Jan Leśny Jan Leśny
36
BLOG

Współpraca z Rosją - tak, przyjaźń - nie

Jan Leśny Jan Leśny Polityka Obserwuj notkę 1

 

Profesor Adam Rotfeld stwierdził, że jedną z największych przeszkód utrudniających ułożenie dobrych relacji między Polską a Rosją są kompleksy po stronie polskiej. Profesor nie zająknął się jednak słowem na temat rosyjskich kompleksów wobec Polski.
Z jednej strony Rosja chciałaby polskie przemiany ustrojowe traktować jako modelowe, co oznacza partnerstwo i chęć uczenia się na polskich przykładzie, a z drugiej strony stara się polityczną rolę Polski jak najbardziej ograniczyć, bo partnerstwo z byłą „kolonią” drażni mocarstwową dumę Rosjan. Stąd tyle zakłamania u rosyjskich polityków i tyle usilnych dążeń z ich strony, by podważyć praktyczne skutki polskiego członkostwa w NATO i Unii Europejskiej. To właśnie kompleks Polski doprowadzał Putina do szewskiej pasji, gdy Polska próbowała prowadzić własną politykę wschodnią.  
Pamiętamy wszyscy tragedię w Biesłanie. Gdy po tych wydarzeniach odwiedził Rosję prezydent Kwaśniewski, Władimir Putin naskoczył na niego, ponieważ nie podobał mu się sposób, w jaki polskie media komentowały tragedię biesłańskich dzieci. Do Putina nie docierało, że w demokratycznym kraju, media są wolne, a głowa państwa nie ma na nie wpływu. Świadczy to, iż demokratyczny świat i Rosja rozmawiają innymi językami.
 
Rosja domaga się specjalnych względów
Gdy Rosji mówi się o partnerstwie, to nie znaczy to wcale to samo, co w Polsce. Rosja pragnie odzyskać status globalnego mocarstwa, a to kłóci się deklarowanym partnerstwem Rosji wobec Polski. Mocarstwo globalne nie istnieje bez stref wpływów, bez mieszania się do polityki mniejszych państw i rozpychania prawa międzynarodowego na swoją korzyść. Dlatego Polska sama nie ma szans w najbliższym czasie na ułożenie się z Rosją na zasadzie „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”, ponieważ Rosja będzie oczekiwać respektu dla swej upadłej mocarstwowości, przymykania oczu na wybiórcze respektowanie umów wzajemnych i dyrektyw instytucji międzynarodowych. 
 
Unia Europejska nie jest gwarantem polskich interesów
Można oczywiście robić politykę z Rosją za pośrednictwem Unii Europejskiej. Tylko trzeba pamiętać, że główni rozgrywający starej Unii (piętnastki) swojej polityki wobec Rosji nie zmienili od czasów zakończenia II wojny światowej. Polska jest przez nich traktowana jako kraj rusofobiczny, który jest przeszkodą dla jej dobrych relacji z Rosją. Najpierw Churchill groźbą wymuszał na Mikołajczyku zgodę na dyktat Stalina, a później tzw. postępowy Zachód pouczał Polaków, jak należy się przyjaźnić z Rosją, zapominając, że nie można się przyjaźnić na warunkach narzuconych przez jedną stronę. Obecnie Niemcy i Francja dogadują się z Rosją z pominięciem instytucji unijnych (przedkładając swe interesy narodowe nad interes Unii). Natomiast Polska jeżeli chce uzyskać jakąś pomoc wspólnoty europejskiej w wymuszeniu na Rosji choćby uczciwego podejścia do polsko-rosyjskiej wymiany handlowej, to musi nisko się kłaniać i usilnie o nią prosić, choć Unia równouprawnionemu członkowi powinna w takich sprawach pomagać właściwie z automatu.
Rotfeld widzi duże szanse dla naszego kraju w budowaniu nowych stosunków między Unią, NATO i Rosją. Dla Rosji przewidziane jest w tym układzie rola niemal sojusznicza i mocarstwowa (wspólny system przeciwrakietowy, ścisła współpraca gospodarcza itd.), bo tylko równowaga sił oparta na kilku współpracujących ze sobą mocarstwach może zapewnić długotrwały pokój i rozwój.       
Orędownikami takich rozwiązań są i Niemcy i Amerykanie, a dwaj byli (ale ciągle wpływowi – jak podkreśla A. Rotfeld) politycy niemieccy: Wolfgang Ischinger i Ulrich weissem, stwierdzają w swoim artykule ("Getting Russia Right", "New York Times" z 9 czerwca), że należy w tym celu "ożywić format klasycznej grupy kontaktowej", czyli spotkań szefów MSZ USA, Rosji, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch i - jak piszą (przypis A. Rotfeld) - "być może Polski, plus [przedstawicieli] Unii Europejskiej i NATO". Preferują jednak – stwierdza A. Rotfeld – mniejszy format złożony z trzech ministrów spraw zagranicznych (USA, Rosji i Unii) plus sekretarz generalny NATO.
To „być może” nie wróży z pewnością Polsce niczego dobrego. Pamiętamy wszyscy zjednoczenie Niemiec i usilne błagania premiera Mazowieckiego, by włączyć Polskę do rozmów na temat tej decyzji. Pamiętamy, jak postępowali główni gracze polityczni i jak opędzali się przed „natrętnymi” Polakami, którzy chcieli tylko by nie decydować o nich bez nich. 
 
Polacy w Unii niewiele mogą
„Mamy wyjątkową szansę współtworzenia strategii Zachodu wobec Moskwy w zgodzie z naszym narodowym interesem” – podkreśla Adam Rotfeld. Czyżby ?
Po pierwsze, nawet genialna koncepcja strategii Zachodu wobec Moskwy autorstwa Polaków nie zostanie zaakceptowana przez Rosję i główne państwa Zachodu i USA, ponieważ nie pozwoli im na to mocarstwowa pycha.
Po drugie, gdy ustalenia będą zapadać w tak okrojonym gronie, to strategia wobec Rosji będzie uwzględniać przede wszystkim interesy państw zachodnich, które nie są przecież tożsame z interesami Polski.
Po trzecie, jeżeli przeszedłby mniejszy format i cała Unia miałaby jedną reprezentację, to i tak główne skrzypce będą w niej grały najsilniejsze państwa unijne. Reprezentacja Polski może jedynie spełniać rolę kwiatka do kożucha, ponieważ przyznanie prawa głosu Polsce musiałoby również oznaczać zrozumienie dla specyfiki stosunków polsko-rosyjskich, co wydaje się raczej nieosiągalne. Wszak żadne z państw zachodnich nie jest tak bardzo narażone na dotkliwe skutki mocarstwowych zapędów Rosji, jak Polska. Wobec żadnego z państw zachodnich putinowska Rosja nie zdobyła się na takie poniżające gesty jak wobec Polski. Zachód nie ma więc przed Rosją żadnych obaw, a „kogo nie boli temu powoli”.
Przyznanie Rosji szczególnych praw w kontaktach z Zachodem, może ją zachęcić do narzucania Polsce nierównoprawnej współpracy. Na ołtarzu harmonijnego współdziałania gospodarczego z Rosją, na którym Zachodowi bardzo zależy, mogą zostać poświęcone polskie interesy narodowe. Dlatego stosunki polsko-rosyjskie w sprawach, które nie dotyczą całej Unii, powinny być uregulowane w umowach bilateralnych, których gwarantem mogłaby być Unia Europejska i USA i NATO.       
 
Nowa Unia przeciwwagą dla starej Unii
Przeciwwagą dla uniżonej polityki starej Unii wobec Rosji, mogłaby też być ścisła współpraca państw bałtyckich oraz dawnych demokracji ludowych. Polska powinna wykazywać w tej materii dużą elastyczność oraz zrozumienie dla poczucia suwerenności takich państw jak na przykład Litwa. Mało tego – będąc największym państwem w tej grupie – nie musiałaby wcale pełnić roli niekwestionowanego lidera. Przywództwo mogłoby być sprawowane rotacyjne, aby państwa małe miały pewność, że uciekając przed dominacją Rosji nie popadają w choćby nominalną zależność od Polski.
Wpływ osamotnionej Polski na strategię Unii wobec Rosji będzie iluzoryczny, zwłaszcza jeżeli polski interes narodowy nie będzie się pokrywał z interesem unijnych potentatów. Póki co sprzeczności w tej materii są znaczące, zbyt znaczące by Polska mogła zrezygnować z własnej z polityki wobec Rosji. Nowa strategia Zachodu wobec Rosji nie rozwiąże z pewnością polskich problemów. A przed przyjaźnią polsko-rosyjską jeszcze długi okres przejściowy. I nie obejdzie się bez prób marginalizowania Polski przez Rosję i zastraszania Polaków poprzez prężenie mocarstwowych muskułów. Nie jest łatwo – zwłaszcza Rosji – przeobrazić się z okupanta w respektującego zasady fair play przyjaciela. A tylko taka transformacja naszego wschodniego sąsiada może być zgodna z naszym interesem narodowym.
 
 
Jan Leśny
O mnie Jan Leśny

Cenię uczciwość i prostolinijność.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka