Przeczytałam komentarze po debacie – i jestem zdumiona: prawie wszyscy potraktowali sprawę jak mecz.
Jeśli to był mecz , to rozegrany w błocie fauli. Nie mam na myśli błota, którym Tusk od dawna obrzuca premiera, rząd i jego wszystkie instytucje, mam na myśli ”boisko” i torcidę.
Lis wygrał niejako „pośmiertnie”; hańbiące zachowanie publiczności, na które pozwolili organizatorzy, było ewidentną manipulacją. I niech mi kto powie, że TVP jest ręcznie sterowana przez PiS!
To nie była żadna walka gigantów, to było żałosne show, w którym premier dał się wciągnąć na brudne boisko przeciwnika. Jego strata – trzeba było odmówić debaty z przeciwnikiem niegodnym.
Tusk jest kłamcą wyśmienitym, a jeszcze lepszym demagogiem. Nie ma żadnych skrupułów, aby wyprzeć się własnych poglądów, jeśli tylko przyniesie to korzyść. Padło słowo o ukochanym liberalizmie? Nie padło. Słyszymy –chyba od miesiąca – jak to gotów jest natomiast budować Polskę wiecznej szczęśliwości, licząc na… cud.
Znowu? Już to przerobiliśmy – cud Unii Demokratycznej, a potem cud Unii Wolności, stworzonej przez UD razem z partią Tuska, czyli Kongresem Liberalno- Demokratycznym.
Nie jest to więc pierwsza próba. W wyborach 1993 r. uszczęśliwianie Polski przez partię Tuska skończyło się wynikiem wyborczym , w wyniku którego nie zdobyła ani jednego mandatu. Tusk podwiesił się wtedy pod Unię Demokratyczną, która – lansowana przez Wałęsę z uporem maniaka – została w pamięci jako twór mocno kulejący: Geremek nie zdołał stworzyć rządu, a rząd Suchockiej przepadł – trzeba było rozwiązać parlament. Już nie roztrząsając sprawy „Nocnej zmiany”, która wydarzyła się po drodze, ku hańbie wszystkich jej uczestników – z Tuskiem włącznie.
I tak KLD i UDstworzyli partię, w której „wiódł ślepy kulawego”…
Mocnym człowiekiem nowej partii, czyli UW, był oczywiście Balcerowicz. To tyle na temat Balcerowicza.
Premier jest naiwniakiem. Przecież doskonale zna całą historię Tuskowych cudów , zwłaszcza latania od partii do partii, aby móc sobie porządzić. Zaiste, trzeba było mieć czelność, żeby – po sromotnej przegranej, po litościwym przyjęciu do UD, (w której jednak była potrzeba „świeżej krwi”) – tak kombinować, aby rządzić nową Unią.
Na to Mędrcy nie dali się nabrać, dali nic nie znaczący tytuł „vice”, więc Tusk, nasz geniusz wymyślił sobie nową trampolinę – Platformę, zwana „partia trzech tenorów”. Ale tu już postanowił mocno - to on będzie rozdawał karty. Dwóch „tenorów” spławił, ale…spaprał wszystko, jak zwykle zresztą.
Wtedy zdarzył się cud rzeczywisty: komisja sejmowa, oczywiście ta od Rywina, gdzie objawił się Rokita ze swoja złośliwą – ale niewątpliwą – dociekliwością i błyskotliwą inteligencją. Zasłużone gwiazdorstwo Rokity w tejże komisji dało partii punkty.
I co na to Tusk?
Wiemy, wiemy!
Dlaczego premier jest naiwniakiem? Bo mając świadomość spraw – uważa, że nie jest honorem „wypominać garbatemu, że jest garbaty”, że to nie ten poziom dyskusji, że należałoby o Polsce…
Akurat. Dostaje – tanie chwyty, o cenach produktów, których nie kupuje, z oczywistych powodów. Gdyby JK znał dokładną cenę każdego gatunku chleba – zawsze można zapytać:„ a po ile cebula - dymka?”
To jest właśnie brudna gra. Zamiast dyskusji merytorycznej chwyty poniżej pasa, bo oczywiście nie da się przewidzieć, o co cwaniaczek zapyta, jeśli dyskusja zostaje sprowadzona na ten poziom.
Windę i pistolet juz pomijam; gdyby to była prawda, słyszelibyśmy o tym od dnia, kiedy Tusk dostał w kuchnię, czyli od dwóch lat. Każdego dnia byłby Tuskiem nieszczęsnym, ciężko przestraszonym przez wymachującego bronią wariata -Kaczyńskiego. Darowałby sobie taką gratkę?
Nie wiem, czym tu się entuzjazmować. Tusk jest bez wątpienia tym, o czym mówił: cwanym kolesiem z podwórka. Już mu to cwaniactwo zostanie, nigdy nie dorośnie do poziomu polityka.
Osobiście nie życzę sobie i innym, żeby trzeba się było o tym przekonywać na własnej skórze.
Ale jeśli ktoś sobie życzy…to w końcu wolny kraj. Jak dotąd.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)