mona mona
130
BLOG

List do Starego, którego szanuję

mona mona Polityka Obserwuj notkę 94

 

 

        Jestem przeciw PO, bo Tusk wraca „do domu”, do starych zdrajców, z którymi dokonał przewrotu, obalając rząd, wybrany przez naród, w zmowie z agentami bezpieki. I – jeśli oni go zechcą – wróci tam ku swojej i ich satysfakcji. A zechcą, bo oni przegrali już wszystko .Zechcą niechętnie, bo to człowiek żyjący nienawiścią, nielojalny wobec przyjaciół niepopularny jako przywódca, ale jednak ma tę partię, która może posłużyć jako pas transmisyjny, mogący ich wynieść tam, skąd spadli.

        Lubię dyskusje u Ciebie – są kulturalne, ludzie wyrażają poglądy zamiast pisać wypracowania, szanują siebie i Ciebie. Ale to nie są moje poglądy. Ja wolę, kiedy państwo pochyla się nad ludźmi, Ty wolisz – kiedy pochyla się nad człowiekiem. Zwłaszcza tym, który świetnie sobie radzi bez państwa. Kwestia wrażliwości, bo nie wszystkim została dana szansa: talent, odwaga, jakaś doza bezwzględności, jakiś kapitał początkowy.

     Po co bezdomnemu państwo? 

     Na pewno nie jestem zwariowanym lewakiem, nie chcę niczego rozdawać, a już zwłaszcza – niczyim kosztem. Ale dochodziłam do swoich poglądów z niejakim trudem.

     Kiedy działa się historia, miałam dwoje małych dzieci, mieszkałam w obcym mieście, bez żadnego zaplecza rodzinnego, towarzyskiego – słowem nikogo, kto zająłby się moimi maluchami – gdyby co. Ludzie mogli cos z siebie dać, ja nie. No cóż, jestem matką –wilczycą. Niektórzy tak mają.

     Przyglądałam się z rozpaczą i wściekłością czołgom na ulicach polskich miast, wrednej twarzy Urbana w telewizji, słuchałam bredni i kłamstw wygłaszanych przez ludzi w mundurach polskiego wojska. To był szczyt cynizmu – polski mundur, w który przystrojono zawodowych kłamców , agentów wrogiego państwa, które zniewoliło mój naród.

      Patrzyłam na to wszystko -i byłam bezsilna.

      Może to dziwne, ale za największe upodlenie uważałam niekończące się kolejki: ciężarne kobiety, dzieci w tandetnych, przemoczonych butkach, stojące razem z matkami w mokrym, śniegowym błocie po nędzne, zielone kubańskie pomarańcze przed Wigilią, po kawałek mięsnego ochłapu, którego ostatecznie i tak można było „nie wystać”. To właśnie najbardziej zapadło mi w serce: krzywda tych nienarodzonych i tych już narodzonych, poniewieranych od zarania życia.

       Potem był mord na „Wujku”, na tamie we Włocławku, zabito Grzesia Przemyka w dniu zdanej matury…można by tak długo. Władza nie rozliczyła zbrodni oczywistych, władza w tych właśnie, polskich mundurach, obojętne jakiej barwy – ale z orłem na czapkach. Miotała się w konwulsjach kłamstw, do więzienia – jeśli już- szli niewinni, jak w przypadku Grzesia. Jeśli winni – to wykonawcy, nie zleceniodawcy, jak w przypadku Piotrowskiego i jego ferajny.

       A potem euforia przyszła wolności – 4 czerwca. I co? Szybko okazało się, że mordercy awansowali na ludzi honoru, majątek narodowy wyparował, całe połacie kraju obróciły się w enklawy nędzy, a ludzie z tych enklaw zostali z rozmysłem wykluczeni. Ich dzieci nie stały już w kolejkach: matki nie miały na chleb, nie mówiąc o najbardziej paskudnych pomarańczach.

      Stary, mamy to przerabiać? To się stało! Żadne zaklęcia tego nie odwrócą! Przez jakiś czas wierzyłam, że przekręt Okrągłego Stołu – bo przekręt był przecież oczywisty, wiadomy od „odkreślenia gruba linią” przeszłości – był jednak koniecznością. W końcu ta krew, o której mówili „Mędrcy” z UW, UD, czy jak się tam wtedy przezwali– mogła się polać. To było możliwe. Ostatecznie nie u nas zapadały decyzje, a tam, gdzie zapadały – wiele zależy od chwilowego nastroju cara na Kremlu.

       Dziś niby wiemy, że ówczesna sytuacja, że Afganistan…no, itd. – ale wtedy nikt z nas, maluczkich, nie miał pewności, co do rozwoju wydarzeń. Przecież wierzyliśmy w mądrość i uczciwość tych nowo wybranych, o pięknych kartach opozycyjnych i gębach pełnych jeszcze piękniejszych słów. Ale „Wyborczą” przestałam kupować od czasu wykreowania Kiszczaka na „człowieka honoru” Sprawy stawały się zbyt oczywiste.

       Obalono rząd Olszewskiego…Nic mi personalnie do Olszewskiego, choć oczywiście znałam również jego kartę opozycyjną. Długo nie chciało mi się obejrzeć „Nocnej zmiany” – z prostego lenistwa. Ale w końcu obejrzałam. Radzę Ci to zrobić, jeśli nie widziałeś. Oglądając pierwszy raz „leciałam za akcją”, nie zwracając uwagi na detale.

       Ale kiedy oglądałam film następnym razem – uderzyło mnie coś dziwnego. Wśród spiskowców panował nastrój co najmniej strachu i niepewności. Nie mówię o grozie, oni policzyli siły, nic nie mogło się stać natychmiast. Nie bali się łomotu kolb o świcie, ale czegoś się jednak bali. Może osądu historii? Ale jest tam jedna twarz ironicznie roześmiana.

      Jedna. Twarz Geremka.

      Stary, naiwnością byłoby myślenie, że wiesz mniej niż ja, prawda? Nie będę przecież detalicznie, „po literkach” tłumaczyć Ci wszystkiego, co się stało, co dzieje się w dalszym ciągu, wciąż na nowo, kto – i w imię czego – włóczy Polskę po błocie na każdych dostępnych łamach?

      Nie ma nic droższego, niż własny kraj. Nie chcę, żeby panoszyli się tu ludzie, którzy nie wahali się podnieść ręki na własny, wybrany w wolnych wyborach rząd. Bo nie kierowało nimi dobro Polski, Zrobili to, żeby ochronić paru oszustów, w dniu, kiedy sejm dostał ich nazwiska czarno na białym. I nie chcę, żeby ktoś się śmiał, kiedy Polsce w łeb bierze nadzieja i praworządność. Oszuści te listę znali, znacznie wcześniej sporządził ja Milczanowski, nie umieszczając na niej jedynie trzech nazwisk – w tym Wałęsy.

     Tak, potwierdził ten przekręt sejm. Chyba sejmy możemy sobie darować?

      Może nawet oni, zwani – nie wiem, dlaczego –„ liberałami” - byliby sprawniejsi funkcjonalnie, chociaż za nic nie chcą jasno przedstawić własnego programu. Ja wiem, Ty wiesz, a co z tymi, którym mają zgotować to szczęście? Dlaczego oni mają nie wiedzieć?

     Ale oni, „liberałowie”, i bez tego mają brudne ręce. Jeden przykład: HGW przed komisją, w sprawie Eureco. Pytana, czy ma świadomość, że zostało popełnione nadużycie, polegające na słynnym przelewie, umożliwiającym zakup akcji PZU przez Eureco, powtarza jak mantrę – „ale o godz.16. już wszystko było w porządku”. W międzyczasie można było sprzedać pól Polski, pożyczając w dodatku pieniądze na ten przekręt kupcowi – ale o 16.00 pożyczone na to oszustwo pieniądze były zwrócone. Nic się nie stało. Basta.

      Nasuwa się pytanie: czemu HGW nie ma nic więcej do powiedzenia, poza ta cyniczną mantrą? A w ogóle – szczególny przypadek altruizmu…Wobec kogo?

      Te stajnie Augiasza po prostu trzeba wyczyścić. Każdym sposobem, z wyjątkiem – powiedzmy – użycia siły. Nic złego się nie dzieje, gospodarka kwitnie, ale nawet, gdyby tak nie było, nie zostawia się za sobą niezdobytych twierdz. To trzeba zrobić najpierw.

      Nie jestem zachwycona „młodzieńczym zapałem” Ziobry, wręcz przeciwnie. Uważam, ze – nawet działając w dobrej wierze – jest zbyt ambitny, co czasami wiedzie go w kierunku mocno niepożądanym. A w ogóle to boję się otworzyc lodówkę… Ale Ziobro nie uczestniczył w czymś na miarę „nocy teczek”. Tego miało już nie być! Żadnych spisków, żadnych działań poza wiedzą narodu!

      Władza, której jednak coś – niecoś skredytowano – bo tak naprawdę o Kaczyńskich mało kto miał pojęcie - musi to zobowiązanie wypełnić. I nie wierzę, żeby Ziobro zrobił coś niezgodnego z prawem. Jestem impresjonistką w tym względzie.

     Absolutnie, absolutnie nie podoba mi się wysyłanie polskich żołnierzy na „misje pokojowe”, ale…co właściwie Polska może dać, żeby zaistnieć? Żeby świat się o niej dowiedział? Żeby ktoś miał wobec nas jakieś zobowiązania sojusznicze? Nie podoba mi się złośliwość JK, kiedy pyta:” a kto to jest Marek Jurek?”, choć Jurek rozpętał straszna awanturę, postępując wprawdzie zgodnie z głosem sumienia, ale z naruszeniem interesu państwa. Żarliwość religijną najlepiej realizuje się w klasztorze, nie w polityce.

     Stary, rozumiem, ze nie cenisz komuny, czy postkomuny. Ale LiD to kontynuacja oszustwa Okrągłego Stołu, ludzie wychowani w środowisku starych działaczy KPP i ci, którzy z jakichś powodów pętają się w tym nieciekawym, przegranym towarzystwie. Tusk i Komorowski już tam byli, choć w przypadku Komorowskiego zupełnie tego nie rozumiem. To cos w rodzaju Anety Krawczyk- posada i kasa, obojętne za jaką cenę i w jakim towarzystwie. Przodkowie – powstańcy w grobach się przewracają…

      A Tuskowi nie dano tam zagrać pierwszych skrzypiec. Więc się wyniósł. Ale tam dąży! To raczej oni nie palą się do jego rozrabiactwa , kłamstwa, wiecznych awantur.

      No i jeszcze o Tusku: nie potrzeba Nerona czy Kaliguli. Pewien nowożytny polityk wyrżnął własnych towarzyszy partyjnych, tych najstarszych, najwierniejszych – w Noc Długich Noży. Bo mógł.

      Patrzę na poczynania Tuska z własnymi towarzyszami – i cieszę się, że on na szczęście nie może.

      W spocie z poprzedniej kampanii Tusk opowiadał o swojej mamie- pielęgniarce, która odeszła na marną emeryturę..no, itd.

      Co by jej oferował dziś? Przecież facet żądał uchwalenia budżetu w wys. 200 mld.( słownie - dwustu miliardów zł!!) , o czym rozpaczliwie bał się – i dalej się boi – powiedzieć „milionom zwykłych Polaków”, których ma wciąż pełną gębę. Zreformowałby za to na przykład służbę zdrowia?

      Ten człowiek rozpaczliwie chce władzy – to wszystko. A reformę, której wszyscy się boją, trzeba zrobić, bo niedługo każą kobietom rodzić do czerwca – później może zabraknąć pieniędzy… Ale trzeba to zrobić w atmosferze spokoju, w jakiejś formie współdziałania z opozycją, która powinna mieć program zamiast inwektyw.

     A program PO polega na negacji wszystkiego, bez własnych propozycji. Wrzask, wrzask, wrzask – to wszystko. Nie wierzę, że Tusk dotąd nie może się otrząsnąć po przegranych wyborach. Wierzę, że na fali sondażowej, przedwyborczej euforii zawarł jakieś układy, z których się nie wywiązał. Tylko to ma sens w sytuacji tak demonstrowanej furiackiej nienawiści.

     Boję się takich rządzących, którzy wciąż kłamią, popierają z pełną satysfakcją ludzi znieważających Polskę po zagranicznych szmatławcach, boję się Olka -„Mordy Borowskiego”. Boję się ich wszystkich ich wszystkich, bo oni mają w nosie mój naród. I ze zdumieniem widzę, że normalni ludzie tego się nie boją. Czego dobrego się spodziewają? Czego Ty się spodziewasz, Stary?

      Potraktuj to pytanie poważnie.

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (94)

Inne tematy w dziale Polityka