Jan Leśny Jan Leśny
64
BLOG

Błogosławione nasze zacofanie

Jan Leśny Jan Leśny Rozmaitości Obserwuj notkę 17

Polskie single czują się ponoć bardzo źle w swoim kraju. Na skutek zacofania naszego społeczeństwa, które nie toleruje samotności z wyboru, muszą ponoć emigrować aż na Wyspy Brytyjskie. Tam w modzie jest życie według dewizy „Carpe Diem”. Można więc w pełni rozwinąć skrzydła.

 Trochę mnie dziwi ta nadwrażliwość naszych miłośników wolności i swobody. Jeżeli swój stan uznają za w pełni normalny, jeżeli nie widzą w swojej postawie żadnych mankamentów natury moralnej i społecznej, to dlaczego tak bardzo się przejmują negatywną opinią innych, że gotowi są przed nią uciekać aż na Wyspy Brytyjskie ? Nie jest sztuką dokonać wyboru, sztuką jest ten wybór obronić. Prawdopodobnie sami jeszcze nie są pewni swoich decyzji, skoro zamiast próbować walczyć o swoje miejsce na ziemi w swoim własnym kraju, dają nogę. Przecież wybierając wolność, wybierają m.in. duchowe doskonalenie się, dzięki któremu ponoć lepiej znają swoje potrzeby, są silniejsi psychicznie i bardziej świadomi swych możliwości. Tymczasem głównym symptomem tego bogacenia się jest w ich przypadku nie siła, lecz słabość, polegająca na ucieczce przed problemami.
 
Każdy ma prawo żyć gdzie chce i jak chce pod warunkiem, że nie usiłuje swojego wyboru narzucać innym. Wywieranie na ludziach presji jest rzeczą ze wszech miar złą. Tylko czy ta presja w przypadku polskich singli naprawdę jest tak silna i powszechna, jak twierdzą zainteresowani ? Czy to nie jest tak, iż same single czują dyskomfort moralny z powodu swego wyboru i nie pytane przez nikogo, często same zaczynają się usprawiedliwiać. Znają standardy obyczajowe w swoim kraju, wiedzą, że trochę są wobec nich na bakier i usiłują wyjednać dyspensę u rodziny i znajomych, choć głoszą wszem i wobec, że nie muszą się przed nikim tłumaczyć.
Brak pełnej akceptacji ze strony rodziny i społeczeństwa odczuwają jako dolegliwość na tyle przykrą, że gotowi są z tego powodu opuścić kraj i poszukać sobie społeczeństwa, gdzie ich sposób na życie jest normą. Wszystko to jest zgodne z filozofią ułatwiania sobie egzystencji i tendencją do płynięcia z prądem. Na czym więc polegają ich treningi silnej woli, rozmaite formy relaksacji, sesje u psychoanalityków ? Przecież to ma ich wzmacniać, dodawać odwagi, uczyć bezkompromisowości w dążeniu do celu, a nie rozmiękczać i czynić bezsilnymi wobec nagabywań rodziców o wnuki. Jeżeli rzeczywiście tylko z takich powodów decydują się opuścić kraj, to można im jedynie współczuć, ale nie z powodu owych nagabywań, lecz z powodu braku odwagi, by stawić czoła własnym problemom.
Nie wszyscy są dobrymi materiałami na małżonków czy rodziców. Jest wielu ludzi, którzy rezygnują z rodziny, by bez reszty oddać się temu, co potrafią najbardziej: pracy zawodowej, działalności politycznej, społecznej bądź artystycznej. Robią to nie dlatego, że wybrali życie na skróty, tylko dlatego, że akurat profesja, którą wykonują zażyczyła od nich ofiary całopalnej. Inni z kolei nie mogą być rodzicami ze względu na stan zdrowia czy orientację seksualną. W pełni zgadzam się z Tomaszem Raczkiem, że mężczyzna nie musi się realizować tylko poprzez prokreację, że istnieją setki innych sposobów na bycie pożytecznym dla ludzkiej wspólnoty.     
Ale jeżeli już ktoś decyduje się na życie w pojedynkę, bez obowiązku dzielenia się swoimi zarobkami i czasem z kimkolwiek, jeżeli nie chce rezygnować z wygody zajmowania się tym, co mu dopowiada, jeżeli nie stać go na cierpliwość i poświęcenie, konieczne nieraz do wychowania zdrowego człowieka, jeżeli nie zamierza swego uczestnictwa w prokreacji zastąpić jakąś pożyteczną aktywnością w innej dziedzinie, to nie powinien przynajmniej patrzeć z politowaniem na tych, dla których rodzina jest celem i sensem życia.
 
Odzwierciedlenie różnic w postawie do małżeństw i singlowania pomiędzy Polską i Wielką Brytanią można zaobserwować doskonale, powołując się na dwa najpopularniejsze wśród Polaków portale internetowe, czyli polską Naszą Klasę i światowy Facebook” – czytamy w Kiosk -26.06.2009 09:00/Cooltura, Karolina Zagrodna.Świat
[…] „Podczas gdy Nasza Klasa ukazuje śluby, pulchne bobasy i jeszcze pulchniejsze młode matki, Facebook pełen jest zdjęć z imprez przepełnionych alkoholem, egzotycznych podróży, studenckich imprez, szalonych nocy w klubie i spotkań biznesowych. Dużo zabawnych ujęć i jak najmniej powagi. Podczas gdy podpisy na Naszej Klasie to Ja i mój misiaczek na wakacjach w Tunezji, Facebookowe slogany to zazwyczaj Crazy nite out, clubbing in London town(Szalona noc w klubach w Londynie – tłum. aut.) – pisze K. Zagrodna.
Chciałoby się powiedzieć: całe szczęście, że u nas jest jak jest. Całe szczęście, że u nas nie demonstruje się tak powszechnie braku zainteresowania rodziną i wynikającymi z tego faktu obowiązkami.
Wydźwięk artykułu w Coolturze był jednak inny: otóż miał on obnażyć nasze zacofanie, nietolerancję wobec żyjących inaczej, miał obnażyć przyziemność naszych gustów przejawiającą się w wynoszeniu na piedestał rzeczywistości tak nudnej i mało trendy, jak rzeczywistość rodzinna.
Gdyby singlom, które w ogóle nie zamierzają zakładać rodziny, wcale nie zależało na przetrwaniu naszego gatunku, to ich awersja do prokreacji mogłaby być wyłącznie ich prywatną sprawą. Jeżeli jednak pragną by świat istniał, by przyszłe pokolenia korzystały na przykład z ich zawodowego dorobku, to nie pozostaje im nic innego, jak wspomaganie i darzenie szacunkiem tych, którzy podjęli się trudu rodzicielstwa. Bez ich wysiłku wszytko zamieni się w nicość.
Nie będzie miał kto korzystać z dorobku singli, podziwiać ich kolorowego życia, oglądać zdjęć z ich egzotycznych podróży i odjazdowych imprez. Nie sądzę, by nawet singlom uśmiechała się tak absolutna śmierć. Dlatego błogosławione nasze zacofanie, błogosławione nasze obyczaje. Dzięki nim kolejne pokolenie Polaków ma szansę dorastać w pełnych rodzinach. I oby się to nigdy nie zmieniło.
 
Jan Leśny
O mnie Jan Leśny

Cenię uczciwość i prostolinijność.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Rozmaitości