Jan Leśny Jan Leśny
29
BLOG

Gołąbkomania nie wróży Kaczyńskiemu sukcesu

Jan Leśny Jan Leśny Polityka Obserwuj notkę 5


Prezydent spolegliwy wobec Platformy nie jest nikomu potrzebny. Podpisywać ustawy i przecinać wstęgi może nawet Miś Uszatek z małym rozumkiem.
Jeżeli zdecydowałbym się głosować w wyborach prezydenckich na kandydata PiS, to tylko dlatego, żeby cała władza nie dostała się w ręce jednej partii. Prezydent w takim układzie powinien pełnić rolę osoby, która będzie wymuszała rozsądny kompromis i temperowała autorytarne zapędy rządzących. Do tej funkcji nie jest z pewnością potrzebny farbowany gołąbek, gruchający wspólnie z Tuskiem, lecz ktoś, kto pokaże siłę charakteru i nie zawaha się wejść w konstruktywny spór z PO.
Prezydent spolegliwy wobec Platformy nie jest nikomu potrzebny. Podpisywać ustawy i przecinać wstęgi może nawet Miś Uszatek z małym rozumkiem. Dlatego bardziej istotne jest, aby Kaczyński głośno i zdecydowanie mówił czym się różni od swego kontrkandydata, miast nieśmiało napomykać, jak bardzo pragnie się bratać konkurencyjną siłą polityczną. Tym bardziej, że Tusk reaguje na umizgi szefa PiS, jak na uścisk boa dusiciela. 
Kaczyński jest w bardzo trudnej sytuacji, ponieważ większość mediów dość zapamiętale go zwalcza. Przed katastrofą smoleńską nieustannie trąbiono, że Kaczyński dzieli Polaków, a po katastrofie trąbi się, że jego metamorfoza jest nieautentyczna. Osobiście nie wierzę w to, że przez niespełna miesiąc dzielący nas od wyborów Kaczyński będzie w stanie zdobyć przychylność środowiska dziennikarskiego. Dlatego jego gołąbkomania nie zaowocuje politycznymi korzyściami.   
Więcej może zyskać, wskazując na błędy Platformy, na dyskontowaniu wpadek Komorowskiego, wskazywaniu na hipokryzję jego sztabowców oraz komitetu zwanego honorowym. Bez aktywizacji tej części społeczeństwa, która bardziej sobie ceni wartości patriotyczne niż europejskie, Kaczyński nie wygra. Po pierwsze, ludzie muszą mieć przeświadczenie, że – jak to się wyraziła Kora – popierając konkretnego kandydata, wybierają między dobrem a złem; a po drugie (w przeciwieństwie do wskazania Kory), powinni być święcie przekonani, że dobro leży po stronie kandydata PiS. Bardziej zniuansowana walka wyborcza okaże się mało skuteczna. Platforma już wypuściła watahę z maczetami…
Oczywiście taki rodzaj kampanii będzie mało elegancki. Należy jednak zapominać, że nie o jej piękno walka się toczy, tylko o zwycięstwo. Czasami trzeba zawalczyć w mało wyszukany sposób, by zyskać szansę zrobienia czegoś pożytecznego.
Zresztą sama demokracja ma niewiele wspólnego z pięknem. Głosując mogę się kierować szowinizmem, rasizmem czy homofonią. Mogą na kogoś nie głosować tylko dlatego, że jest, albo nie jest Żydem; mogę nie oddać na kogoś głosu, bo jego dziadek służył w SB; mogę odrzucić kandydata, tylko dlatego, że nie chodzi Kościoła; mogę się kierować kolorem oczu, włosów, kształtem nosa i jego stosunkiem do zwierząt etc., etc. Mój głos będzie znaczył tyle samo, co ludzi zasłużonych dla państwa, nawet gdy stanę się menelem spod budki z piwem. Czyż  nie jest to kpina ze sprawiedliwości i równości szans, skoro kandydat może przepaść w wyborach na przykład tylko dlatego, że jest dla pewnej grupy obywateli niewygodny etnicznie, albo nie ma dzieci ?
Platforma „sprzedaje” w wyborach pięcioro dzieci swojego kandydata, jego klejnot szlachecki i chlubnych przodków, choć do kwalifikacji prezydenckich ma się to jak pięść do nosa. PO ogłasza wreszcie wojnę domową i ustami „autorytetu” zwanego Bartoszewskim pluje jadem w stronę konkurenta, czyli PO gra na emocjach.
Pora więc by strona przeciwna też doceniła tę formę zbierania głosów. Dla polityka żadne społeczne emocje nie są złe, jeżeli ma je po swojej stronie. Taka jest po prostu walka o władzę. Nie zgodą, lecz sporem stoi polityka. Ważne tylko, aby spierać się bez zapiekłości, na względnym luzie i miażdżyć przeciwnika logiką, a nie inwektywami.           
Jan Leśny
O mnie Jan Leśny

Cenię uczciwość i prostolinijność.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka