69
BLOG
Niezwykle pracowity dzień - latanie od jednego telewizora do drugiego, aż powietrze furczy. Mijamy sie z męzem w drzwiach, starając sie obejrzeć na raz : konkurs na Letalnicy, Otylkę w Sydney, a jednoczesnie załapac sie na niedzielne sabaty w TVN 24. Najbardziej własciwie interesuje mnie skocznia. Wiem przeciez, co dzis na tapecie, wiec az tak mnie nie rajcuje Jedyna Obiektywna Telewizja -Beneficjent Wszystkich Mozliwych Nagród. No, ale zawszeć... Ogladam jednym okiem, słucham jednym uchem: temat taśm juz ograny, więc - nie lecąc za akcją - nagle zaczynam zauważac dziwne rzeczy, czyli sposób prowadzenia audycji. Najpierw leci"Kawa na ławę". Rymanowski w jakimś wywiadzie powiedział, że marzył o dziennikarstwie sportowym, ale kazali mu siedziec, gdzie siedzi, więc robi co chlebodawca każe. No i chyba facet miał rację - temperament wybitnie sportowy, jakies podskoki na fotelu, radośc wyziera mu z ócz po każdym własnym, bardzo dowcipnym wtręcie, a łokietki energicznie odskakują od ciała. Ze tez kogos nie walnie.. Gdyby tak prowadzil sprawozdanie z meczu - myslę sobie - byłby fajny: spontaniczny, żywiołowy, sympatyczny .Byłby soba - bez wysiłu. Ale w tym programie rozmówcy go najwyraźniej olewaja.Tak, jakby go nie było.Cos tam niby gada, ale cała mądrośc polega na wyłapywaniu bon-motów, które mogłyby pojawic sie na paseczku poniżej, a każdy kolejny serwis mógłby je tłuc do obrzydzenia: " Czyli pan skłamał?" - "Nie? Czyli to tamten pan skłamał?" - po czym buzia rozjasnia mu sie z radości nad własna przemyslnościa. Rozmówcy się opedzają, facet najwyraźniej im przeszkadza, sztuczki z łapaniem za słowa są znane od zawsze: juz chyba najbardziej "złotouści" nie dają się na to nabrać. Kazdy przyszedł do studia z gotowym tekstem w głowie, modyfikacje są minimalne, bo przeciwnicy mają własny, łatwy do przwidzenia tekst. Chyba jedni drugim mogliby te teksty pisać w ciemno. Czasem tylko zdarzy panakaliszowy śmiech przez łzy, który poseł Wierzejski okresli jako atak głupawki.Ale takie smaczki - to rzadkośc. Dziś ten rzadki smaczek sie trafił: w studio jest sam bohater afery, Oleksy .O dziwo - poza radosnymi wyskokami prowadzacego - nikt go nie atakuje, co mnie niezmiernie dziwi. Taka okazja - a tu tak grzecznie? Coś mi nie gra, ale o tem - potem. Słyszałam, ze Rymanowski nie bedzie juz Rymanowskim, że teraz Rymanowskim ma być Grass.Tylko za młodo wygląda. No...rzeczywiście, to kłopot. A może bródka by pomogła? Podobno czyni człowieka bardziej dostojnym, ale czy uwiarygadnia...Zobaczymy. Na Letalnicy skaczą ci mniej wazni, więc lecę obejrzec gosci pani Małgosi Łaszcz. Cos pustawo: Paradowska, Najsztub i Michał Karnowski. Raz zaintrygowna zawodową techniką prowadzących, pilnie się przyglądam, jak to robi Łaszcz. Kiedys ktoś uparł sie liczyc, ile razy padnie ze słodkich usteczek "Jarosław Kaczynski" - A po co? - "Bo jej to nie schodzi z ust. Zaklecie jakies, czy co?". Więc liczylismy, chyba 17 razy zawracała na właściwe tory kazdego, kto z tego nieszczęsnego Jarosława zszedł:" gaski, gąski - do domu!" Pani Małgosia robi to tak: pozwala mówić Janinie Paradowskiej, która nadaje własciwy kierunek dyskusji.Co by nie mówić - Paradowska jest damą, chociaz to przez nią kiedys przestałam kupowac "Politykę": tak ewidentnie wykręcała kota ogonem, ze nie dało sie tego znieść.No, ale bez "Polityki" jakos trudno żyć... Damie sie nie przerywa, niezaleznie od faktu, ze ta akurat dama naprawdę ma cos do powiedzenia. Na ogól jestem zdania wręcz przeciwnego niz dama, ale Paradowska to jednak jest uczta duchowa, słucham dla samej przyjemności słuchania: wspaniały popis erudycji, doskonałej polszczyzny, dobrych argumentów. Ale cel jakis niejasny, o taśmach, metodach etc. wszyscy doskonale wiedzą, więc na to szkoda słów. Potem harcuje Najsztub, ostatnio przedstwiający za "luzaka". Tego juz widziałam w róznych wcieleniach :krążącego po studio z pieskiem, wylewającego Lepperowi kawę na kolana, a nawet chyba wystrojonego w kipę w jakimś głupim programie, gdzie zupełnie nie było potrzeby demonstarcji. Jeszcze nie widziałam Najsztuba w turbanie, ale wszysko przed nami. Tu luzacki styl pasuje do stylu występu - może robic "wyraz twarzy": lekceważenie, politowanie, kiedy tylko do głosu dorywa sie Karnowski. Dla mnie to młode, męskie wydanie stylu Paradowskiej: elegancki język, dobre argumenty, rzucajacy sie w o czy brak politycznego cynizmu. Obserwuję jego wewnetrzne rozdarcie: chce być wierny własnym przekonaniom, nie bacząc na etykietkę pazia u dworu, która usiłuje mu sie przypiąć nieco na siłę.Ale polityka to paskudna rzecz...czasem wycina numer - i Karnowski czasem staje dęba. Pani prowadząca z satysfakcja obserwuje rozwój sytuacji, pozwala na zagłuszanie rozmówcy, którego sie zaprasza -jak mniemam - własnie po to, żeby nie dać mu powiedziec czegos mądrego.A kiedy zniecierpliwiony Karnowski domaga sie "troche kultury" od Najsztuba, zamykając mu ty samym twarz - pani Małgosia interweniuje natychmiast: oto przemawia sam Olejniczak, którego nalezy naboznie wysłuchać. Natychmiast. Przeciez nie bedę słuchac Olejniczaka, az tak lekko to TVn24 ze mną nie ma. Lecę ogladać konkurs. I przegapiam Lisieckiego... A kiedy wracam, na tapecie przyszły los polityka Kwasniewskiego. I już nie mam wątpliwości, co przedtem chciała powiedzieć Janina Paradowska, a czego - rozdarta między zawodami sportowymi a politycznymi - nie zrozumiałam do końca. Otóz - słusznym chyba zdaniem pani Janiny - SLD zjeżdża tak szybko po równi pochyłej, że Kwasniewskiego dla nich szkoda.Niech więc podeprze LiD. Bardzo słuszne myslenie. Mędrcy juz wprawdzie orzekli, że społeczeństwo nie dorosło do demokracji (czy to nie Pietrzak radził, że w takim wypadku należałoby wybrac sobie nowe społeczeństwo?), Mędrcy nie mają elokwencji Kwasniewskiego, jego ( jak narazie ) charyzmy. Potrzeba im świeżej krwi, jak łyku tlenu.Przegrali juz tyle, ze nic im nie powinno zaszkodzić. Ale Kwasniewski tez to wie. On sobie nie ma zamiaru wybierac innego społeczeństwa: to które jest, zupełnie mu pasuje, nie narzeka na brak zyczliwosci. A co ma wybrać? "L" jak lewica - same sęki, "D" jak Demokraci - w dołku. Najbezpieczniejsze jest "i ".Jeśli ten przeklety Kossek znów nie wyciagnie czegos z rekawa. Ech, polityka to naprawdę paskudna rzecz... Spieszę wyjaśnic moje zaskoczenie brakiem ataku na Oleksego w "Kawie na ławę": jak sądzę, a chyba sadzę słusznie, panowie juz przesłuchali wszystkie tasmy. A ja głupia, nawet nie zauważyłam, że w ogóle są do ściągnięcia. Jak to dobrze czytać Katarynę!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)