Maria Dąbrowska była osobą, która nie wierzyła w Boga osobowego. Nie miała też dobrego zdania o polskim katolicyzmie, nazywała go „kruchcianym”, a o polskich księżach potrafiła napisać „ciemna masa duchowna”.
Jednak gdy pracownica Czytelnika zorganizowała jej wieczór autorski w Ostatki, wpadła w irytację. Wiedziała, że polskie społeczeństwo, zwłaszcza na prowincji żyje w tym czasie zupełnie innymi sprawami niż literatura. Nie chciała swoją osobą stwarzać konkurencji dla wydarzeń o charakterze religijno-obyczajowym. Obawiała się, że przez takie afronty wobec zwykłych ludzi, zostanie wyrzucona poza nawias „obyczajowości własnego narodu”.
Dlaczego tak się bała ? Przecież wznowienia jej książek robiły po wojnie furorę, z niecierpliwością oczekiwano na każdy jej nowy utwór, mogła sobie na wiele pozwolić. Była jednak osobą głębokiej wrażliwości, zdawała sobie sprawę, że religia i związany z nią obyczaj, to kwestie niezwykle delikatne, że w takich sprawach zwykła tolerancja to za mało, że potrzebna jest również życzliwość wobec czyjejś odmienności, nawet jeżeli ta odmienność wydaje nam się trącić myszką.
Dlatego z jednej strony polski katolicyzm wywoływał u pisarki niezadowolenie, a z drugiej wzbudzał głęboki szacunek, ponieważ był ważny dla ludzi, z którymi czuła się emocjonalnie związana. Człowiek wrażliwy, choćby był zdeklarowanym ateistą, nigdy nie powie i nie zrobi nic, co mogłoby ranić uczucia ludzi religijnych. Mało tego – stanie w obronie religii, jeżeli zda sobie sprawę, jak ważną jest ona rzeczą dla jego wierzących sąsiadów, znajomych, przyjaciół czy rodziny (rodziny też bywają światopoglądowo zróżnicowane).
Zdarzają się jednak wojujący ateiści, którzy ubzdurali sobie, że „czarni rządzą światem”. Każdą porażkę ludzi głęboko wierzących oraz każdy przejaw erozji autorytetu Kościoła traktują jako zwycięstwo dobra nad złem. Im więcej – ich zdaniem – ludzi odejdzie od Kościoła tym lepiej, tym mniej spraw będzie we władaniu „czarnych mocy”.
Z kolei fanatycy religijni wszędzie wietrzą „czerwone spiski” i chcieliby konsekwencje swych religijnych wyborów rozciągnąć na całe społeczeństwo. Nie dostrzegają faktu, że ci, którzy na przykład w Święto Wniebowstąpienia pójdą na koncert Madonny, będą do tego mieli prawo.
Organizatorzy koncertu mogli wyświadczyć grzeczność osobom, dla których występ skandalizującej Madonny w takim terminie zakrawa na brak taktu, wyznaczając dla niego inną datę, lub całkowicie go odwołując (jeżeli inny termin artystce nie odpowiada). Grzeczność nie może być jednak obligatoryjna.
Ogłoszenie przez panów z komitetu „Pro Polonia” krucjaty modlitewnej, może wskazywać, że fanatyzm jest tylko po stronie wojujących katolików. Ale to błąd. Redaktor Jacek Żakowski komentując tę sprawę dla telewizji nazwał organizatorów krucjaty katolickimi talibami, którzy chcieliby swój punkt widzenia narzucić innym. Zwracając się do dziennikarki stwierdził też m. in.: „Nie powinniśmy im na to pozwolić”. Po pierwsze, stawianie znaku równości pomiędzy polskimi katolikami, nawet tymi radykalnymi, a talibami jest takim samym, lub nawet większym, przejawem fanatyzmu (areligijnego) jak ogłaszanie modlitewnej krucjaty. Po drugie, decyzja o koncercie należy do właściwych władz lokalnych i organizatorów. A jeżeli nie ma przeciwwskazań natury prawnej, to tylko do organizatorów.
Tymczasem z wypowiedzi redaktora wynika, że jest jakaś grupa osób popierających występ Madonny, która nie postrzega tego wydarzenia kategoriach artystycznych lub rozrywkowych, lecz traktuje je jako swego rodzaju walkę ideologiczną. Nie może więc być mowy o wyświadczeniu grzeczności katolickim „talibom”, bo to oznaczałoby przyznanie się do porażki.
Redaktor Żakowski jest po stronie tych światłych, którzy dzielnie opierają się katolickiej propagandzie. Ma do tego prawo. Jednak jego język – acz pozornie bardzo wyważony – nie służy porozumieniu. To raczej okrzyk bojowy. Wygląda na to, że rzucona przez katolickich radykałów rękawica, została przez niego podjęta z demagogicznym hasłem na ustach: „Talibowie” !!! Niepotrzebnie. Jest rzeczą zupełnie nieprawdopodobną, aby tak inteligentny facet jak J. Żakowski, wierzył w racjonalność i uczciwość takich ostrzeżeń.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)