Palikot już od dawna przebiera miarę przyzwoitości, ale jego ostatni tekst o Gosiewskim, to już nie jest zwyczajny przejaw chamstwa, tylko rozdeptywanie zwłok swojego wroga.
Moja babcia opowiedziała mi kiedyś taki obrazek wojenny: W pobliżu miejscowości, w której mieszkała, wojska radzieckie zabiły w walce sporą grupę Niemców, wyraźnie zaskoczonych tak szybkim pojawieniem się Sowietów. Ale zbicie znienawidzonych Germańców, to było dla czerwonoarmiejsców za mało. Wywlekli więc ciała zabitych wrogów na drogę i zaczęli je rozjeżdżać czołgiem. Żołnierze niezwyciężonej Armii przyglądający się temu procederowi, głośno okazywali swoją rozkosz, a mój pradziadek, który nie wytrzymał i zaczął ciała Niemców odciągać na pobocze drogi, omal nie przypłacił tego życiem.
Oczywiście Palikot nikogo nie zamordował, ale jego reakcja jest podobna: nie wystarczy mu, że jego wrogowie są już nieżywi. Odczuwa przemożną potrzebę wywlekania ich z grobów i tańczenia na ich ciele dzikiego tańca zwycięstwa.
Mniejsza o ból jaki w ten sposób wywołuje u politycznych kolegów Gosiewskiego: polityk powinien być twardy. Jednak ze względu na wdowę po Gosiewskim, mógłby przynajmniej swoje „zwycięskie” orgie odprawiać w swojej prywatnej posiadłości, zamiast pchać się z nimi do mediów.
Jeżeli po tych ostatnich wyczynach PO nie pozbędzie się Palikota, to oczywiście władzy nie straci. A jeżeli go wyrzuci ? To zachowa ją również. Chyba, że Palikot za dużo wie i ma tyle kwitów na wierchuszkę PO, że może wywołać polityczne trzęsienie ziemi. Znaczyłoby to, że jeden inteligentny prymiyw, obsadzony w roli wariata, paraliżuje największą partię w Polsce.
Na marginesie można pogratulować PO udanego zabiegu socjotechnicznego: Palikot – choć ciągle jest w Platformie – po każdym „występie” zasypywany jest gradem krytyki ze strony działaczy PO, jakby go już w ich partii nie było. Dzięki temu smród Palikotowych postępków, nie kala prawie „czystej” atmosfery liberałów.
Gdyby J. Kaczyński wysyłał do walki swoich krewkich współpracowników, a później publicznie się na nich „gniewał”, uchodziłby za kryształ. Może warto uczyć się niekiedy od wroga ?



Komentarze
Pokaż komentarze (7)