modus in actu modus in actu
736
BLOG

Prawda bytu wobec prawdziwości dopasowania możliwej formy

modus in actu modus in actu Polityka Obserwuj notkę 0

Przestrzeń dyskursu publicznego to zbiór różnego typu wypowiedzi. Każdy z uczestników tego dyskursu wyrażając swoje zdanie jednocześnie z zasady wyraża roszczenie do obiektywnej prawdziwości swojej wypowiedzi. Roszczenie to jest niezależne od tego, co poprzedza tą wypowiedź jak i tego co ją presuponuje w immanentnej intencji i zamiarze jej zobiektywizowania. Tu bowiem już na wstępie ukryta jest pierwotna treść i forma określona przez strukturę naszego światopoglądu, które sytuują nas w określonym miejscu w wymienionej przestrzeni tego dyskursu. Zarówno struktura jak i treść światopoglądu wraz z naturalną potrzebą komunikacji motywują nas do wypowiadania sądów zgodnie z naszymi przekonaniami. Wyraża się to w dążeniu do szczerości, która oparta jest na pierwotnej zgodności pomiędzy formą i treścią zawartości naszej intencji z jej uzewnętrznionym wyrazem. Wątpliwość co do pokrywania się tych dwóch sfer wynika z natury konwencji, w tym z natury samej polityki, która określa ramy i przestrzeń komunikacji. Polityka bowiem jest rodzajem pewnego przedstawienia, gry, czy też teatru. Będąc w teatrze, oglądając film, czytając powieść, uczestnicząc w jakimkolwiek przejawie sztuki poetyckiej musimy zakładać i akceptować w tym przedstawieniu towarzystwo pewnego minimum kłamstwa konwencjonalnego. Nasz naturalny habitus do wyrażania sądów prawdziwych musi ulec sile społecznego oddziaływania, które nakazuje nam mówić to, co może zostać zaakceptowane.

Już sama forma każdej wypowiedzi opiera sie jak mawiał Nietzsche na pewnego rodzaju operacji zrównania tego, co nierówne. Każdy spadający jesienny liść jest niepowtarzalny a jednak forma jego określenia jest wszystkim wspólna. Wspólnota form wypowiedzi pozwala na komunikację, na wzajemne zrozumienie form, czyli tego co równe, przy jednoczesnym niezrozumieniu tego, co się za nimi kryje tj. w niezrównanej ich treści zawartej w immanentnej intencji i w samym zamierzeniu jej uzewnętrznienia - mam na myśli Quine'a i nieokreśloność referencji a także pragmatyzm i instrumentalizm umiejscowiony w horyzoncie woli, która poprzez orientację na cel wyzwala w nas w ogóle zdolność do wypowiadania czegokolwiek.

Jeżeli pominiemy kwestię szczerości tj. pokrywania się treści i formy intencji z jej uzewnętrznionym wyrazem, jeżeli pominiemy problem konwencji, teatru i gry politycznej oraz ukrytego lub otwartego interesu, to wówczas pojawia się kolejny problem tj. problem związany z roszczeniem do prawdy tego, co zostało wyrażone, czyli pokrywania się przekonania i  sądu z tym, co rzeczywiste.  Towarzysząca naszej kulturze pierwotna zgodność, która pozwalała adekwatnie, czy też prawdziwie orzekać o rzeczach, obecnie utraciła swoją rangę. Ewolucja myśli wraz z jej korelatem, czyli kulturą stwarzają możliwość dostosowania samych rzeczy do naszych myśli i zarazem do tego, co wypowiadamy w taki sposób, aby nasze wypowiedzi były prawdziwe niezależnie od aporetycznej zgodności i będącej za nią rzeczy.

 Skoro świat zewnętrzny to res extensa a świat myśli to res cogitans, to roszczenie do adekwatności naszej wiedzy o rozciągłych i materialnych rzeczach, trafności wypowiedzi i pewności naszych sądów powierzamy wierze oraz Bogu i jego dobroci. Jak udowodnił już święty Anzelm Bóg istnieje, gdyż istnieje w świecie byt najdoskonalszy i najwyższe dobro, czemu nikt rozumny przeczyć nie może. Przeto nasza wiedza o świecie jest pozbawiona błędu, gdyż jak wywodzi z kolei Kartezjusz, dobry Bóg nie może nas zwodzić, gdyż wtedy nie byłby dobry. Skoro nasza wiedza o świecie zewnętrznym zależna jest od wiary i woli Boga, to w poszukiwaniu niezależności i wolności możemy skupić się na sobie i na tym, co subiektywne. Nasz subiektywny rozum to już nie ten sam rozum w którym byliśmy dotychczas zadomowieni i którym był jednocześnie nasz świat, gdzie jego prawa ujawniały nam się w apriorycznym namyśle. Odtąd nasza logika, to z jednej strony spójność i koherencja, czyli formalna poprawność wnioskowania ale z drugiej strony akt wolnej woli dla uznania prawdziwości przesłanek. Rozum więc formułuje czyste sądy a wolna wola z kolei w imię naszego przekonania dokonuje asercji dla uznania ich w prawdzie.

Idąc dalej, pod koniec XIX wieku Nietzsche ogłasza śmierć Boga, przez co nasza wiedza o świecie w sposób ostateczny traci swoje dotychczasowe oparcie. Pozostaje więc ustanowienie nowego świata. Wittgenstein zwracając się ku możliwościom zjawisk ogłasza, że świat jest zbiorem językowych faktów a nie rzeczy. C.S. Peirce z kolei świat redukuje do zbioru znaków odnoszących się do innych znaków w ciągłym procesie interpretacji. Jeżeli świat stał się możliwością, to stąd już blisko emancypacji człowieka zgodnie z myślą Marksa a następnie do jego śmierci, co w połowie XX wieku staje się postulatem Foucault.

Ponadczasowe możliwości wymagają ustanowienia reguł. Znoszą więc przeszłość, tradycję i wartości. Znoszą też prawdę jako wartość mającą swoje oparcie w Bogu i tradycji powierzając jej inną rolę, rolę w naszej grze zorientowanej na cel. Odtąd wypowiadając nasze przekonanie i towarzyszący mu sąd, czy też formułując zdanie, czynimy to nie ze względu na bezinteresowne wyrażenie naszego przekonania o tym, jak się rzeczy mają ale ze względu na bieżący konwenans i okoliczności a także pragmatykę bieżącego działania zorientowanego na osiągnięcie określonego skutku zgodnego z naszym interesem oraz zgodnego z dopasowaniem do konformizmu powszechnej akceptacji.

Dla tych którzy są pokorni Bogu i tradycji, prawda zachowała swoją pierwotną wartość, swój substancjalny i metafizyczny wymiar. Dla tych którzy poddali się nowoczesności, ponowoczesności, dokonali emancypacji z człowieczeństwa w wolność instrumentalnego rozumu, prawda ma służyć już innym wartościom. Dla nich właśnie prawda jest już tylko symbolem prawdy w funkcji jaką pełni w zaspakajaniu bieżącego interesu.

Skoro przestrzeń komunikacji społecznej to przestrzeń semiotyki kultury, to wszystkie nasze wypowiedzi wyrażają się w znakach, zdaniach, czy też innych konstrukcjach semiotycznych.

Wypowiadając prawdę wszyscy mamy na myśli ten sam znak i ten sam znak w funkcji znaczącej wyrażamy.

Czy jednak posiadając ten sam znak posiadamy to samo pojęcie, czy też tą samą jakość pojęcia o nim. Czy wyrażając prawdę czynimy to w ten sam sposób.

Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, niż we wspomnianym na wstępie przykładzie liścia, którego forma znacząca zrównała to, co nierówne, czyli konkretne i niepowtarzalne, co do kształtu i koloru poszczególne liście.

Prawda w przestrzeni dyskursu publicznego staje się formą, która wyznacza granicę i określa relację pomiędzy minimalizmem nowoczesności a rozmachem kultury, tradycji i historii.

Relacja ta ma charakter asymetryczny, gdyż nowoczesny minimalizm i towarzyszący mu nihilizm pozwala znieść jakikolwiek wymiar bytu i towarzyszącą mu jakąkolwiek jakość. Pozwala to utożsamić tą stronę członu relacji z samą granicą i formą za którymi nie kryje się już nic więcej. Zgoła inaczej jest po przeciwnej stronie relacji, gdzie prawda, byt i wartości nabrały, ale i wciąż nieustannie nabierają nowych wymiarów i związanych z nimi znaczeń.

Wszystkie wydarzenia przestrzeni dyskursu publicznego mają wymiar przedmiotowy, ale również z założenia nieprzedmiotowy. Katastrofa smoleńska, zwolnienie dziennikarza, bieżące wydarzenia polityczne i inne zdarzenia są przedmiotem opisu, komentarzy i opinii.

Posługując się terminologią Fregego ten sam przedmiot ma jednak inne sensy. Odmienność sensów nie zależy tylko od zmienności rzeczywistości związanej z postrzeganiem zjawisk, tak jak w przypadku gwiazdy wieczornej i gwiazdy porannej u Fregego ale również od odmiennych sposobów jej traktowania, spostrzegania, poznawania i opisywania.

Opis zdarzenia jest każdorazowo poprzedzony zastosowaniem określonej metody, która nie ma charakteru przedmiotowego, a która zarazem formuje i kształtuje przedmiotowy opis, czy też sam jego przedmiot.

Odmienna wersja wydarzeń katastrofy smoleńskiej w wydaniu komisji Anodiny i Millera w stosunku do ustaleń zespołu Maciarewicza w ich przedmiotowym wydaniu jest czymś wtórnym, jest konsekwencją odmiennych uwarunkowań i nieprzedmiotowych założeń, konsekwencją odmiennego sposobu, który jest czymś więcej niż realizujący się w bieżącej praktyce i pragmatyce sposób pracy tych gremiów. Odmienność ta ma charakter paradygmatyczny i jest związana z pierwotnie ukształtowanym światopoglądem. W zdarzeniu związanym z katastrofą smoleńską zawiera się znacznie więcej, niż bieżąca polityka i bieżący spór. W tym zdarzeniu zawierają się fundamentalne różnice kulturowe.

Już dziś na podstawie dotychczasowego przebiegu wydarzeń związanych pośrednio lub bezpośrednio z katastrofą można określić ujawniające się zasadnicze różnice, które pozwalają przyporządkować poszczególne sposoby działania do samych fundujących je źródeł. Różnice te ujawniają się w każdym wydarzeniu po dokonaniu separacji jego przedmiotowego wymiaru. Ujawnia się wówczas fundujący te wydarzenia sposób ich widzialności, spostrzegania, ujmowania i opisywania.

Różnice te można sprowadzić do dwóch przeciwstawnych sobie metod opartych z jednej strony na pragmatyce i towarzyszącej jej deflacyjnej koncepcji prawdy i znaczenia a z drugiej strony na tradycji i koncepcji klasycznej opierającej się nieustannym procesie intencjonalnego  poszukiwania prawdy w rzeczywistym i realnym bycie.

Pierwsza z koncepcji jest koncepcją pragmatyczną, gdyż redukuje wszelkie problemy związane z inflacją, czy też dystrybucją znaczeń i znaczących w ciągłych procesie ich formułowania - poszukiwanie prawdy o zdarzeniu w Smoleńsku nie przynosi żadnych bieżących korzyści.

 Druga z nich wymaga wiele wysiłku, gdyż opiera się na transcendencji i związanym z nią dualizmem bytu tj. rzeczy samej w sobie, czy też bytu w sobie oraz bytu dla siebie, czyli świadomości, która dzięki swej intencjonalnej strukturze umożliwia poznanie rzeczy w ciągłym procesie przesuwania granicy jej obiektywizacji na dziedzińcu przedmiotowym. Transcendencja, dualizm, poznanie, reprezentacja, byt i wiele innych metafizycznych pojęć, wyraźnie znajdują się poza granicą związaną z jakimkolwiek praktycznym i pragmatycznym celem, a tym samym poza akceptowalnością i zarazem możliwą akceptowalnością w przestrzeni publicznego dyskursu.

Przyjęcie już na wstępie przeciwnych sobie metod i założeń skutkuje zwróceniem się ku ontologicznie odmiennych strukturach przedmiotowości. O ile koncepcje klasyczne zwracają się ku rzeczywistości i jej zjawiskom, to koncepcje deflacyjne zwracają się ku im możliwościom. Tym samym te odmienne struktury już na wstępie tj. na gruncie przyjętych założeń muszą wyznaczać ontycznie odmienne przedmioty spostrzegania, widzenia i ich opisy.

To są inne światy - świat zjawisk i rzeczy wobec świata możliwości zjawisk i świata form.

Odejście od zjawisk i rzeczy ku ich możliwościom powoduje, że prawda znajduje realizację wobec innych form, ich struktur i jakości. Co więcej sama prawda nabiera odmiennego znaczenia. Prawda w procesie poznawania rzeczy i zjawisk ma inną rangę - niż prawda będąca elementem gier językowych w świecie możliwości. W grach językowych bowiem nie chodzi już o fakty empiryczne, czyli zgodność pomiędzy bytem a jego określeniem w przekonaniu i sądzie, lecz o sposób w jaki funkcjonują wyrażenia językowe, czyli prawda staje się "funkcją prawdziwościową" służącą innym wartościom - wartościom związanym z pragmatycznym celem.

Przywołany już Wittgenstein zwracając się ku możliwościom zjawisk, ustanawia osobliwe reguły, które pozwalają na gry językowe. Prawda nabiera znaczenia w kontekście językowego użycia tego wyrażenia. Wyćwiczone i wytrenowane używanie wyrażeń językowych jest zawsze uzależnione od zamierzonego celu, któremu służy każda praktyka podejmowanego działania.

Prawda będąc funkcją ma taki sam status ontologiczny jak wszystkie pozostałe formy lub też znaki - nie jest niczym więcej niż kufel piwa i niczym mniej niż telewizor.

Jak pisze Wittgenstein "sam przez się znak zdaje się martwy. Co nadaje mu życie? - żyje on w użyciu. Czy ma wówczas w sobie tchnienie życia? A może tym tchnieniem jest użycie". Skoro "niech użycie pouczy o znaczeniu" to prawda będąc funkcją prawdziwościową nabiera znaczenia w procesie formułowania zdań wraz z konstytutywną dla tego procesu koniecznością asercji tj. uznania o prawdziwości i fałszywości tego zdania. Jak już było powiedziane wynik tej operacji nie zależy od zjawisk i rzeczy, zależy bowiem od wzajemnej zgody ludzi "prawdą i fałszem jest to, co ludzie mówią: w języku zaś są ze sobą zgodni. Nie jest to zgodność poglądów, lecz sposobów życia".

Zgodność ludzi rodzi pytanie o coś, co ją poprzedza. Mianowicie dlaczego dany użytkownik języka używa go w takim a nie innym znaczeniu? Po za tym powstaje pytanie, czy istnieją obiektywne fakty które mogą rozstrzygać o zasadności, zgodności i towarzyszącej jej akceptacji, skoro rzeczywistość wyczerpuje się w jej możliwości? Odpowiedź jest oczywista - obiektywność faktów wyczerpuje się w samym procesie ich językowego konstruowania z perspektywy dzisiaj lub pragmatyki jutra - "historię piszą zwycięzcy". Skoro więc o "zgodności" i towarzyszącej jej akceptacji nie decydują rzeczywiste lub też obiektywne stany rzeczy i zdarzenia, to po pierwsze mamy do czynienia z "niezdeterminowaniem znaczenia", a po drugie wobec faktu, że znaczenie poprzedza prawdę, mamy do czynienia z "niezdeterminowaniem prawdy". Znaczenie a wraz nim prawda są każdorazowo określone poprzez posługiwanie się językiem w konkretnych przypadkach na podstawie danej praktyki językowej. Idąc dalej, o ile można założyć, że praktykę językową poprzedzają jakieś reguły, to warto przytoczyć Kripkego i jego "sceptycyzm w kwestii reguł" tj. nie istnieje coś takiego jak obiektywne przestrzeganie reguł, ponieważ każde postępowanie jest lub może być zgodne z regułą, gdyż reguły tworzą się na bieżąco wraz z daną praktyka językową.

Przykładem niech będzie wypowiedź Brzezińskiego, która nie opierała się na odniesieniu do jakichkolwiek ustaleń poza tymi o których Brzeziński usłyszał od Kolendy-Zalewskiej i z telewizora. Wypowiedź ta wpisuje się w daną praktykę językową, gdzie reguły tej praktyki i znaczące wypowiedzi mają własną determinację. Chodzi o to, że tego typu wypowiedzi nie spełniają nawet kryteriów wypowiedzi semantycznych, gdyż nie odnoszą się one do niczego poza samym sobą - czyli są dokładnie tym co wyrażają. W tym przypadku już nawet nie chodzi o zwrócenie się ku możliwościom zjawisk, gdzie można odnaleźć jakieś przynajmniej abstrakcyjne odniesienie przedmiotowe ale o to, że taka wypowiedź rozpatrywana autonomicznie jest sama dla siebie odniesieniem przedmiotowym, czyli orzekając o sobie samej ma charakter niesemantczny. Tego typu wypowiedź jest niczym impuls w zaszczepionym w mózgach implancie, który pozwala funkcjonować w cyberspace, w istniejącym świecie ludzkich powłok i świata zombi, w improwizującej rzeczywistość postsymbolicznej komunikacji, w której nie trzeba niczego opisywać, gdyż realność została odarta ze skóry. W tym świecie wyprowadza się fakty i zdarzenia bez konieczności poszukiwania odniesienia dla przedmiotowych znaczeń, gdyż wszystkie znaczenia odarte zostały z jakiegokolwiek materialnego i treściowego uposażenia, stały tożsamością zabsolutyzowanej formy.

Znaczenie wypowiedzi Brzezińskiego ulegnie całkowitej zmianie jeżeli poszerzymy nieco perspektywę i uwzględnimy w widzialności jej formy implant, czy też pewnego rodzaju interfejs, czyli gniazdko umieszczone w tyle głowy, które pozwala na elektroniczną stymulację nerwów i fal mózgowych, następnie programujących Kolendę Zalewską i pośrednio Brzezińskiego a następnie programowanych i zaprogramowanych. Poszerzona perspektywa oglądu i spostrzeżenia, poprzez ukazanie wewnętrznej spójności jej wewnętrznych składników, zmienia logikę wyrazu tego przedstawienia. W przedstawieniu tym zwierają się bowiem struktury, które należy rozpatrywać w sposób koniunkcyjny. Jak wiadomo koniunkcja jest prawdziwa jeżeli wszystkie człony są prawdziwe. Jeżeli jeden z członów jest fałszywy lub nieokreślony wówczas wynik logiczny jest odpowiednio fałszywy lub nieokreślony. Struktura Brzezińskiego, Kolendy Zalewskiej TVN, zawartości immanentnych intencji tych bytów a nawet sposób widzialności w poszerzonej perspektywie samych form oglądów i korelatywnych form przedstawienia, stanowią nieodłączne elementy koniunkcji, które decydują o prawdziwości lub fałszywości przekazu. Tymczasem w przekazie publicznym wypowiedź Brzezińskiego jest separowana i absolutyzowana, co skazuje ją na nieprawdziwość lub nieokreśloność znaczenia i sensu. Odpowiednia perspektywa oraz logika jest bardzo okrutna dla większości treści przekazywanych przez tego typu media. Oczywiście nie należy zapominać o dystynkcji i odrębności samego przedstawienia od jego percepcji, gdzie również ujawnia się pewien związek prawdy i związanej z nią adekwacji, czyli adaequatio imaginis ad rem perceptum.

Zmiana sposobu widzialności wraz z poszerzaniem się perspektywy ujawni pragmatyczne rozwiązanie problemu kartezjańskiego dualizmu res extensa i res cogitans, czyli świata rzeczy i świata myśli. Kartezjusz problem połączenia dwóch światów próbował rozwiązać mózgową szyszynką. Dzisiejszy świat problem rozwiązuje poprzez pragmatyczne zniesienie świata myśli i świata rzeczy do świata zawierającego się w implancie, czy też w interfejsie, czyli do świata form, formatywów lub też świata czystej tj. nieprzedmiotowej widzialności, czy też czystej nie wymagającej jakiejkolwiek semantyki, obrazowości ( tu już nic nie trzeba interpretować). Przy czym nie chodzi tu o zniesienie dualizmu - tak jak w przypadku Quine'a ale zniesienie członów tego dualizmu, czyli świata myśli i świata rzeczy do samej formy, która poprzez impulsy ma pobudzać odpowiednio zaprogramowany układ nerwowy.    W tym świecie chodzi już tylko o wytwarzanie kontrolowanego widzenia i tym samym wpajania pewnego sposobu tego widzenia. Należy więc przedstawić świat w taki sposób aby odbiorca nie był skłonny do samodzielnego ujrzenia go zmienionej perspektywie.

Przy braku rozpoznania sytuacji ogólnej, czyli przy zawężeniu perspektywy do form trudno jest rozpoznać świat form jako właśnie świat form, świat wirtualny jako świat wirtualny, zaplanowane i zaprojektowane bodźce jako właśnie te zaplanowane i zaprojektowane bodźce, byt jako byt, czy też w końcu prawdę jako prawdę.

W perspektywie widzialności uwzględniającej Kolendę Zalewską i założenia ideologiczne telewizji, którą reprezentuje, wypowiedź Brzezińskiego stanowi źródło odniesienia dla sekwencji innych wypowiedzi. Ranga wielokrotności powtórzeń wybranych treści w telewizorze wywołuje "ekstazę komunikacyjną" i zarazem determinuje zbiór znaczeń - tworzy się odrębna rzeczywistość, czyli coś na wzór "Disneylandu" lub pewnego rodzaju pochodu realizmu znaczących, pochodu przypominającego widowiska pierwszo majowe wraz z jego realizmem opartym na założeniu, że znaczenie wyczerpuje się w uwidocznionych w przedstawieniu znaczących , czyli nie odnosi się do niczego poza nimi samymi. TVN tą sztukę tj. sztukę tworzenia symulkarów, świata obłędu, widma i cienia rzeczywistości, czy też dynamicznie samookreślających się widzialności opanował do perfekcji. Ekscytacja widowni jest tak duża, że wywołuje to jej implozję w masę, przez co traci ona jakiekolwiek zainteresowanie treścią, czy też znaczeniami wybiegającym poza samo przedstawienie, poza ten pochód obrazów i znaczących form komunikatów.

Dynamika widowiska uzależniona jest od umiejętności planowania i tworzenia rożnego typu kontekstów, które starają się wypełnić przestrzeń możliwych perspektyw spostrzegania a następnie tematów gadania. Zafascynowany odbiorca musi już w samym widowisku poczuć różnicę pomiędzy sobą uczestnikami podobnych symulkarów, czyli np. pochodów w Korei Północnej. Odbiorca nie może ujrzeć siebie w zaplanowanym i zmienionym kontekście, odbiorca musi być utwierdzany w przekonaniu, że wszystko dzieje się z pod jego kontrolą, bo przecież ma wyższe wykształcenie, wysokie IQ i na dodatek pilota do telewizora. 

Dziennikarze TVN to nie są osoby, które opisują rzeczywistość, wyrażają jakieś opinie itp. to są osoby, które poprzez odpowiednie techniki wpływu tworzą i determinują rzeczywistość i znaczenia społeczne, czy też sekwencję koherencji wraz z spójnością tych znaczeń - co zresztą jest zgodne z biznesowym, pragmatycznym wymiarem tego medium. Tak jak widzialność reklamy tworzy swoją własną rzeczywistość, gdzie cały świat znajduje się w jej perspektywie, tak też analogicznie TVN wytwarza osobliwy świat pozoru pod formą możliwego bytu, czy też osobliwe światy, które można porównać do możliwych światów Kripkego.

Dilthey słusznie wskazywał, że sztuka artystyczna musi sprowadzać ją do czystej "kwestii władzy", której zasadą jest "zmuszać ludzi do patrzenia jego (artysty)oczami".

Wypowiedź Brzezińskiego to wypowiedź rzeźby, której autorem jest Kolenda Zalewska wraz z całym zapleczem ideologicznym medium, które reprezentuje.  To współczesne dzieło sztuki lub też raczej kicz, nie można rozpatrywać z pominięciem jego wewnętrznej logiki uwzględniającej artystę jak i jego dzieło. Dokonując namysłu nad dziełem sztuki musimy uchwycić pierwotny przekaz mistrza. Mistrz z kolei próbuje nam przekazać to, co jesteśmy zdolni uchwycić. TVN w swym artystycznym wymiarze znakomicie łączy prawdziwość formy z sukcesem retorycznym. Jest prawdziwym muzeum z galerią wielkich dzieł, które przemawiają głosem ich wspólnego ideologicznego usytuowania w zaprojektowanym kontekście. D.Tusk, R.Kalisz, T.Nałęcz, J.K. Bielecki to przejawy sztuki artystycznej tej retorycznej galerii sław ale już np. Palikot, Niesiołowski, czy też W. Kuczyński to przecież wielki kicz. Pomiędzy galerią sław a przedmiotami kiczu znajduje się cała plejada doktorów i profesorów dopełniaczowych i funkcjonalnych dziennikarzy, którzy pełnią rolę pomocniczych rekwizytów w galerii współczesnej sztuki form i ich niesemiotycznej widzialności.

Dzieło sztuki powinno wykorzystywać sposób prezentacji w którym wymienione wyżej rzeźby oraz kicz i rekwizyty prezentują podporządkowaną akceptowalnej formie swoją treść, tak aby osiągnąć coś, ze względu na JAK ta treść jest przedstawiona. Chodzi przecież o ostateczny sukces zawładnięcia duchem odbiorcy, duchem, który ma charakter irracjonalny. Tym samym powodzenie uzależnione jest od ukazania odbiorcy nieprzedmiotowej a tym samym niesemiotycznej płaszczyzny przekazu. Przeciętny ale również i nieprzeciętny odbiorca, nie jest przecież w stanie uprzedmiotowić owo jak w jego co.

 

Użycie wyrażeń, które wedle Wittgensteina nadaje im życie, wiąże się z posiadaniem przez praktykę językową, przez wszystkie użycia, własności akceptowania. Horwich podkreśla, że własność tą konstytuują reguły lub też jest ona ściśle skorelowana z pewną prawidłowością, która nadaje danej praktyce językowej określony schemat i wyznacza zakres, czy też pewne ramy dopuszczalności - coś analogicznego do logicznych zasad tożsamości i niesprzeczności - tożsame byłoby to, co potwierdza zawartość formy i podporządkowanej jej treści wypowiedzi a sprzeczne byłoby to, co jest poza jej zakresem.

 Własność akceptowania implikuje niesemantyczny charakter kategorii użycia. Jak już była o tym mowa wyżej, tego typu wyrażenia nie są znakami w klasycznym rozumieniu tj. jako uobecnienie czegoś pod tego nieobecność. Znaczenia mają charakter zbioru znaków - znaczących form, które w zdaniach każdorazowo utożsamiają się z formą wyrazu, która stanowi pełne uobecnienie tego, co podlega akceptacji. Odbywa się to dzięki manifestacji woli do uznania i jednoczesnego podporządkowania się ustanowionej i narzuconej formie przekazu. Udział woli w zachowaniu językowym pozwala na jego lub jej obserwację. Ujawniający się behawioryzm pozwala na bieżącą kontrolę zachowań poprzez np. sondaże i ewentualne wprowadzanie określonych bodźców, które następnie weryfikują oraz stymulują ewentualne odchylenia od założonego modelu.

C.S.Peirce - twórca pragmatyzmu, w swojej koncepcji zakłada rzeczywiste dochodzenie w faktycznych procesach rozumienia, zarówno indywidualnego jaki i społecznego do tzw. "final opinion", czyli absolutnej wspólnoty formy - doskonałości komunikacyjnej w której już nikt nie będzie się musiał do nikogo się odzywać, ponieważ wszyscy będziemy wiedzieć to samo. Wobec "paradoksu mapy normalnej" U.Eco, koncepcję Peirce"a można nieco zmodyfikować i wyprzedzić tj. można skonstruować, założyć i zauktualizować pewien model doskonałości komunikacyjnej wyrażonej w absolutnie obowiązującej jedności prawdy zawartej w jedności formy, której społeczeństwo powinno się podporządkować - czyli pewien rodzaj aktualnie funkcjonującego modelu opartego na absolutnym konformizmie i absolutnej wspólnocie przekonań i poglądów. Wszelkie odstępstwa muszą spotkać się z odpowiednia sankcją tj. wykluczenie społeczne, zarzuty o asystemowość, anty-demokratyczność a nawet i więzienie lub też inne formy prawnego przymusu.  

Tego typu sytuacja jest bardzo wygodna zarówno dla władz jak i dla większości obywateli. Dla władz dlatego, że pozwala kontrolować zachowania społeczne poprzez korygowanie odchyleń a nie bieżące modelowanie kierunku rozwoju społecznego.

 Z kolei dla obywateli dlatego, iż pozbawia ich problemu z samodzielnym myśleniem nad myśleniem - każdy człowiek podobnie jak każde zwierzę myśli samodzielnie, różnica leży w zdolności do refleksji, gdzie podział nie przebiega wedle różnic gatunkowych. Namysł nad formami oglądu i formami przedstawienia, identyfikacja przedmiotu i dat wrażeniowych na podstawie spostrzeżeń zmysłowych. Abstrakcyjność pojęć, która implikuje rzeczywistą abstrakcyjność myślenia a tym samym nieokreśloność referencji, problemy z interpretacją itp. Jeżeli więc przedstawienia, wrażenia, spostrzeżenia i pojęcia zredukujemy do wspólnej wszystkim formy, czyli ostatecznie zrównamy, to co nierówne, to wówczas powstaje możliwość ograniczenia wszystkich swoich działań do praktyki dobierania i używania form zgodnie z okolicznościami i kontekstami, kontekstami, które mogą być stymulowane. Tym samym zbędna staje się wiedza ogólna o tym, co jest, dlaczego jest lub jak jest, zbędne staje się wspomniane wyżej rozpoznanie ogólne. Znaczenia nabiera wiedza praktyczna oparta na wyuczonych i wytrenowanych schematach. Czytanie mądrych książek, podejmowanie jakiś refleksji, namysłu nie jest pragmatyczne - nie przynosi to żadnej korzyści a wręcz przeciwnie. Z kolei dostosowanie się do tego, co powszechnie akceptowane, pozwala na stabilizację własnego usytuowania i oczekiwań, gdyż powszechna akceptacja, istniejące paradygmaty tak łatwo nie ulegają zmianie o czym świadczy historia i o czym piszą Kuhn, Feyerabend, Popper i wielu innych. Rewolucję nie jest tak łatwo zmaterializować, aczkolwiek nauka traktuje ją jako niezbędny czynnik postępu, co pokazała też historia.

Przy tej okazji ujawnia się źródłowa problematyczność potocznego rozumienia znaczenia leminga. Wykształcona osoba już swój sposób kształcenia opiera na pragmatycznej metodzie: jak największą korzyść, jak najmniejszym nakładem sił i środków - liczy się więc powierzchowna forma a nie to, co się za nią kryje, liczy się ilość fakultetów a nie ich jakość.  Podobnie jak w finansach - maksymalizacja efektywności stopy zwrotu z aktywów, czyli przy jak najmniejszych nakładach finansowych i ryzyku próbujemy osiągnąć jak największe zyski dla samych zysków. Podobnie jest z wyjaśnianiem katastrofy smoleńskiej przy jak najmniejszym nakładzie środków uzyskujemy ogólnie akceptowalny przebieg wydarzeń - problem sprowadza się tylko do utrzymywania w mocy formy dla osiągniętej już akceptacji dla jej znaczenia, poprzez stymulację odpowiednich bodźców vide wypowiedź Brzezińskiego i zwolnienie C.Gmyza. Presupozycja zwolnienia C.Gmyza ma charakter metodologiczny tj. z jednej strony weryfikacja, czyli potwierdzenie roszczenia do ważności obowiązywania utwierdzonego i akceptowanego powszechnego przekonania a z drugiej strony falsyfikacja ewentualnych odchyleń.

Niniejszy tekst jest próbą ukazania, że prawda pojawia się w wielu formach, miejscach, kontekstach, zachowaniach, uwarunkowaniach, zdolnościach i skłonnościach. Prawda może przybierać różne postacie: substancjalne, formalne, logiczne, funkcjonalne i pragmatyczne. Jej zastosowanie uzależnione jest od uwarunkowań kulturowych i światopoglądowych. Ponadto cała ta mieszanina wchodzi z sobą we wzajemne relacje, które również niosą z sobą roszczenie do prawdy. Być może jest tak, że ta metodologiczna mieszanina prawd jest ingerencją pozoru w jej metafizyczną substancjalność.

Prawda nie istnieje w taki sam sposób jak Dobro(moralne), które jest wedle Ingardena obiektywnie istniejącą swoistą istnością, a wedle Schelera: idealną jakością. Zarówno dobro jak i prawda mają jednak status wartości, wartości które obowiązują.

Prawda jako wartość wzbogaca nasza wiedzę o świecie a zarazem domaga się jej realizacji we właściwy sobie sposób. Prawda więc domaga się realizacji względem pełni uniwersum bytowego, począwszy od idei, poprzez materialny świat rzeczy i jego form a skończywszy na człowieku. Poznajemy idee jak i materialne rzeczy wedle kryterium prawdy. Prawda więc jest uposażona w moc przekraczania samej transcendencji.

Już św. Jan w Ewangelii nawołuje "szukajcie prawdy, a prawda was wyzwoli". Człowiek stając się "pasterzem prawdy" mocą tradycji, historii i kultury nabiera trwałej dyspozycji do spełniania zorientowanych na wartości czynów, przez co staje się odpowiedzialny za prawdę. Prawda służy człowiekowi, gdyż to właśnie dzięki niej poznaje świat i idee. Z drugiej jednak strony poprzez moralny wymiar ujawnia się zobowiązanie do posłuszeństwa prawdzie - człowiek powinien służyć prawdzie. Powinność ta nie wynika bynajmniej z jakiejkolwiek determinacji a wręcz przeciwnie, jest jak mawiał Rickert fundamentalną płaszczyzną realizacji ludzkiej wolności. To właśnie wolność jest źródłem powinności, dzięki której realizuje się egzystencjalny wymiar odpowiedzialności za prawdę.

 

 

 

To co jest, jest in actu, natomiast to, co jest inaczej niż w akcie - naprawdę nie jest.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka