"Gazeta Wyborcza"
"powołując się na świadka zdarzenia pisze, że Protasiewicz "był mocno pijany" i że "czuć było od niego alkohol. "W bezczelny sposóbpodszedł do jakiegoś mężczyzny - nie wiem czy pasażera, czy kogoś z obsługi lotniska - i wyrwał mu po chamsku wózek" - opowiada polski robotnik, który widział zajście na lotnisku we Frankfurcie. Według świadka, europoseł mówił podniesionym tonem, że jest dyplomatą. "Zachowywał się, jakby wszystko było mu wolno. Taki sobiepan. Ale policjanci nie byli agresywni. Wiem, że niemieccy za Polakami nie przepadają. Ale to nie był ten typ. Z pewnością nikt go nie popychał, nie krzyczał "raus".
Zastanawiam się jak zachowują się nasze służby wobec takiego dyplomaty, czy stoją przed nim na baczność? Wiadomo, że po pijaku wielu prostakom puszczają sztuczne odruchy i wychodzą przyzwyczajenia i nawyki. Nawyk antyniemieckości Protasiewicza jest oczywisty ale widać tu to, że wszytko mu wolno , wyniesiony z Polski, wszak to w Polsce jest panisko, które czuje się bezkarne, taki baron PO.
"Palikot powiedział, że Protasiewicz "wyglądał jak zadowolony z siebie debil i kretyn, który nie widzi, że jest kretynem".
Pycha przysłania mu świat, ciśnie się na usta, czyli taki poziom europejski wysokiego dygnitarza PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)