Akademiki w Chorzowie - tak czy nie?
Dziś w Chorzowie mieszka ponad 114 tysięcy mieszkańców. Jednak z dnia na dzień osób tych przybywa. Kluczem do rozwiązania zagadki wyżu demograficznego jest między innymi zjawisko migracji akademickich.
Pojęcie to na razie funkcjonuje tylko w żargonie żaków, jednak coraz bardziej interesują się nim również naukowcy. Postanowiliśmy spojrzeć na nie od strony całościowych konsekwencji, jakie poniesie Chorzów, coraz częściej obdarzany mianem miasta akademickiego.
Jest rzeczą oczywistą, że wraz z przybywaniem w naszym mieście studentów, rośnie zysk punktów kserograficznych oraz sklepów, kawiarni, pubów i innych podobnych lokali gastronomicznych. Co więcej - wzrastają także dochody zwykłych, ale przy tym nieco obrotniejszych, mieszkańców. Chorzowianie postanowili zarobić na wynajmie mieszkań. Wiele osób przyjmuje pod swój dach studentów, a spora część powierza im swoje mieszkania w całości.
Uczniowie szkół wyższych dalej narzekają na brak lokum. Okazuje się więc, że w naszym mieście studencka baza mieszkaniowa jest wciąż zbyt uboga. W Chorzowie funkcjonują nawet tzw. pokoje zmianowe, które w tygodniu zajmowane są przez studentów dziennych, a w weekendy - przez osoby uczące się w trybie zaocznym. Jednak nawet tego typu rozwiązania nie rozwiązują problemów mieszkaniowych żaków.
- Urodziłam się niedaleko Oświęcimia. Postanowiłam, że skończę wszystkie stopnie swojej edukacji. W końcu stanęłam przed poważnym wyborem kierunku studiów. Zawsze lubiłam matematykę, nie chwaląc się jestem dobra, dlatego też postanowiłam pójść na jeden z kierunków ekonomicznych. Miałam bardzo dobre wyniki z matury, bardzo dobre świadectwo i bez problemu mogłam startować na studia dzienne – tak też zrobiłam. Wtedy już wiedziałam ze zamieszkam w Chorzowie. Nie mogłam sobie pozwolić na stratę takiej dużej ilości czasu na podróż – mówi Patrycja, studentka II roku.
Tu jednak pojawił się problem mieszkaniowy. – Szukanie mieszkania odkładam z miesiąca na miesiąc. Długie pomaturalne wakacje rozleniwiły mnie całkowicie. Obudziłam się dopiero we wrześniu. Okazało się jednak, że jest już za późno. Wszystkie stancje były pozajmowane, na niektóre mieszkania tworzone były nawet listy chętnych. Z kolei na innych licytowano się, kto da więcej. Sytuacja zrobiła się wręcz chora. Wtedy, aż wstyd się przyznać, dzięki znajomościom ojca znalazłam lokum – opowiada dziewczyna.
Dla Patrycji schronieniem na okres studiów stał się mały pokoik w bloku na obrzeżach miasta. – Byłam wtedy szczęśliwa. Dobrze, że udało się to załatwić w taki sposób, ponieważ innych możliwości nie było – podsumowuje nasza rozmówczyni. Takich rozmów ze studentami odbyliśmy naprawdę sporo. Należy więc zadać pytanie, czy Chorzów ma pomysł na rozwiązanie tej kwestii.
Najprostszym, choć kosztownym rozwiązaniem, byłoby stworzenie akademików, które pełniłyby również funkcję „Domów Studenta”, czyli dawały możliwość tanich noclegów dla tych, którzy na uczelnię przyjeżdżają jedynie w weekendy. - To jest myśl. Jednak takie coś nie mogłoby się odbyć bez dofinansowania unijnego lub finansowej pomocy miasta. Ceny przecież nie mogą być zbyt wygórowane, bo w przeciwnym razie będą odstraszać, a nie zachęcać młodzież – mówi Ania, w tej chwili wynajmująca mieszkanie razem z koleżankami.
Można jednak pokusić się o postawienie hipotezy, że tego typu instytucje mogłyby na siebie skutecznie zarabiać. Trzeba tylko stworzyć ku temu odpowiednie podstawy. Wiadomo, że zyskowność każdego przedsięwzięcia musi być poprzedzona inwestycjami. Wymarzony akademik powinien dysponować dużą ilością pokoi do wynajęcia, najlepiej wyposażonych we własną łazienkę i aneks kuchenny. Takie warunki z pewnością przyciągałyby do Chorzowa studentów również z miast ościennych. Cena wynajęcia takiego pokoju z pełnym wyposażeniem oscylowałaby w kwocie 30 zł, co pomnożone przez 31 dni daje kwotę 930 zł. Tymczasem wynajęcie kawalerki na katowickim osiedlu Tysiąclecia na taki sam okres wiąże się z comiesięcznym wydatkiem rzędu 1200zł. Bilans jest prosty: Student zaoszczędza ok. 300 zł. zakładając, że zajmuje pokój przez cały miesiąc.
To jednak nie jedyny plus takiego rozwiązania. Również życia studenckie zyskałoby bardziej komfortowy wymiar. Nikt z właścicieli mieszkania nie decydowałby, o której godzinie dana osoba ma wrócić na stancję czy też, jakich znajomych może zapraszać, a jakich nie. Okazuje się bowiem, że również takie sytuacje zdarzają się studentom podnajmującym mieszkania. – Chciałem wynająć pokój u 60-letniej kobiety. Zależało mi tylko na noclegach na czas zjazdów, czyli dwóch nocach co dwa tygodnie. Jednak warunki koronowane przez tą panią były nie do przejścia. Podczas mojego pobytu w wynajmowanym lokum nie wolno mi było słuchać muzyki, ponieważ prawie każda określana była przez staruszkę mianem muzyki satanistycznej. W mieszkaniu znajdował się tylko jeden telewizor w dużym pokoju. Gdy chciałem coś zobaczyć, staruszka przychodziła i włączała stację, delikatnie rzecz ujmując, swojego pokolenia. Cisza nocna rozpoczynała się od godziny 21 i wiązała się z bezwzględnym zakazem zapalania światła czy rozmowy przez telefon. Tak się nie dało żyć – mówi Daniel z Nowego Sącza, który studiuje informatykę w Chorzowie. Są jednak studenci, którzy nie mają innego wyjścia i muszą poddać się rygorom narzucanym przez właścicieli mieszkań i żyć według zasady „płać i płacz”.
Może warto, aby chorzowskie władze oraz senaty uczelni zastanowiły się nad projektem, który nie tylko ułatwiłby życie studentom, ale również przyciągną kolejnych. Taka inwestycja nie tylko poszerzyłaby ofertę noclegową, ale przede wszystkim stałaby się bazą dla powiększenia chorzowskiego kapitału ludzkiego o młodych, dynamicznych i wykształconych ludzi. Z pewnością po studiach z pewnością zechcą zainwestować swój czas i zdolności w miastach, które przyczynią się do ułatwienia ich życiowego startu.


Komentarze
Pokaż komentarze