"Nieoficjalna polska polityka rozgrywa się na niewielkiej przestrzeni. Podstawowe założenie jest takie, żeby było niedaleko od Sejmu, Kancelarii Premiera i kluczowych resortów, które mają siedziby w ścisłym centrum Warszawy. Wychodzi na to, że w centrum Warszawy trudno znaleźć knajpę wolną od polityków - piszą na łamach "Tygodnika Powszechnego" Michał Majewski i Paweł Reszka.
Według obiegowej opinii politykę robi się zwykle w gabinetach oraz przy biurkach. Autorzy podkreślają jednak, że często politycy czasami potrzebują odsapnąć, pójść do knajpy, coś wypić, zjeść albo obejrzeć mecz. Często właśnie podczas takich nieformalnych spotkań zapadają najważniejsze decyzje.
Generalnie miejsca w stolicy dzielą się na dyskretne i te do "lansowania", czyli pokazywania się w towarzystwie znanych osób. Za knajpę zaliczaną do tego pierwszego rodzaju, czyli dyskretną, chce uchodzić klub "Demeter". Lokalizacja pierwszorzędna, dosłownie sto metrów od jednego z sejmowych wejść. Restaurację otacza nimb tajemniczości. Drzwi oklejone są czarną folią, nad nimi wisi kamera; by wejść, trzeba się przedstawić przez domofon.
"Lokal funkcjonuje pod nieoficjalnymi nazwami »U Długosza« lub »Lobbingowa chatka«. Kojarzona jest z Andrzejem Długoszem, znanym PR-owcem, który pracował w przeszłości z politykami PO. Z »ulicy« wejść do »Demeter« nie można. Trzeba mieć kartę klubową. Ma je kilkadziesiąt osób. Przy czym nie mogą ich zdobyć ani politycy, ani dziennikarze. Co w takim razie robią tam politycy i dziennikarze? Mogą być zaproszeni przez członków klubu - czytamy na łamach "Tygodnika Powszechnego.
W rozmowie z dziennikarzami jeden z doradców Platformy Obywatelskiej mówi, że do tego lokalu wpadał Donald Tusk, ale zanim został premierem. Częstym gościem był także Mirosław Drzewiecki. "Telewizor ze wszystkimi kanałami sportowymi był magnesem" - dodaje.
"Wizyta w tym klubie to był rodzaj nobilitacji, wiadomo było, że tam bywają postaci z najwyższej półki. Mnie osobiście nigdy tam nie zaproszono, posłowie-szaraczkowie chodzą do kawiarni na placu Trzech Krzyży" - przekonuje poseł Platformy Obywatelskiej.
Majewski i Reszka przekonują jednak, ze z dyskrecją w "Demeter" bywało różnie. Przekonał się o tym choćby Marcin Rosół, najbliższy współpracownik Drzewieckiego w resorcie sportu. W towarzystwie Andrzeja Długosza świętował udany występ przed hazardową komisją śledczą. Następnego dnia zdjęcia z tej imprezy ukazały się w "Super Expressie" - przypominają
"Odstałam swoje pod tą knajpą. Chciałam zobaczyć, kto tam przychodzi. Widziałam słynną dziennikarkę politycznego tygodnika, która wychodziła stamtąd z miną Maty Hari" - wspomina z kolei jedna z telewizyjnych reporterek."


Komentarze
Pokaż komentarze