Obchody 70. rocznicy deportacji, które miały sie odbyć w ten weekend, nie mogą się odbyć legalnie. Dekret zakazujący demonstracji i imprez masowych aż do 6 czerwca wydał premier Krymu Siergiej Aksjonow. Najwiekszą obłudą dekretu tego rosyjskiego namiestnika Krymu jest gadanie ", że zakaz ten został podjety aby "uniknąć możliwych prowokacji ze strony ekstremistów, którzy mogą przedostać się na terytorium Republiki Krymu oraz by zapobiec zerwaniu sezonu turystycznego".
Szczyt kłamst i manipulacji nie ma sobie równych w putinowskiej imperialistycznej Rosji. Przypomina to działania polskich funkcjonariuszy z PRL, którzy wymyślali podobne brednie np dotyczące strajków czy roznoszenia ulotek.
Naród Tatarski ponownie jest zagrożony przez bandycką doktryne Rosji, która dla swojej śmieszności podaje ustami Putina obiecując jednocześnie pomoc finansową Moskwy dla tatrskiej społeczności.
Tatarzy nie dają się jednak nabrać na obiecanki byłego funkcjonariusza radzieckiego KGB, ktory jednocześnie rękoma krymskich popleczników dokonuje rewizji w domach Tatarów, które przeprowadzają je tłumacząc to zagrożeniem terrorystycznym, jednocześnie do stolicy półwyspu, Symferopola, władze ściągnęły dodatkowe oddziały policyjne.
"Dekret władz oznacza, że ludzie nie będą mogli zbierać się wokół kamieni i innych miejsc upamiętnienia, bo zostanie to zakwalifikowane jako udział w nielegalnym zgromadzeniu" – mówi Czubarow- prezes Kongresu Tatarów Krymskich.
Tak właśnie wygląda demokracja w rosyjskim imperium.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)