Po przegranych wyborach J. Kaczyński zmienił zdanie o Tusku o 180 stopni. Czemu ten gwałtowny zwrot należy przypisać ?
Z uwagi na niewłaściwą reakcją na katastrofę smoleńską rząd powinien zniknąć z powierzchni życia politycznego – domagają się politycy PiS. Właściwie można się pod tym postulatem podpisać, choćby tylko dlatego, że strona rządowa nie podjęła nawet próby twardych negocjacji z Rosjanami. Sytuacja była ze wszech miar nietypowa, zatem i żądania czy prośby polskiego rządu mogły, a nawet dalece wybiegać poza przyjęte standardy. To, czy Rosjanie zlekceważyliby oczekiwania Polaków, to zupełnie inna para kaloszy.
Zajęcie twardego stanowiska, nie musiałoby również oznaczać pogrzebania szansy na poprawę stosunków polsko-rosyjskich, ponieważ przyjaźń Polaków z Rosjanami nie zależy wyłącznie od Putina i Tuska, lecz także od wymiany kulturalnej i indywidualnych kontaktów między obywatelami obu krajów. Poza tym Rosjanie jako twardzi gracze na arenie międzynarodowej doskonale umieją oddzielać sentymenty od narodowych interesów. Jest zatem mało prawdopodobne, że śmiertelnie obraziliby się na Polaków akurat za to, iż ci próbują grać podobnie jak politycy rosyjscy.
Gdyby rząd z jednej strony okazał wdzięczność za wielkie współczucie ze strony społeczeństwa rosyjskiego, a z drugiej strony zagrał stanowczo wobec rosyjskich władz, to w stronę Rosji popłynąłby bardzo ważny sygnał, świadczący, że w obliczu narodowej tragedii cała polska klasa polityczna potrafi się skonsolidować i mówić jednym głosem. Rosja nie odważyłaby się wówczas grać na waśniach polsko-polskich.
Stało się niestety inaczej i niestety z tym inaczej pogodził się Jarosław Kaczyński, jako kandydat na prezydenta, który nie tylko nie próbował wtedy wykreślić Tuska z życia politycznego, ale – za pośrednictwem swoich sztabowców – awansował go nawet do równego sobie męża stanu, z którym chciałby harmonijnie współpracować.
Jednak po przegranych wyborach J. Kaczyński zmienił zdanie o 180 stopni. Czemu ten gwałtowny zwrot należy przypisać ?
Można argumentować różnie: 1)Tusk przez okres jaki upłynął od kampanii strasznie się zbiesił. 2) Platforma zaczęła wojnę pierwsza, uruchamiając obrzydliwą kampanię przy użyciu Palikota. 3) Upublicznienie zdania sugerującego nacisk na pilota, które rzekomo pilot tupolewa powiedział tuż przed katastrofą, domagało się neutralizacji itp., itd.
Argument pierwszy odpada, ponieważ J. Kaczyński największe pretensje do Tuska miał o to, co ten wyczyniał tuż po samej katastrofie. Główne grzechy Tuska doskonale znane już były w trakcie kampanii i wtedy, o dziwo, nie predysponowały go do zniknięcia z powierzchni.
Argument drugi, też nie wytrzymuje próby, ponieważ Palikot, to nie jest partner dla Kaczyńskiego. Jeżeli Kaczyński potrafił potraktować go per noga w Lublinie, na czym zdecydowanie wygrał, to po kampanii, gdy emocje wyborcze ustąpiły, tym bardziej taka praktyka wydawała się i opłacalna, i godna wybitnego męża stanu.
Argument trzeci, wydaje się najbardziej ważki, ale sposób w jaki się nim posłużono, spowodował, że rozminięto się z celem. Nie ulega wątpliwości, że posługiwanie się przez ministra PO w oficjalnym wystąpieniu informacjami uzyskanymi nieoficjalnie, czyli delikatnie mówiąc bezprawnie, to chwyt poniżej pasa. Trzeba było tym brudnym atakom postawić jakąś tamę. Niedobrze się jednak stało, że za chwyt poniżej pasa postanowiono zrewanżować się chwytem równie nieczystym. Zamiast wyklinania Tuska za to, że wyprzedził autokar z Kaczyńskim – co mu w czasie kampanii zostało zapomniane – należało się skupić na wskazywaniu piramidalnej hipokryzji w aktualnych poczynaniach PO. Wówczas w wystąpieniach PiS i J. Kaczyńskiego byłby sens i logika. A tak pozostały głównie emocje.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)