Podobno co nie zabija - może tylko wmocnić.Mam nadzieję, że mnie wzmocni to, co się własnie stało, bo jednak przeżyłam.
Po wyborach byłam naprawdę zdruzgotana - zwłaszcza postawą tych, którzy dali się nabrać, czyli dzieciaków ogłupionych przez media, którym PiS kojarzy się z masą ciemniaków, wystrojonych w moherowe berety, ciągnących szarym tłumem za Kaczyńskimi, wygrażających laskami młodym, prężnym, gotowym do wyścigu szczurów - albo do łatwej wolności bez wartości.
Myślałam, że to tylko kibolstwo i blachary z Dodą na sztandarach jest gotowe lecieć do urn i zagłosować na obiecane Eldorado: "wolność, wolność, wolność". No, może jeszcze mniejszości wszelkiej proweniencji. Ale te tłumy w Dublinie i Londynie, które naprawdę c h c i a ł y zagłosować na PO świadczą o mobilizacji obywatelskiej , a to oznacza, summa - summarum, coś dobrego. Moim zdaniem - dobrze sie stało, że zostały zmobilizowane. Ale nieskończenie źle - że zostały oszukane.
To nie jest żart z Onetu - absolutnie naprawdę oni, ci młodsi i bardziej naiwni, już dzwonią w sprawie mającej nastąpić w Polsce Krainie Wielkiej Szczęśliwości, czyli - "czy pakować walizki".
Dzieciaki uwierzyły .Niech piekło pochłonie kłamców, jeśli kłamali z premedytacją, jesli dają płonną nadzieję tym, którym tam jest najgorzej, tym tęskniącym - wciąż jeszcze - za ciepełkiem własnego pokoju, za dziewczyną, za mamą. Tym którzy nie bardzo umieją zadbać o własne interesy, zarabiają najmniej i nawet wracać nie bardzo mają za co, bo przecież te marne pieniądze, zabrane z domu na trudne początki, dawno zostały wydane: zanim znalazła się praca, zanim jakoś nauczyły się nowego życia. A teraz żyją z dnia na dzień, szczęśliwi, że w ogóle pracują.
Przecież nie uwierzą, że Kaczyńscy ich tam wygnali, natomiast już uwierzyli, że Tusk zafunduje im szczęśliwy powrót, dobrą pracę i wysokie zarobki.
Skąd wiem? Z autopsji. Znam zaledwie dwoje dzieci, które nie wyjechały, głównie z powodu trudności językowych. A kiedyś w moim ogrodzie gęsto było od młodych...Nie ma znaczenia że tym, których znam, wiedzie się nieźle. Ale oni pracują z innymi - z tymi, których wykorzystują agencje, którzy mieszkaja po norach, tracą pracę z byle powodu, głodują -szukając nowej i bynajmniej nie czują się w tym zagranicznym raju szczęśliwie.
Trzeba się będzie wywiązać z tych obiecanych, wysokopłatnych miejsc pracy także wobec tych starszych: gdyby nie uwierzyli, gdyby nie chcieli wrócić - po co by stali godzinami przed konsulatem? Co by ich obchodziła Polska i jej rząd, oraz - jak się wabi partia wygrywajaca wybory?
Jesli Tusk stworzy to obiecane szczęście - "odszczekam spod ławy". W końcu chodzi o Polskę, nie o ambicje polityczne.Ale bedziemy się przyglądać działaniom PO od pierwszych dni.
Z innej beczki:rzadko miewam dni, w których rozpaczliwie miotam się na drodze, usiłując zdążyć na umówiona godzinę. Na ogół potrafię sobie zorganizować czas. Ale wczoraj mi się to zdarzyło. Jechałam mało znanymi drogami, spóźniona, zdenerwowana: co chwila postój przed przenośnym sygnalizatorem, lub panem z tzw. "pomarańczówki",z łopatą w ręku kierującym ruchem. I nagle mnie olśniło: wszędzie, wszędzie buduje się i remontuje drogi. Normalnie tego nie zauważam, przyzwyczaiłam się
.Niedawno tankowałam na dość zaprzyjaźnionej stacji: przejeżdżam tamtędy często - i nawet nie zauważyłam, że z tyłu, za "moją" stacją nagle objawiła się piękna trasa, z błyskawicznie zrobionymi zakolami wjazdów. Cudo.
To chyba te drogi wybuduje Tusk? Tych właśnie dróg "nie ma"? Zaznaczam - chodzi o "jedynkę", to ona przebiega za wspomnianą stacją. Obiecuję solennie - będę pamiętać, że te drogi BYŁY budowane.Jest to tylko ułamek kłamstw, które nam zafundowano. Ale - mamy czas, napiszemy.
Czego oczekuję od mojego ( wciąż jeszcze mojego) premiera?Oczekuję, że nie będzie "przedstawiał za Tuska" , przez dwa lata lamentującego z powodu przegranej, pyskującego jak przekupka, co by sie nie działo.
Oczekuję, że bedzie mężem stanu. Nie zawalił sie świat, nie ubyło wyborców - wręcz przeciwnie.
Kuroń nie jest moim idolem, ale wymyślił jedną, bardzo madrą rzecz:- "Nie palcie komitetów, budujcie własne!"
Błędy zostały popełnione. Trzeba było pomyśleć również o młodzieży.Tych chłopców z filmu "Jutro idziemy do kina" już nie ma, chociaż byli tak piękni.
Blokowiska zdemokratyzowały dzieciaki: nawet ci najbardziej wartościowi osłuchali się z pojęciami na swój sposób "łagiernymi". Ze stoickim spokojem znoszą prześladowania " kotów" w szkołach , widząc bierny stosunek nauczycieli udających, że nie sa świadomi powszechnego stosowania przemocy.I tych własnie nauczycieli - z koszem na głowie.Przywykli do tego stoicyzmu.
Ich wybory są ograniczone: od pierwszego wejścia przed blok muszą się przystosować i nasiąkają tym bez poczucia świadomości, że dzieje się coś złego.W końcu sięgną po piwo, po "działkę", pętając się bezmyślnie od klatki do klatki blokowiska, z nudów, z głupiej solidarności, której nauczyli się, zanim zaczęli myśleć.
Alternatywy nie ma: szkoła najzwyczajniej nie godzi się ("za te pieniadze???") na działania zorganizowane,na przykład na harcerstwo, które jest jej do szczęścia niepotrzebne, a "utrudnia życie paniom sprzątaczkom".
Wszystko, co było dawniej wartością - zawaliło się przez te 18 lat kształcenia w duchu antynaordowej michnikowszczyzny.Komuna jeszcze próbowała tych młodych wychować na swój sposób, ale ich nie porzuciła na ulicy.
To, co sie stało z młodzieżą, jest niewątpliwą zasługą ostatnich lat "transformacji": nie ma już złych dzielnic, w których obowiązywały jednak jakieś elementarne zasady knajackiego honoru, w których swoi wiedzieli, jak sobie radzić. Te dzielnice rozlały się wszędzie, jak okiem sięgnąć. Również za mury rezydencji.
Statystyki dotyczące głosowania wśród młodzieży mówia jasno; w kategoriach symbolicznych wiekszość tych, którzy stali pod słynnym oknem JP II zagłosowała bezmyślnie - na idiotyczne obiecanki.Stojąc pod tym oknem - nie zrozumieli słów, które stamtąd słyszeli.Bo JO II mówił o wierze uczciwości, Polsce- która kochał.Oni usłyszeli o wolności źle pojętej i karierze, o bóstwie konsumpcji, obiecanym przez PO .
Trzeba te "własne komitety" zbudowac na nowo. .


Komentarze
Pokaż komentarze (211)