mona mona
100
BLOG

Dołaczam do niekopiących Oleksego - dla zasady.

mona mona Polityka Obserwuj notkę 18
                  Ciekawośc jest cechą paskudną: gryzie człowieka, który nie może poprzestać na radowaniu się plotami, zmusza do szukania źródła spraw.         Intryguje mnie sam fakt operacyjny: zarówno metody, jak cele niszczenia ludzi.          Mam nieodparte wrażenie, ze Oleksy był czymś w rodzaju męża zaufania w swoim paskudnym środowisku: znakomita większośc jego funkcji wiążała sie z wielką władzą i wielką wiedzą. Nawet tam, gdzie niewiele jest wzajemnego zaufania, są ludzie, na których jednak godza się wszyscy.          Inna sprawa, czy to jest ocena uczciwości, czy "poczciwości" człowieka, co bynajmniej nie jest jednoznaczne. Ale Oleksy z całą pewnością nie był poczciwym głupcem.Jak wiadomo: afera Olina okazała się mitem.Więc gdzie tlił sie ten ogień, z którego dymek rozdmuchał Milczanowski?         Jaki był powód i jaki cel akcji "Oleksy", rozpoczęty przez Andrzeja Milczanowskiego ostatniego dnia przed ustąpieniem ze stanowiska? Bo chyba tam kryją się przyczyny całej tej dzisiejszej, dziwacznej sytuacji. Kim właściwie był ten człowiek, który aferę rozpętał?         O samym Milczanowskim trudno dowiedziec sie czegos, poza oficjałkami, które definiuja te postac dość nieporadnie: najpierw prokurator, i to w głebokich mrokach komuny, potem wspólpraca z KORem. Jak na prokuratora - dziwne... No, ale potem jednak więzień sumienia! Minister u Wałęsy, skądinąd inwigilujący opozycję... Jakis nawiedzony od konspiry, sam sobie wymysla zadania?      Może jeszcze to:(Lech Dymarski,"Zsiadłe mleko, lewica, sprzeciw".)Warto przypomnieć fakt, za mało wówczas nagłośniony przez premiera Olszewskiego. Na samym początku urzędowania zgłosił się do niego Andrzej Milczanowski i przekazał... listę byłych „TW” - obecnych parlamentarzystów. Czynność tę traktował jako rutynową, bowiem tę samą listę wręczył uprzednio premierowi Bieleckiemu. Bielecki schował ją do szuflady i nic mi nie wiadomo, aby robił z niej polityczny użytek. Trafiło jednak na Jana Olszewskiego, który zadał sobie pytanie: co on ma z tym zrobić? Według jakiego prawa dostaje do rąk „haki” na posłów i senatorów? „Lista Macierewicza” funkcjonowała więc przed Macierewiczem...          Po co Milczanowski latał z tym do premiera, który ...no własnie, co miał zrobić?
Spróbowałam poszukać tej listy, ale.. same supertajne materiały(!), bardzo stanowczo każą się rejestrować tam, gdzie jest mi to niepotrzebne .Zawracanie głowy. 

         Straciłam cierpliwość, kliknęłam w "Polonica" - bingo! 

         Ale oto objawia mi sie cos dziwnego: delikwent otwierający listę - to sam Lech Wałęsa, czyli agent "Bolek"! Z detalami : co, gdzie, kiedy. Obrotny - czy moze raczej obrotowy - człowiek ten Milczanowski, szczególna wspólpraca.z Wałęsą, szczególna z Olszewskim, szczególna ze słuzbami zywcem importowanymi z PRLu...         Jednak to niczego nie tłumaczy w sprawie Oleksego.         Szukam haków na tego ostatniego, ale niczego nie kojarzę z przeszłości: żadnych "znaków szczególnych" w zyciorysie, poza sama przynależnoscią do wiadomo czego.Z zadnym konkretnym świństwem nijak mi się nie wiąże. Klikam na raport Macierewicza - albo nie widzę, albo nic nie ma. Zakładam to ostatnie, bo nawet, jesli ja przeoczyłam, media by mnie informowały bardzo intensywnie.        Nie ma sensu powracac do rozpaczliwej walki Oleksego o swoją prawdę.A kiedy okazało się, że afera jest szyta dratwą, bo trudno mówic o jakichkolwiek niciach - zaczyna się nowa historia: kłamstwo lustracyjne.         Nie jestem fachowcem od służb, trudno mi było rozstrzygnąc we własnym sumieniu: kłamstwo, czy nie? To historia podobna do tego,czy Kukliński był bohaterem, czy zdrajcą? No i zdarzyło się grillowanie, gdzie nawinęli się podwładni Oleksego, którzy oczywiście psioczyli na warunki, płace oraz wszystkie nieszczęścia . Ale zapytani wprost - wprost odpowiedzieli: przysiega jest przysięgą. Basta. Kazdy kolejny rząd może mieć własne pomysły, które niekoniecznie muszą sie podobać następnemu rządowi. Te kryteria ulegają zmianie, a kawałek własnego honoru człowiek musi miec.       Skonczyło się z kłamstwem lustracyjnym - natychmiast, jak diabeł z pudełka, wyskakuje następna afera.       Bardzo mnie ciekawi samo zjawisko, a jeszcze bardziej - co lub kto za tym sie kryje, kto to nakręca, dlaczego Gudzowaty kopie leżącego, z którym przecież m u s i a ł mieć conajmniej przyzwoite stosunki? W koncu Oleksy był premierem, a firma Gudzowatego to zbyt wielkie przedsiebiorstwo, zbyt ważna branża, żeby mozna bylo ominąć szczebel rządowy. Czy wtedy też był taki rozumny a roztropny?        Nie mam nic wspólnego z Oleksym, ale nienawidzę kopania leżącego, ktory upadł przez świnię, która mu podłozono.        A w sprawie bigbangu, który rozpoczął bieg spraw, wychodzi mi na niską zemstę na człowieku, który był najmniej podwieszony pod układ,  łatwy jako cel..Za to, że czyjś czas się skonczył, za przegrane wybory . Ciekawe, kto był pomysłodawcą?       Same "taśmy prawdy" pominę. Bardziej tam brzydzi mnie Gudzowaty, niż głowny bohater.      A w kwestiach technicznych: czcionka sama się porządziła, juz mi sie nie chce kombinowac.
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka