Szedłem codziennym szlakiem, prowadzącym do ławki nad rzeczką w gaju, ażeby jak zwykle zamienić słowo z Cuthbertem, któremu jestem “trochę” winien.
Układając sobie w myślach monolog, którego adresatem jest Cuthbert, kroczyłem doskonale znaną mi, łąkową ścieżką, licząc kretowiska po to, aby wiedzieć, czy nie przybyło nowych.
Nie wiem, po co to robię, ale robię to zawsze, idąc tamtędy.
Monolog, bowiem Cuthbert rzadko mówi do mnie, co nie znaczy, że nie mówi wcale.
Było pięknie.
Słońce już zdążyło wspiąć się nad wzgórze, rzucając swoje promyczki na łąke za rzeką.
Widok był o tyle wspaniały, gdyż nad łąką unosiła się cicho, cichuteńko mgła, ale tylko na wysokość około jednego metra, co sparawiało wrażenie, jakby na całej tamtej połaci ktoś celowo i z rozmysłem umieścił ten swoisty dywan.
Przechodząc przez kładkę nad malutkim potokiem, stwierdziłem po cichu, że kretowisk naliczyłem 27, a z mało skomplikowanego odejmowania wynikało, że od wczoraj przybyło ich pięć.
Jak do tej pory nigdy nie udało mi się dostrzec kreta, choć kiedyś widziałem jak jedno z kretowisk się porusza, tak jakby oddychało, ale i tak ten aksamitny budowniczy nie pokazał się z łopatką na powierzchni.
Wchodząc na malowniczy mostek biegnący nad rzeczką, ujrzałem postać kobiety, stojącej na przeciwległym brzegu.
Stała ze splecinymi dłońmi, trzymając w nich coś.
- Dzieńdobry – zagaiłem.
- Dzieńdobry. Piękny poranek, prawda? – usłyszałem w odpowiedzi.
- O tak! Mamy ładny sierpień od kilku dni. Złapała pani rybkę? – zapytałem i pytanie nie było pozbawione sensu, bowiem malutkie pstrągi pływają tu całymi ławicami, a dużych widać znacznie mniej.
Nie odpowiedziała, a tylko rozchyliła dłonie, ukazując tym samym moim oczom piękną ważkę, która wcale nie kwapiła się do odlotu.
- Nie boisz się, że ciebie ugryzie? – spytałem.
Wzruszyła lekko ramionami i odrzekła:
- No i cóż z tego, najwyżej zaboli.
Szybko zaliczyłem poranną toaletę.
Wskakując w krótkie spodenki, byłem bardzo rad, że mam gotowy monolog na spotkanie z Cuthbertem.
Przekręcając klucz w zamku, spytałem siebie:
-Ciekawe ile kretowisk dzisiaj naliczysz?
Słońce zdążyło wspiąć się nad wzgórze…
__________________________________________________________________
PS Gdyby ktoś dobrnął do tego miejsca, nie ucieknąwszy przed moją grafomanią, to polecam mu wysłuchanie pięknego utworu Olafur’a Arnalds’a o jeszcze bardziej pięknym tytule.


Komentarze
Pokaż komentarze