Nie jestem znawcą tematu. Mogę tylko nieśmiało mysleć, że cos tu (piiiip) nie gra. I jak najbardziej serio chciałabym, żeby ktos mi wyjasnił rzecz następującą: czy obświnianie Polski w kazdej dostępnej gazecie zagranicznej, która obświniającemu sie nawinie - jest, czy nie jest sprawą na pograniczu zdrady stanu?
Zaproponowałam to Igorowi Janke, proszącemu o propozycje tematów w rozmowie z Saryuszem-Wolskim.
Nie będe urzadzac wyliczanek: co, kto, komu,kiedy... Wszyscy to wiedzą.
Rozumiem, że od tego jest demokracja, zeby kazdy miał prawo do wolności słowa.Rozumiem, że o te demokrację w jakiś sposób walczyło całe społeczeństwo, bo - poza marnoma żałosnymi indywiduami - ta "szara Polska" stała murem za "Solidarnością". Niezaleznie od tego, czy latała z ulotkami, siedziała w internacie, czy popierała sprawę tylko sercem.
I wcale nie chcę, żeby lewy brzeg jakiegos Biełomorkanału budowali ci, którzy opowaiadali dowcipy polityczne, a prawy ci, którzy ich słuchali.Nawet, jeśli to nie są dowcipy, ten Biełomorkanał jestem w stanie odpuścic, niech stracę.
Ale panowie byli ministrowie spraw zagranicznych & Company chyba posuwaja sie " mnóstwo za bardzo" daleko od przyzwoitości.
Interesuje mnie aspekt własnie oceny przyzwoitości tej swoistej dyplomacji, a następnie aspekt prawny. Oczywiście wszystko można znaleźc, jeśli sie troche poklika w klawisze, ale i tak strasznie bym chciała wiedziec, jak odbieraja to paskudztwo inni ludzie.
Bo chyba słyszałam cos o jednym takim...nazywał się Sokrates.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)