguły gry politycznej wskazują, że pomiędzy tym, co wyrażalne a tym, co jadalne nie istnieje w sposób konieczny związek wertykalny. Tym samym to, co wyrażane w zdaniach nie zawsze odnosi sie do stanów rzeczy, czy też do tego, co jadalne lub konsumowalne. Oznacza to, że realizacja przejawów politycznej wytwórczości w perspektywie klasycznej koncepcji prawdy jako zgodności pomiędzy wyrażeniem a stanem rzeczy w ramach gry, ma charakter fakultatywny lub nawet indyferentny. Prawda w wydaniu klasycznym ma takie samo roszczenie do ważności w ramach reguł gry, jak prawda jako koherencja, czyli logiczna zgodność sądów między sobą, prawda pragmatyczna tj. miarą prawdy jest pieniądz lub jego statystyka, prawda, którą orzeka się o rzeczy z poziomu metaprzedmiotowego, czy prawda wyznaczona przez efekt racjonalnego dyskursu w procesie komunikacji na zasadzie konsensusu, czyli miara prawdy jest porozumienie, czy też prawda w ramach sporu opartego na strukturze różnicy, czyli prawda jest po stronie większości. Metodologiczna mieszanina prawd jest immanentnie wpisana w możliwość gry. Tym samym to co można powiedzieć niekoniecznie musi znaleźć odniesienie w stanach rzeczy lub w tym, co można zjeść. To co można powiedzieć może zamknąć się dla siebie w procesie samego mówienia dla mówienia. Znaki wyczerpujące się w interpretacjach i kolejnych znakach, ich logiczne konstrukcje określające znaczenia, statystyka, reprezentacje abstrakcji pojęciowych, zbiory ekstensji w ciągłym procesie inkluzji, czyste a priori - wszystko to znajduje swoją ważność w grze dzięki randze ilości powtórzenia, jego telewizyjnego autorytetu oraz psychologicznej konotacji, która motywuje i programuje do lubienia lub nienawiści, do sympatii lub antypatii. Zielona wyspa, kryzys, wzrost gospodarczy, państwo policyjne, komuna i obalenie komuny, lewica, prawica, liberalizm, wyniki sondaży, nazwy własne: PO, PIS, lemingi, mohery itd. stają się centrum wokół których jednoczą się różnego typu znaczenia w procesie oznaczania oraz psychologiczne motywy pobudzające do działania. Zainteresowanie i namiętności wzbudzają więc abstrakcje, czyste pojęcia, symboliczne reprezentacje, efekty dzielenia i mnożenia możliwości. Wyborcy i masy lubią lub nie lubią zieloną wyspę, kryzys, wyniki sondaży, taką lub inną partię.
Wszystko co znaczące w procesie sporu politycznego, wszelkie koherencje, abstrakcje, pojęcia i ich reprezentacje odnajdują swą w funkcjonalną rolę w ujawnieniu ich presupozycji, gdzie ukryty jest interes partii politycznych, mediów, celebrytów i ludzi materialnie związanych z polityką.
Odtąd bez względu na mieszaninę metodologii, bezkres gadania zawsze realizuje się w relacji do powierzchni materialnych interesów i przedmiotów w perspektywie ich nabycia, niezależnie od tego, czy interesy te są immanentne i w presupozycji, czy explicite ujawnione. Treścią polityki stają się zdarzenia tworzące nieskończoną wielość bezcielesnych bytów. Rozgrywają się one na powierzchni rzeczywistego bytu, który jest ich przyczyną sprawczą.
Z jednej strony intencje wyrażone w programach politycznych ukierunkowanych w prawdziwy świat idei, które potencjalnie stanowią przyczynę celową ich działania, a z drugiej strony mierzalny i bieżący materialny interes cielesnej i fizycznej powierzchni, na której rozgrywają się wydarzenia, gdzie programy i idee są zaledwie przypadkowym skutkiem efektów powierzchniowych. Z jednej strony prawdziwy świat idei platońskich a z drugiej strony prawdziwa substancja cielesnego bytu i interesu rzymian i stoików. Polityka staje się mieszaniną postaw, których zawartość ujawnia się w dwóch porządkach, których kierunki są zgoła przeciwne. Kierunek mocy i potencjalności idei i kierunek utraty tej potencjalności w ciągłym procesie ich aktualizacji w realizacji założonego programu politycznego oraz kierunek bieżącego interesu w procesie aktualizacji konsumpcji, gdzie idee mogą być zaledwie skutkami - w tym wypadku - idee, prawda i inne wartości stają się wtórnymi atrybutami przygodności i przypadku.
Proces politycznego mówienia opiera się na możliwości formułowania zdań. Za pomocą zdań wyrażane lub wyrażalne są wydarzenia. W obrębie zdań zachodzą różnego typu relacje.
Pierwsza z nich, to relacja odniesienia wydarzenia do pewnych stanów rzeczy, które zawierają w sobie jakości, konkretne ciała i ich zróżnicowanie, ich ilości i wzajemne relacje. Wydarzenie wskazuje swój materialny desygnat za pomocą skojarzeń słów z poszczególnymi obrazami, które reprezentują stany rzeczy. Semantycznym odpowiednikiem obrazu jest zbiór symboli i znaków w zdaniu, które mają charakter pustych form będących potencjalnością do ich wypełnienia. Kryzys, zielona wyspa są osobliwościami czystych form, które domagają się aktualizacji w rzeczy a nie w reprezentacji pojęcia wraz z nadaną mu konotacją. Specyficzna natura tego typu form sprawia, że relacja desygnowania nie zachodzi lub też zachodzi względem przedmiotów abstrakcyjnych. Formy te stają się czystymi możliwościami pozbawionymi modus aktualizacji względem stanu rzeczy. Są formami które domagając się jednak wypełnienia, nasycają się emocjonalnymi wyobrażeniami, indywidualnymi kategoryzacjami itp. Z drugiej strony materialnymi osobliwościami są nazwy o szczególnym znaczeniu w których relacja desygnowania znajduje wypełnienie w rzeczy - są to nazwy własne np. nazwy partii politycznych, nazwy poszczególnych polityków. Akty desygnowania są przedstawieniami natury zmysłowej i domagają się naoczności konkretności materialnej rzeczy.
Desygnowanie opiera się więc zarówno na prawdzie jak i na fałszu. Na prawdzie wtedy, gdy akt desygnowania faktycznie zachodzi wobec stanu rzeczy a na fałszu wtedy gdy akt desygnowania nie znajduje wypełnienia we właściwych obrazach, które odpowiadałyby słowom.
Drugą relacją w obrębie zdania jest relacja oparta na przyporządkowaniu zdania z podmiotem, który je wyraża. Afirmując zdanie podmiot wyraża swoje pragnienia i przekonania. Odtąd każde zdanie zawiera w sobie nośnik emocji oraz pierwotnie założonej subiektywnej postawy w uniwersum możliwych postaw, postawy która stanowi wewnętrzną przyczynę obrazu w przypadku pragnienia oraz zewnętrzną przyczynę pojawienia się przedmiotów względem formy w postaci znaku, przyczynę opartą na antycypacji i oczekiwaniu. Wewnętrzna przyczyna obrazu to emocjonalna konotacja wizerunku lub reprezentacji - wizerunki polityków, nazwy własne, reprezentacje pewnych pojęć są lubiane lub nie lubiane. Zewnętrzna przyczyna oparta na antycypacji wywołuje w podmiocie habitus do utożsamiania głoszonych poglądów z własnymi w ramach stabilizacji oczekiwań. W systemie demokratycznym, w dyskursie politycznym wszelkie wyrażenia mają swoją realizację w ontologii pierwszoosobowej tj. z punktu widzenia zwolennika lub przeciwnika partii lub poglądów w ramach gry. Jeżeli gra jest formą to w myśl Gillberta de la Porre: "id quod est" jest poprzedzone "id quo est", czyli to, co jest, jest poprzedzone przez to, dzięki czemu jest. Geneza, własny interes, pochodzenie źródła finansowania, określone uwarunkowania społeczne, historyczne tego, który wyraża zdanie, określa formę dla każdej wyrażonej treści. W dyskursie politycznym nie znajduje więc realizacji ontologia trzecioosobowa, lub też bezosobowa. Nie istnieją więc obiektywne media, dziennikarze, autorytety, specjaliści itp. Obiektywizm wyczerpuje się w zobiektywizowaniu, czyli w powszechnym ukazaniu, czy też przedstawieniu określonych treści lub też w dokonaniu racjonalizacji tych treści poprzez warunki, które umożliwiają ich powszechne zrozumienie w znaczeniach. Afirmacja lub też manifestowanie poprzedza a wręcz umożliwia desygnowanie w porządku wyrażania, gdyż to z semantycznej jedności wnioskowania wynikają dopiero wszelkie skojarzenia. Skojarzenie przyczyny i skutku opiera się bowiem na poprzedzającym ją wnioskowaniu na postawie relacji.
Desygnowanie wraz z manifestowaniem znoszą obiektywną prawdę i fałsz przypisaną podstawie samego desygnowania na rzecz subiektywnej prawdomówności lub oszustwa. Prawdomówność lub oszustwo ujawnia się już w sytuacji, gdy zewnętrzny akt mowy nie pokrywa się z przypisanym mu aktem intencji, Czyli jeżeli ktoś na zewnątrz jawi się jako niezależne i obiektywne medium, lub autorytet a zarazem jego wewnętrzna intencja jest zdeterminowana określonymi wyżej uwarunkowaniami, wówczas następuje rozbieżność pomiędzy treścią presupozycji a jego zewnętrznym wyrazem. Prawdomówność lub oszustwo podmiotu, medium, autorytetu nie jest dostrzegalna dla obserwatora z zewnątrz. Identyfikacja rozbieżności ujawnia się dopiero po dokonaniu analizy ex post.
Trzeci wymiar zdania opiera się na stosunku słowa do pojęć ogólnych oraz na związkach syntaktycznych i logicznych w procesie komplikowania znaczeń. Proces ten związany jest z procesem pojęciowego wnioskowania w obrębie znaczących zdania poprzez odsyłanie do kolejnych zdań, za pomocą implikacji. Zarówno przesłanki jak i kolejne zdania będące ich wnioskami operują w tej samej przestrzeni ontologicznej tj. w przestrzeni możliwości wraz z regułami konieczności wyznaczonymi przez związki logiczne. Wynik operacji na znaczących za którymi kryją się pojęcia, w samym procesie dowodzenia za pomocą związków logicznych nie należy utożsamiać z czynnością desygnowania względem znaczonych za którymi kryją się stany rzeczy. Z jednej strony bowiem mamy operację zapośredniczającą w procesie łączenia zdań i znaczących z innymi zdaniami w procesie dowodzenia a z drugiej strony mamy tryb bezpośredniego desygnowania wobec konkretnego znaczonego, który tak jak wspomniałem wyżej jest treścią wypełnienia pustej formy znaku.
Dla zobrazowania problemu posłużę się dwoma przykładami. Jeden związany z katastrofą smoleńską a drugi z "zielona wyspą". W przypadku katastrofy smoleńskiej z jednej strony mamy porządek desygnowania stanu rzeczy - a więc materialny skutek w postaci śmierci pasażerów samolotu, rozbitego samolotu itp. w postaci przesłanek a z drugiej strony wydarzenie oparte na nieskończonym procesie formułowania zdań w związkach logicznych, będących wnioskami przesłanek. Z jednej strony porządek bytu a z drugiej strony porządek możliwości. Stan rzeczy zaistniał, wydarzenie jednak trwa w procesie formułowania zdań odsyłających do kolejnych zdań. Wydarzenie trwa w wyrażającym je zdaniu i jednocześnie przytrafia się rzeczom na powierzchni. Do wydarzenia należy to, że w zdaniu mówi się o nim jako przyszłym, zarazem jednak w naturze samego zdania leży wypowiadanie wydarzenia jako czegoś przeszłego. Przedstawienie wydarzenia trwa zarazem w zdaniu ale również w stanie rzeczy.To co przeszłe uzależnione jest od tego co przyszłe. Fakt, wydarzenia odnosi się do stanu rzeczy ale ze względu na swoją strukturę ontologiczną w postaci konstrukcji wyrażenia go w zdaniu ujawnia się w przyszłości względem stanu rzeczy, ujawnia się w momencie jego zaistnienia, czy też skonstruowania w języku a nie momencie zaistnienia stanu rzeczy.
"Zielona wyspa" z kolei jest prosta konsekwencją różnicy wysokości wskaźnika PKB na tle innych wskaźników. Zielona wyspa odnosi się do różnicy, ta z kolei do poziomów oraz tempa wzrostu a ten z kolei odnosi się do specyficznego porządku liczenia pewnej wielkości statystycznej, która odnajduje odniesienie przedmiotowe w nieskończonym procesie poszukiwania jakiejś namiastki stanu rzeczy. Co więcej reguła liczenia ma charakter obiektywny ale sam proces liczenia nie jest dostępny w zobiektywizowanym wymiarze tj. dostępnym publicznie. Co prawda wybudowanie stadionu jak i jego wyburzenie, następnie kolejna wymiana trawy i zatrudnienie kolejnych urzędników podwyższają poziom PKB ale sam jego poziom nie ma charakteru absolutnego ale zawsze zrelatywizowany do perspektywy jego wzrostu. Należy jednak zauważyć, że stawanie się większym od dotychczasowego jest równoczesne z ukazaniem się mniejszym jakim się właśnie staje. Ujawnia się więc równoczesność stawania się w tym samym ruchu, które wymyka się teraźniejszości. Unikanie teraźniejszości z kolei wywołuje jednak brak rozdzielenia i odróżnienia zarówno przed jak i po, zarówno przeszłego jak i przyszłego. Stawanie się większym, to zmierzanie w obie strony jednocześnie. PKB nie może rosnąć bez zmniejszania się, ani maleć bez rośnięcia, podobnie tempo wzrostu tego wskaźnika. Tak jak wspomniałem wyżej desygnatem "zielonej wyspy" jest różnica określona poziomami wskaźnika. Zastosowana metodologia ustanowienia "zielonej wyspy" miała by miejsce swojej realizacji nawet wtedy, gdy nikt by nic nie robił i nigdzie by się nic nie działo poza np. Warszawą w której wybudowano stadion a następnie go wyburzono. Nigdzie nic się nie stało, w Warszawie po zburzeniu stadionu powstaje kupa gruzu ale zarazem ku uciesze mas na tej kupie jest "zielona wyspa" . Dlaczego kupa gruzu i zarazem " zielona wyspa"? Dlatego, że fizycznie ma ona tj. "zielona wyspa" swój konkretny desygnat dany naocznie.
Z punktu widzenia ekonomii i finansów PKB jest funkcją podaży pieniądza, która jest głównym czynnikiem wzrostu tego wskaźnika. Część tego pieniądza - a w ostatnich latach znaczna część tego pieniądza jest pożyczona na określony procent w nieokreślonym czasie procesu jego spłacania. Powstaje prosta konsekwencja, że wraz z zielenieniem się wyspy, następuje wzrost jej zadłużenia. Zielona wyspa zielenieje na skutek większej ilości deszczu, którego kroplami są puste formy tj. dług, który należy wypełnić złotówką lub innego typu wartościową rzeczą np. złotem, dług którego wysokość na bieżąco ujawnia Balcerowicz. Zielenienie, dużo deszczu pustych form, w konsekwencji zgodnie z prawami przyrody i wynikającymi z niej prawami natury, powódź tych form a nawet przy odpowiednim podmuchu z zachodu - ich tsunami.
Zielona wyspa jako reprezentacja pojęciowa jest niczym wielki wybuch znaczących we wszystkich kierunkach. Imaginacja, spekulacja, nieokreśloność względem rzeczy i metafizyka liczby, liczby która w przeciwieństwie do znaku nie odsyła do niczego poza nią samą - orzeka więc sama o sobie,. Zielona wyspa, kryzys, demokracja, są słowami które o ile nie są odniesione do konkretu, by tylko względem niego mogą znaleźć realizację, desygnują dokładnie to samo, co wyrażają a jednocześnie wyrażając swój desygnat wskazują swój własny sens. W jednej chwili wypowiadają coś i wypowiadają sens tego czegoś, czyli własny sens. A przecież nazwa, która wypowiada własny sens nie może być niczym innym jak nonsensem, co zauważył również Wittgenstein twierdząc w Traktacie: "zdanie nie może orzekać niczego o sobie samym, gdyż znak zdaniowy nie może zawierać sam siebie...funkcja nie może być swym własnym argumentem, ponieważ znak funkcyjny, zawiera już pierwowzór swego argumentu, a nie może zawierać sam siebie". Kryzys jest funkcją, co oznacza, że zarazem nie może być jej argumentem. Będąc własnym argumentem orzeka o sobie samym, spełniając klasyczne kryterium antynomii np. Russella, czyli zbiór nie może zawierać samego siebie jako jednego z elementów ani zwierać elementów różnych typów.
Już w XIV wieku nominalista Mikołaj z Autrecourt antycypował ów "zielona wyspę" pisząc o niej "Zielona wyspa jest, zielonej wyspy nie ma penitus idem significant", co uznano za herezję. Twierdził guod contradictoria ad invicem idem significant. Mikołaj z Autrecourt wyprzedzając samego D.Huma odniósł sie do związku przyczynowego pomiędzy wybudowaniem stadionu a następnie wskaźnikiem PKB i różnicy w postaci desygnowanej "zielonej wyspy" twierdząc "Nunquam fuit alicui evidens, quod positis rebus apparentibus ante omnem discursum, essent quaedam aliae res, utpote aliae quae dicuntur substantie".
Z jednej strony historia i materialny stan rzeczy z drugiej megalomania statystyki w nieskończonym procesie interpretacji i herezji. Na tym tle pojawia sie pojęcie "sekta" które wraz z przynależną mu specyficzną konotacją emocjonalną zostaje przypisane nie temu, co jest z założenia i struktury fikcyjne, bo trudno przesłance w konceptualizacji związanej z różnicą względem PKB przypisać jakikolwiek stan rzeczy ale temu, co niesie z sobą zarówno prawdziwość w samym procesie implikacji jak również nośnik prawdy w dążeniu do adekwatnego opisu stanu rzeczy.
Dwa wymienione wyżej przykłady wskazują na pewien aspekt podziału politycznego. Z jednej strony historia i desygnowane stany rzeczy, które stanowią powierzchnię dla tego, co wyrażane a więc byt i kształtująca się na nim kultura możliwości a z drugiej strony zorientowana na przyszłość sama możliwość, gdzie desygnowany rzeczywisty byt jest zaledwie antycypacją psychologicznych oczekiwań i nawyków, oczekiwań, które są pustym miejscem dla tego, co je wypełni lub nie wypełni w przyszłości. Z jednej strony prawica i tradycja a z drugiej lewica i nowoczesny kierunek rozwoju sił społecznych w procesie ponowoczesnej demokratyzacji.
Należy więc rozróżnić prawdę w relacji desygnowania od warunku prawdy i prawdziwości w procesie wnioskowania w trybie implikacji. Z jednej strony przesłanka, która może być prawdziwa lub fałszywa a z drogiej wniosek, który jest już tylko efektem zespołu warunków, który czyni lub nie czyni je prawdziwym. Jeżeli bowiem w procesie wnioskowania przyjmujemy przesłanki jako prawdziwe, to zmusza nas to do opuszczenia procesu logicznej implikacji i do odniesienia przesłanek do desygnowanego stanu rzeczy. Następnie nawet gdy założymy, że przesłanki A i B są prawdziwe nie możemy stąd jeszcze wywieźć kolejnego zdania Z, gdyż nie możemy orzec jego prawdziwości odrywając go od właściwych mu przesłanek, czy też orzekać go dla niego samego, niezależnie od procesu wnioskowania, które opieramy na zdaniu C: że jeżeli przesłanki są prawdziwe, to wniosek jest również prawdziwy. Powstały więc cztery zdania - dwa zdania dotyczące przesłanek, zdanie wniosek Z oraz zdanie C. Zdanie C pozostaje w sferze przesłanek na stałe, gdyż ono wraz z przesłankami A i B odsyła do zdania D, które z kolei mówi, że Z jest prawdziwe, jeżeli prawdziwe są zdania A, B, C - i tak w nieskończoność. Opisany paradoks jest immanentnie wpisany w proces symbolicznego wnioskowania i w strukturę znaczenia - każdorazowe opuszczenie przesłanek opartych na bezpośredniości desygnowania wywołuje konieczność dodania nowej przesłanki od której wniosek oderwać się nie daje.
Znaczenie więc jest nierozerwalnie związane zarówno z desygnowaniem jak i z manifestowaniem. Problem pierwszeństwa pomiędzy desygnowaniem, manifestowaniem i znaczeniem w porządku esencjalnym i intencjonalnym rozwiązuje cogito, czyli pierwszeństwo ja i manifestacji. Odkąd istnieje strukturalny dualizm przypisujący istnienie z jednej strony jako wewnętrzny modus w ramach istoty a z drugiej jako zewnętrzny akt, odtąd perspektywa intencjonalna skazana jest na porządek esencjalny nierozłącznie związany z przestrzenią intersubiektywności podbudowanej na subiektywności. Zresztą: "gdybyśmy odzywali się tylko wtedy, gdy ktoś się do nas odezwie, ...nikt nie mógłby się odezwać".
Trzy omawiane wymiary zdania jeszcze nic nie mówią o sensie. Sens bowiem jest jego czwartym wymiarem. Sens jest tym, co wyrażalne w zdaniach, różniąc się jednak od owych zdań, które go wyrażają - zarazem pojawia się jako atrybut stanów rzeczy , którego nie należy mylić z samymi tymi stanami, ani z urzeczywistniającymi go rzeczami i cechami. Z jednej strony jako znaczące a z drugiej jako znaczone. Sens jest zarazem tym, co odrębne zarówno od zdania jak i od przedmiotu lub stanu rzeczy do których się odnosi.
Sens jest zarazem czymś odmiennym od przeżyć, przedstawień i wszelkich operacji umysłowych tego kto wyraża się w zdaniu, czymś odrębnym od znaczonych przez te zdania pojęć, "ani słowo, ani ciało, ani przedstawienie zmysłowe, ani przedstawienie rozumowe". Sens jest neutralny i obojętny wobec tego, co konkretne i ogólne, osobowe i bezosobowe, sens jest neutralny wobec twierdzeń i przeczeń, wobec trybów asertorycznych i apodyktycznych, nie pokrywa się ani z desygnowaniem, ani z manifestowaniem, ani ze znaczeniem. Co więcej nie można nawet stwierdzić, że sens istnieje, gdyż nie ma go w rzeczach, ani w umyśle, nie istnieje ani fizycznie ani mentalnie, ma on inną naturę, niż działania i doznania ciał. Pomimo tego, że sens jest efektem cielesnych przyczyn i ich mieszanin potrafi zachować swoją odrębność od swojej przyczyny o tyle jednak o ile zdoła odnieść się do innego rodzaju przyczyny tj. do bezcielesnej pseudoprzyczyny na poziomie powierzchniowej a więc w samym wydarzeniu. Wydarzenie bowiem podlega dwóm rodzajom przyczynowości, z jednej strony odsyła do ciał i ich mieszanin a z drugiej do innych wydarzeń będących pseudoprzyczynami na co zwrócił uwagę już w II wieku n.e. Klemens Aleksandryjski pisząc "jeszcze inni są zdania, że zasadniczo przyczyna z ciała pochodzi, a coś niecielesnego działa tylko w sposób błędny i pozornie przyczynowy." Odrębność sensu od swoich przyczyn nadaje mu cechy doskonałej niewzruszoności i neutralności. Sens jest już założony przez wszelkie desygnowanie. Desygnaty nie miałyby sensu, gdyby w zdaniu nie objawiła się manifestacja ja, która z kolei jest pierwsza w porządku wypowiedzi o tyle o ile zawiera w już sobie znaczenia.
Husserl określa sens jako wyrażanie, jako czysty rezultat, czysty przejaw. Odkrywając sens jako noemat aktu, lub też to, co wyrażone w zdaniu, Husserl stwierdza, że "noemat jest tym, co spostrzeżone tak jak pojawia się w prezentacji - postrzeżone jako takie", pewna obiektywna jednostka idealna będąca intencjonalnym korelatem aktu percepcji. Husserl twierdzi, że noetyczne sprawstwo warstwy wyrazu nie jest wytwórcze pomimo tego, że użycza ona wyrazu wszystkim innym tworom intencjonalnym i to stanowi jej osobliwość - wyrażanie określa granicę wytwórczości warstwy wyrazu oraz jej noematycznego sprawstwa.
Noemat więc nie jest dany w percepcji, spostrzeżeniu, przedstawieniu, obrazie, czy w pamięci, ma on status taki, że nie istnieje poza wyrażającym go zdaniem, zdaniem percepcyjnym, wyobraźniowym, przedstawieniowym lub wspomnieniowym, choć nie należy go utożsamiać ze zdaniem które go wyraża. Ricoeur zauważył, że o ile zamierzony przez intencję sens wymyka się zdaniu, to również przekracza on sam siebie w przedmiocie, co uwalnia go z zakresu intencjonalności a następnie z zakresu przedmiotowości.
Sens jest wyrażalnym bądź wyrażanym zdania, będąc jednocześnie atrybutem stanu rzeczy - jedną stroną zwrócony jest ku rzeczom, drugą ku zdaniom, sens jest samą granicą oddzielającą zdania od rzeczy. Meinong twierdzi, że sens jest aliquid, czymś poza-bytem i trwaniem jednocześnie, owym minimum bytu, które odpowiada wszystkiemu co trwa.
W tym właśnie znaczeniu sens stanowi wydarzenie przy czym nie należy mylić wydarzenia z jego czaso-przestrzenną realizacją w materialnym stanie rzeczy. Wydarzenie trwa w mowie i przydarza się rzeczom. Zdania i rzeczy są położone po dwóch stronach granicy, którą stanowi sens. Sens jednak ich nie łączy, ani też nie dzieli, jedynie artykułuje różnicę, różnicę między ciałem a mową ale także między jedzeniem a mówieniem, gdyż w każdym wydarzeniu obecny jest moment urzeczywistnienia, moment w którym wciela się ono w pewien stan rzeczy, w indywiduum i osobę. Przyszłość i przeszłość wydarzenia stanowi jego teraz wraz z tym, kto je ucieleśnia. Z drugiej jednak strony mamy i przyszłość i przeszłość wydarzenia samego w sobie, wydarzenia wymykającego się z teraźniejszości, gdyż jest wolne od ograniczeń stanu rzeczy, nieposiadające żadnego innego teraz poza ruchomym wiecznie rozdwojonym na przeszłość i przyszłość momentem, który je przedstawia.
Wydarzenie jest niczym tuman nad stepem, który unosi sie nad samą powierzchnią i granicą wytwarzając dwoistości, które znajdują odzwierciedlenie w dwóch seriach, w oddzieleniu: z jednej strony rzeczy od zdań i odpowiednio jakości i rzeczywistych relacji, które konstytuują stany rzeczy oraz z drugiej strony idealnych atrybutów logicznych, które naznaczają bezcielesne wydarzenia. Natomiast w drugiej serii po stronie zdania w oddzieleniu: z jednej strony nazwy, imion własnych, ogólnych rzeczowników i przymiotników określających miary, miejsca, a z drugiej czasowniki wraz z stawaniem się bez końca na przeszłość i przyszłość w ciągu odwracalnych wydarzeń. Dwie serie i zarazem dwa równoczesne wymiary, które odsyłają z jednej strony do desygnowanych przedmiotów zawsze jadalnych lub gotowych do jedzenia a z drugiej do nośników mowy i sensu.
Sens stanowi przestrzeń, która jest już założona, zanim cokolwiek będziemy desygnować oraz cokolwiek będziemy mówić, gdyż bez tego założenia nie moglibyśmy nawet zacząć.
Twórca neoplatonizmu Plotyn ustanawia Jednię, która jest absolutną jednością i pełnią i to z niej wywodzi się wszelki byt. Nic co istnieje nie może egzystować poza powiązaniem z Jednią. Jednia która emanuje i ustanawia kolejne stopnie bytu poprzez świat idei tj. wiecznych wzorów wszystkich rzeczy, aż po byt cielesny i materialny. Następnie Jamblich i Proklos doskonalą i wysubtelniają koncepcje neoplatońskie. Jan Szkot Eriugena ustanawia cztery formy natury z Bogiem jako stwórcą, czyli naturą tworzącą a nie stworzoną. Duns Szkot wprowadza formę indywidualną haecceitas wraz z podziałem orzeczników przysługujących każdemu bytowi na passiones convertibiles oraz passiones disiunctae. A następnie Mikołaj Kuzańczyk przedstawia mający podstawę w Bogu świat jako wielość skończonych i rozerwanych na swe przeciwieństwa rzeczy, których właściwości zostają określone przez wzajemne różnice. Kant z kolei wraz ze swoim idealizmem usadawia sens w samym warunku dla tego co już uwarunkowane. Ustanawia formalną transcendentalną jedność apercepcji. Husserl niejako wraca do wielkich tradycji i dokonuje deformalizacji a priori sytuując źródło sensu w polu transcendentalnym w którym w przeciwieństwie do Sartre'a umieszcza ośrodki indywiduacji, systemy jednostkowe, monady i punkty widzenia.
Zawsze, gdy na coś wskazuje, zakładam, że sens jest zrozumiany, dany jest z góry. Bergson twierdzi, że nie przechodzimy od dźwięków do obrazów ani od obrazów od dźwięków , lecz jesteśmy niejako od razu usadowieni w sensie. Jeżeli jednak sens już jest założony, jeżeli jest transcendentalnym warunkiem tego, aby zacząć mówić, to oznacza to, że nie wypowiadam nigdy sensu tego, co właśnie mówię. Mogę natomiast przyjąć za sens tego, co mówię za przedmiot kolejnego zdania, którego sensu znów przecież nie wypowiadam. Powstaje regres niekończących wstępnych założeń, który świadczy o niezdolności wypowiedzenia sensu tego co właśnie mówię, czyli wypowiedzenia czegokolwiek razem z jego sensem. Świadczy to o mocy języka zdolnego do mówienia o słowach. Kiedy mamy jakieś zdanie odnoszące się do pewnego stanu rzeczy, możemy zawsze uczynić jego sens desygnatem innego zdania.
Jeżeli przyjmiemy założenie, że zdanie, to pewien rodzaj nazwy, to można przyjąć, że każda nazwa odnosząca się do konkretnego przedmiotu sama z kolei może stać się przedmiotem innej nazwy, która odsyła do jej sensu, czyli nazwa A1 odsyła do A2 które wskazuje sens A1, następnie do A2 i A3. Dla każdej z nich powinna się znaleźć w uniwersum języka inna nazwa wskazująca sens tej poprzedniej. Na przykład podczas debaty wyborczej pomiędzy D.Tuskiem a J.Kaczyńskim, D.Tusk zapowiada nazwę programu wyborczego swojej partii, który zamierza zaprezentować. Nazwa tego programu nazywa się "drugie Chiny". J.Kaczyński pyta się D.Tuska czy to znaczy, że tak nazywa się ten program? D.Tusk odpowiada - nie, nie rozumiesz - tak nazywa się jego nazwa. A nazwa brzmi "Polska cudem gospodarczym" J.Kaczyński nieco zbity z tropu, poprawiając sformułowanie pyta się: czy tak nazywa się ten program? D.Tusk na to: nie, program nazywa się "bezpieczny powrót do gospodarki sterowanej", dodając ale tak się tylko nazywa. W takim razie cóż to za program? odpowiada J.Kaczyński. D.Tusk właśnie zmierzałem do tego: Jest to program O ponowoczesnej Rzeczpospolitej.
We fragmencie tym mamy cztery nazwy: nazwa jako rzeczywisty program, nazwa desygnująca tą rzeczywistość, czyli program, albo mówiąca jak program się nazywa, następnie sens tej ostatniej nazwy, tworzący kolejną nazwę lub też kolejną rzeczywistość i nazwa desygnująca tą nową rzeczywistość, czyli desygnująca sens nazwy programu albo mówiąca jak nazywa się nazwa programu.
Przedstawiony przykład regresji można uzupełnić o kolejne nazwy np. pierwsza z nich dochodzi z chwilą gdy traktuje samą rzecz pierwotnie desygnowaną tj. program jako nazwę, a druga - kiedy również sens desygnującej nazwy traktuje jako nazwę, niezależnie od kolejnej nazwy, której ona jest desygnatem.
Można wyobrazić sobie znacznie bardziej rozbudowana regresję, choć już dla jej zaistnienia wystarczą dwa stopnie tj. dwa występujące na przemian terminy: nazwę, która coś desygnuje oraz nazwę desygnującą jej sens.
Sens immanentnie zawiera w sobie różnego typu paradoksy. Wydzielenie ze zdania sensu który staje sie czymś całkowicie od niego niezależnym powoduje zawieszenie twierdzenia na równi z zaprzeczeniem. Zdania sobie przeciwstawne ze względu na określone jakości, pod względem ilości, czy także wobec modalności lub relacji nie wywołują zmiany identyczności sensu dla tychże zdań, gdyż wszystkie te aspekty dotyczą desygnowania i różnic w stanach rzeczy - nie odnoszą się natomiast ani do sensu ani do wyrażania. Zdania "jest zielona wyspa" oraz " nie ma zielonej wyspy" "jest kryzys", "nie ma kryzysu" jest demokracja" i " nie ma demokracji", "jest wolność" i nie ma wolności" mają dokładnie ten sam sens. Kryzys czy też związana z nim " zielona wyspa", są konsekwencja pewnego wnioskowania na podstawie danych statystycznych - "matematyka nie ma nawet stopy wolnej przestrzeni na której mogłaby się oprzeć, a która nie byłaby czysto metafizyczna" T.de Quincey. Zresztą "kryzys" jest immanentnie wpisany w samą naturę matematyki i związanej z nią statystyki o czym choćby świadczy twierdzenie o niezupełności systemów formalnych - ujawniająca się w matematyce sprzeczność lub niezupełność jest jego analogonem. Demokracja i wolność z kolei to pewne abstrakcje pojęciowe, czyste pojęcia intelektu w otchłani nadmiaru znaczących względem znaczonych.
Za twierdzenia, że człony sprzeczności mają ten sam sens przywołany już Mikołaj z Autrecourt spotkał się z zarzutem herezji, a on sam został potępiony - działo się to ponad 600 lat temu. Międzyczasie oświecenie, rewolucja, nowoczesność, ponowoczesność a i tak treści metafizyczne stanowią przedmiot powszechnego gadania. W kontekście sprzeczności warto przytoczyć myśl Meinonga dotyczącą niemożliwych przedmiotów. Mianowicie zasada sprzeczności ma zastosowanie tylko do tego, co możliwe lub rzeczywiste, nie ma natomiast zastosowania do tego co niemożliwe, dlatego należy odróżnić sens, bezsens i absurd. Po pierwsze zdania wskazujące sprzeczne przedmioty, pomimo tego, że desygnowanie nie zostało spełnione - zgodnie z tym, co zostało powiedziane wyżej mają sens. Z uwagi na to jednak, że desygnowanie ich nie zostało spełnione, zdania te nie mają znaczenia - są absurdalne. Przedmioty takie jak kwadratowe koło, demokracja bez sporu politycznego, demokratyczny rząd bez opozycji są przedmiotami wyrzuconymi poza byt rzeczywisty i poza przysługującą mu formę znaczeń- mimo to są przedmiotami.
W wydarzenie na powierzchni immanentnie przypisana jest problematyczność. Kant przypisał problematyczności przedmiot idei wyznaczając tym samym niepewność jako niezbędny horyzont wszystkiego, co się wydarza. Nie ma w ogóle mowy o wydarzeniach poza problemami, których warunki są określone przez te wydarzenia. Wydarzenia są więc osobliwościami w problematycznej przestrzeni wszelkiego wyrażania. Manifestacja Ja ujawnia się w wyrażaniu nie tylko wobec założenia sensu ale również wobec problematyczności.
Istotą dyskursu politycznego jest spór i problematyczność, które są immanentnie wpisane w sens i wydarzenie. Wydarzenie które czyni mowę możliwą jest jednak efektem powierzchniowym i to o czym się mówi, czyli znaczenie, domaga się nie tylko tego kto zaczyna mówić ale również tego o czym mowa, czyli desygnatu. Wydarzenie bowiem wynika z ciał i ich mieszanin, z czynów i doznań, które są zawsze konkretne i ta właśnie konkretność wyznacza horyzont wydarzenia.
Z jednej strony jedność, która jest bytowym, historycznym, transcendentnym i transcendentalnym źródłem i przyczyną, w myśl odpowiednio Plotyna, Mikołaja Kuzańczyka i Husserla a z drugiej zróżnicowanie, przeciwieństwa, wzajemne opozycje i sprzeczności. Z jednej strony absolut, władza i wolność absolutna a z drugiej relatywizacja na której opiera się demokracja i władza demokratyczna. Kierunek intencji myśli prawicowej zmierza ku jedności, Jedni i Bogu, partii lewicowej ku różnorodności. Z perspektywy Jedni, absolutu i Boga prawicowość i lewicowość oraz wszystko to, co w ich zakresie nie jest w żaden sposób zróżnicowane i jako takie nie ma znaczenia. Prawicowość i lewicowość nabierają znaczenia dopiero w perspektywie relatywizmu i demokracji. Jednakże istotowa relatywizacja struktury przestrzeni w której realizuje się polityka, ustanawia miejsce dla realizacji myśli prawicowej tylko w sferze intencji tj. w sferze możliwości i zamiaru. Prawicowość staje się więc zakładnikiem lewicy, będąc zmuszona do ciągłego podążania za nią - w jej kierunku tj. w kierunku relatywizacji absolutnej, która uwolni ją od pierwotnie przypisanego sensu na rzecz bezsensu.





Komentarze
Pokaż komentarze