Michael Jackson nie był moim ulubionym artystą, lecz jego śmierć okazała dla mnie trudnym przeżyciem. Unaoczniła bowiem kilka podstawowych prawd, o których wielu stara się nie pamiętać.
Kto był największym wrogiem Michela Jacksona ? Michael Jackson. W odniesieniu do wypowiedzi artysty, że zamierza żyć 120 lat, może to brzmieć jak absurd. Jest jednak oczywistością, że to ciągle dążenie do perfekcji i wieczne niezadowolenie z siebie, doprowadziło jego organizm na skraj przepaści. Perfekcjonista dąży do doskonałości w tym, co robi, a że nie jest ona możliwa, jest nieustannie rozczarowany. To nic, że inni chwalą jego osiągnięcia. Oni nie znają przecież tych wszystkich niedoróbek, które widzi tylko on. Perfekcjonizm zawodowy łatwo przenosi się również na inne dziedziny życia: chciałoby się doskonale wyglądać, doświadczać doskonałej miłości, przyjaźni, chciałoby się też światu przychylić nieba i skutecznie walczyć ze złem. Niestety dla jednego człowieka, to zbyt ambitne zadania, nawet jeżeli jest on geniuszem.
Jackson to człowiek rozdzierany sprzecznościami: z jednej strony ogromna miłość do ludzi i bezinteresowność, a z drugiej skrajne okrucieństwo w stosunku do samego siebie. Jakże musiał siebie nie znosić skoro z uporem godnym lepszej sprawy, katował się dziesiątkami operacji plastycznych. Zapomniał, że on sam też jest człowiekiem, że należy mu się od siebie odrobina wyrozumiałości.
Bez niej ludzie po prostu robią sobie krzywdę.
Przykład Jacksona dowodzi jeszcze jednego: mniej są ważne dla szczęścia człowieka oklaski i uwielbienie okazywane mu na scenie od tego, co może mu ofiarować osoba, która czeka na niego po zejściu ze sceny. W życiu Jacksona najprawdopodobniej takiej osoby zabrakło.
Ogromna popularność, uwielbienie fanów, działalność charytatywna nie przybliżyły go do zwykłego ludzkiego szczęścia. To jest w przypadku jego osoby najsmutniejsze.
Gdyby odszedł szczęśliwy i pogodzony z sobą i światem, jego śmierć byłaby mniej dotkliwa.
Tymczasem Jackson wykrakał swoją śmierć, przeżywał ją wielokrotnie, zanim go dopadła, katował się psychicznie i fizycznie. Szkoda życia na taką destrukcję, nawet jeżeli była ona immanentnym składnikiem jego kariery. Wolałbym, aby Jackson nie dokonał tych wspaniałych rzeczy, które były jego udziałem, jeżeli to one przyczyniły się do jego nieszczęścia.
Jackson mniej sławny, ale za to szczęśliwy… Uważam, że summa summarum właśnie taki Jackson, byłby dla świata największym skarbem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)