Z poczuciem ulgi odnotowałem dzisiejszą wiadomość o tym, że sędzia Tuleja nie dopatrzył się naruszenia prawa ze strony CBA przy przesłuchaniach podejrzanych w sprawie dr G. Zdolność do refleksji, nawet z pewnym opóźnieniem, to rzec cenna, tym bardziej u przedstawiciela wymiaru sprawiedliwości. A zatem zarzut zbrodni stalinowskich w CBA został wycofany, natomiast pozostał w mocy ten drugi z politycznego expose pana sędziego, dotyczący składania fałszywych zeznań.
Kto składał fałszywe zeznania i kiedy? Tego jeszcze nie wiemy. Czy stało się to śledztwie prowadzonym prze CBA, czy w prokuraturze, czy w końcu na sali sądowej? Nie wiadomo. Warto się jednak zastanowić, czym mógł powodować się pan sędzia, składając zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Po doświadczeniach ze zbrodniczymi nocnymi przesłuchaniami, można podejrzewać, że to ciąg dalszy celebryckiego serialu, bo gdyby rzeczywiście jakiekolwiek fakty wskazywały na fałszywe zeznania, pan sędzia musiałby – zgodnie z prawem – bezzwłocznie powiadomić prokuraturę, a nie czekać do wydania wyroku i obwieścić o swoich podejrzeniach w treści jego uzasadnienia.
Dobrze, że proces trwał niespełna 5 lat, bo gdyby ciągnął się dłużej, co nie należy do wyjątków w sądownictwie IIIIRP, to zarzuty mogłyby się przedawnić. Poza tym zupełnie niezrozumiała jest kilkudniowa zwłoka ze złożeniem w prokuraturze oficjalnego powiadomienia. Jest rzeczą oczywistą, że pan sędzia musiał znać dogłębnie materiał dowodowy i dysponować jego zapisem elektronicznym, zaś sporządzenie stosownego dokumentu, z wykorzystaniem techniki COPY&PASTE nie powinno zając więcej niż kilka godzin.
Zatem należy się uzbroić w cierpliwość i poczekać kilka lat na rezultat przygotowanego przez pana sędziego powiadomienia, którym może być prokuratorska odmowa wszczęcia postępowania, albo akt oskarżenia. Zresztą nawet w tym drugim przypadku cała sprawa może się skończyć podobnie jak oskarżenie szefa CBA Mariusza Kamińskiego za rzekome przekroczenie uprawnień przy ściganiu aferzystów gruntowych, czyli umorzeniem na pierwszej rozprawie.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)