Jan Leśny Jan Leśny
73
BLOG

Wrażliwe serce „pancernego” papieża

Jan Leśny Jan Leśny Rozmaitości Obserwuj notkę 4

Występowanie przeciwko ludzkiej krzywdzie kiedyś było powołaniem pisarzy i poetów. To oni poruszali sumienia. Ich utwory miały wywoływać moralny wstrząs, obalać podziały kastowe, budzić uśpione siły witalne warstw ubogich.

Stefan Żeromski pisał tak wzruszające utwory, że ponoć sam płakał w trakcie ich przepisywania. Ileż miłości było w każdym utworze Konopnickiej, ileż chwytającej za serce dobroduszności, mieściło się na kartach powieści Orzeszkowej, jakże głęboko przeżywał dramat ubogich Jan Kasprowicz, skoro poświęcił jedne z najpiękniejszych sonetów. Autorzy ci nie mają dziś dobrych notowań. Zbyt sentymentalni, zbyt histeryczni, zbyt psychicznie rozmamłani, zbyt naiwni ? Może ?
W jednym na pewno byli lepsi od nas współczesnych: byli w sensie psychicznym i intelektualnym młodsi, bardziej spontaniczni, mieli więcej wiary w dobroczynne skutki miłości i dobrego słowa.
Współcześni poeci stracili już wszelkie złudzenia, nie apelują do świata, tylko do pojedynczego człowieka, nie głoszą zbawczych teorii, nie piszą ód do wolności, radości, miłości. Pozamykali się w swych neurotycznych kryptach, z obawy, że zostaną im przypięte etykietki frajerów.
 
Im więcej egoizmu, tym więcej nieszczęść
Na ich tle, osobą wielkiej odwagi jest aktualny papież, który jak dawni artyści nie waha się mówić, że świat ciągle jest do poprawki, że nie ma się czym zachłystywać, skoro ogromna większość mieszkańców naszego globu doświadcza ubóstwa i różnych form poniżenia. (Nowa encyklika "Caritas in veritate"- "Miłość w prawdzie")
Bogaci żyją problemami bogatych. Gdy w Europie Zachodniej zdarzy się jakaś tragedia, to analizuje się ją w najdrobniejszych szczegółach, lecz gdy w Indiach wywróci się pociąg, to już nikogo nie przeraża, że dziesiątki ludzi straciły życie. Gdy USA pojawi się seryjny morderca, to świat bogatych wstrzymuje oddech, ale gdy państwo chińskie morduje półtorej steki Ujgurów, a wcześniej Tybetańczyków to przechodzi to bez większego echa. Gdyby w Europie ludzie umierali z powodu braku dostępu do pitnej wody, to byłby skandal nad skandale, jednak gdy w Afryce umierają z tego powodu tysiące czy nawet setki tysięcy, to nikogo prócz paru wrażliwców to nie wzrusza.
Bezcenne życie ludzkie, im dalej od stolicy światowego bogactwa się toczy, tym bardziej traci na wartości, a w rejonach stałych napięć staje się niemal bezwartościowe.
Dobrze, że papież przypomina, że ludzie mają sobie obowiązek pomagać, że w globalnej wiosce naszym potrzebującym sąsiadem jest nie tylko człowiek, który mieszka za ścianą, ale także ten, który żyje tysiące kilometrów od nas. Wszak humanitarny globalizm to nie tylko wolny przepływ towarów i usług, lecz także międzykontynentalna solidarność.  Dobrze, że papież mówi, że bogaci często są sprawcami skrajnej nędzy biedaków, ponieważ dyskryminują ich towary na swoich rynkach. Dobrze wreszcie, że nawołuje do większej koordynacji działań o charakterze gospodarczym i wyrozumiałości wobec uchodźców.
 
Słowa nie zmieniają świata, ale mogą dać nadzieję
Nie zgadzam się z papieżem w kwestii in vitro i antykoncepcji, mój światopogląd nie pokrywa się z światopoglądem religijnym, łącze się jednak z Benedyktem XVI w jego zatroskaniu o przyszłość, dostrzegam w jego głosie prawdziwą szczerość i pragnienie, aby żadna istota ludzka, niezależnie od wyznania, koloru skóry i miejsca pobytu nie odzierana była z godności.
Wskazania papieża są jak projekcje poetów, czyli mało realistyczne. Dzięki nim nie zmieni się świat. Wydają się więc słowami rzucanymi na wiatr. Jednak pisarze i poeci zaskarbili sobie wielką wdzięczność ludzi. Niejednemu chłopskiemu dziecku zakręciła się w oku łza, gdy czytało wiersze Konopnickiej, poświęcone jego upośledzonym społecznie przodkom. Fakt, iż dla kogoś byli ważni, musiał krzepić, niezależnie od miejsca jakie owa poezja zajmowała w literackich rankingach.
Podobną rolę przypisuję słowom papieża, ufam, że dotrą do choćby niewielkiej części biedaków i utwierdzą ich w ich ludzkiej wyjątkowości, że przynajmniej jakiś ich odsetek, stanie się silniejszy, dzięki temu, że jest taki jeden wyjątkowy człowiek, któremu bardzo na nich zależy.  
 
Lepiej, że wzbudza niechęć, niż by miał pozastawiać obojętnym
Zastanawiam skąd się bierze ta wielka niechęć części liberalnych środowisk do osoby Benedykta XVI, skoro etyka katolicka nie jest ich etyką, skoro surowe zasady papieskiego nauczania są powszechnie omijane nawet w takich krajach, które uchodzą za bastiony katolicyzmu. Gdyby autorytet Kościoła reprezentowany przez papieża nic dla  tych ludzi nie znaczył, to nie krytykowaliby tak zawzięcie jego poczynań, uznając je co najwyżej za dziwactwa przewrażliwionego staruszka.
Wydaje mi się, że ludzie ci, gdzieś tam w głębiach swej psychiki, są jeszcze wierzący i pragną wymóc na Kościele przyzwolenie na rzeczy, które Kościół niezmiennie ocenia jako grzeszne, a które stały się już immanentnym składnikiem ich życia. Skoro nie mogą zrezygnować na przykład z antykoncepcji, to chcieliby ją wymazać z listy grzechów, by jej stosowanie nie pociągało za sobą moralnego dyskomfortu. Jednak fakt, iż ów dyskomfort odczuwają świadczy, że nauczanie Kościoła nie jest dla nich li tylko zbiorem nieżyciowych mitów, że zajmuje w ich życiu o wiele ważniejsze miejsce od tego, które wyznaczają jej w swoich buntowniczych enuncjacjach. Męczy ich dysonans między nauczaniem Kościoła a praktyką życia codziennego, pragną w tej dziedzinie harmonii i jako osobę, w której mocy jest jej zaprowadzenie, upatrują papieża, który przecież jednym pociągnięciem pióra „może” ten dysonans zlikwidować, uznając bezgrzesznym to, co staje się powszechne.
Tymczasem papież czuje się strażnikiem określonych standardów moralnych. Przypomina, że wiara wymaga poświęceń, że dążenie do przyjemności nigdy nie było i nie może być głównym celem życia dla chrześcijanina.
Z tego dysonansu rodzi się niechęć a nawet wrogość do papieża, co nie jest zjawiskiem dobrym. Ale nie tylko. Za sprawą tego dysonansu pojawia się też coś w rodzaju duchowego napięcia, które choć nie powstrzymuje ludzi od świadomego oddawania się przyjemnościom uznanym za grzeszne, skłania do moralnej refleksji. Myślę, że to bardzo wiele. Więcej niż by się można było spodziewać po papieżu, który idąc z duchem czasu, wspierałby wiernych w ich dążeniu do zwodniczego samozadowolenia.
 
 
 
 
Jan Leśny
O mnie Jan Leśny

Cenię uczciwość i prostolinijność.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Rozmaitości