Jeden z czołowych propagandzistów POlityki miłości i bezrefleksyjny fanatyk gospodarczych cudów, Daniel Passent wyprodukował przed trzema tygodniami paszkwil zatytułowany "Głupia sprawa: prof. Binienda zniknął. Byle nie spotkać się z prokuratorami" (do przeczytania np. na najbardziej wiarygodnych stronach od momentu wynalezienia internetu http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114884,11858829,Passent___Glupia_sprawa__prof__Binienda_zniknal__Byle.html?v=1&obxx=11858829) dając tym samym sygnał do ataku. Moher.do.bulu nie podejmował tematu, uznawszy, że na tak prymitywną manipulację nawet młodzi, zadłużeni, z dużych miast, nie dadzą się nabrać. Okazuje sie jednak, że w swoim oszołomstwie, po raz kolejny nie doceniłem "samodzielnego myślenia" najbardziej światłej części społeczeństwa. Czytam bowiem na różnych blogach, jakoby dowodem na 'brednie' Biniendy była jego "ucieczka" przed prokuraturą. Chyba nawet Jurek Urban mógłby się sporo nauczyć na stare lata?
O ile mi wiadomo, ustalenia zespołu A. Macierewicza są w posiadaniu prokuratury, w jakim więc charakterze miał się przed obliczem śledczych stawić Pan profesor? Czy przypadkiem nie po to, by "zrobić go" świadkiem, utajnić zeznania i w ten sposób zamknąć mu usta, co zresztą było na forum podnoszone setki razy? Gdyby rzeczywiste cele prokuratury (i szerzej Państwa Tuska) pokrywały się z deklarowanymi, do faceta, który wykonał robotę wartą milion(y) dolarów i chce sie nią ZA DARMO podzielić, śledczy przybyliby nawet w workach pokutnych o trzeciej nad ranem, nie bacząc na umniejszenie własnego majestatu i nadszarpnięcie ego rozmiarów Czomolugmy. Każdy jednak o IQ przekraczającym przeciętną dla pawiana doskonale wie, że cele deklarowane rozchodzą sie z rzeczywistymi bardziej, niż obietnice Tuska z efektami jego żałosnych rządów. Pytanie: dlaczego tak się dzieje, jest chyba więcej, niż zasadne!
Prokuratura nie zakończyła śledztwa, nie znamy rezultatów jej prac, trudno więc je kwiestionować lub popierać. Prace zakończyły natomiast komisje MAK i i Millera. I to własnie ich ustalenia podważa zespół parlamentarny. Wszyscy eksperci komisji Millera zapewniają, że podtrzymują wyniki prac komisji, czasem pozwalają sobie na skandaliczne wycieczki ad personam w odniesieniu do prof Bieniendy, ale kiedy nadarza się okazja do pogrążenia jego ustaleń i co za tym idzie przekonania niedowiarków do swoich racji oraz zamkncięcia pysków zwolennikom teorii spiskowych, ogarnia ich paraliżujący strach i niezrozumiała panika: www.youtube.com/watch. SMS wysłany z kancelarii Tuska tuż po katastrofie oraz (nagrana!) rozmowa Klichów (Edmunda i Bogdana) DOWODZĄ, że strona rządowa "wyjaśnia" katastrofę pod z góry określone tezy! A wizytujący nasz kraj ówczesny prezydent Federacji Rosyjskiej powiedział, że nie wyobraża sobie, by ustalenia polkich komisji rażąco odbiegały od wersji strony rosyjskiej. Na szczęście nie odbiegają...
Z pomocą próbował przyjść prof Artymowicz i rzecz jasna od razu i z należnymi ukłonami przyjęto go w TVN 24. Strasznie się facet przechwalał jaki to z niego ekspert dosłownie od wszystkiego i jak to Binienda powinien mu buty czyścić, ale jak dostał zaproszenie, by Biniendę "zmasakrować", w ostatniej chwili sobie "przypomniał", że umówił się na dwa spotkania w tym samym czasie i z zaproszenia skorzystać nie może: vod.gazetapolska.pl/1927-konstruktor-boeinga-przyczyna-musial-byc-wybuch.
Nie wiem, czy ustalenia zespołu parlamentarnego są słuszne. Na pewno są spójne, logiczne i tłumaczą wszystkie znane fakty, czego absolutnie nie można powiedzieć o wnioskach MAK i komisji Millera. Ujadania Lemingów niczego tu nie zmienią - na różnych forach pojawiają się głosy, że Binienda sie ośnmieszył, żaden z niego ekspert, wypisał stek bzdur, nie zna fizyki, nawet dziecko jest w stanie podważyć jego ustalenia, etc., ale kiedy nadarza się okazja, by go ośmieszyć, wytknąć mu błedy lub nieznajomość tematu, "eksperci" wpadają w panikę i żaden nie znajduje odwagi/czasu/chęci/ by tego dokonać. Dzisiejsza GP donosi, że komisja Millera sfałszowała raport. Nie mam pojęcia, czy to prawda, niemniej byłby to kolejny argument tłumaczący dlaczego eksperci tej komisji boją się spotkania z prof Biniendą niczym Mefistofeles pozostania z żoną Twardowskiego. Ewidentnie widać, że żaden ekspert nie potrafi podważyć zaprezentowanych przez zespół parlamentarny wyjaśnień. Stalinowskie metody podważenia osoby, jak nie sposób podważyć tego, co mówi, przyniosły marne rezulataty. W zastawioną przez prokuraturę pułapkę, profesor nie dał się złapać. Otrzymuje groźby, o czym zawiadomił amerykańską policję i FBI.
Śmierć generała Petelickiego - samobójcza lub nie, przypomina nam, że tajemniczych zgonów wokół Smoleńska cały czas przybywa. Nic więc dziwnego, że prof Binienda powiedział, że nie zamierza popełniać samobójstwa. Musi uważać, by się nie poślizgnąć na skórce od banana, nie nadziać na parasolkę i ostrożniej, niż dotychczas korzystać z samochodu. "Nieznani sprawcy" mogą bowiem byc wszędzie.



Komentarze
Pokaż komentarze (49)