'W Warszawie szykuje się gigantyczna wymiana tysięcy słupków ulicznych na nowy model" - piszą media. Dlaczego jednak nie zaprojektował go architekt wybrany w konkursie, tylko miejski urzędnik?
'Nowe słupki zaczną się pojawiać już jesienią. To wysokie na 77 cm walce zwężone lekko pośrodku w dwóch wersjach kolorystycznych: połyskującej czerni i metalicznej szarości. U góry zostanie zamocowana plakieta z syrenką. Stopniowo mają wypierać obecne biało-czerwone paliki. Rzecznik ratusza Bartosz Milczarczyk przyznaje, że w centrum nie są one odpowiednim elementem krajobrazu. Dlatego najpierw wprowadzono żeliwne czarne słupki z gałką stylizowane na historyczne. Wciąż jednak brakowało ich współczesnej formy, do stosowania poza ulicami podlegającymi konserwatorowi zabytków. Tę rolę ma odegrać nowy słupek."
Tyle cytat z mediów. Ciekawie wygląda to na tle kryzysu. Czy stać na takie wydatki, które będą kosztować
grubą kase?
grubą kase?
A jakie skutki: jak podaje portal gazeta.pl - "wiosną Zarząd Dróg Miejskich zainstalował przed swoją siedzibą przy Żelaznej słupki retro z Syrenką, zastępując stare, skorodowane koloru zielonego. Mimo że nowe nie mają więcej niż pół roku, są już obficie pokryte rdzą"
Trwa próba poprawy wizerunku aroganckiej prezydent Warszawy. A co w rzeczywistości się dzieje? Bufet działa w praktyce w najlepsze? Kto zarobi na wymianie słupków na nowe, które korodują po kilku miesiącach? Czy nie fajnie tak efektywnie gospodarowac jeszcze przez rok?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)