Nie wierzyłam, że będziemy świadkami cudów,ale jednak słowo staje sie ciałem.
Do wczoraj WSI24 przekonywała nas namiętnie, że kandydat Ćwiąkalski obowiazkowo musi być i adwokatem Stokłosy i ministrem sprawiedliwości. Bo każdy podejrzany ma prawo do obrony.
Z trudem przebijała sie riposta, że - co prawda, to prawda - natomiast obrońca podejrzanego niekoniecznie musi byc ministrem sprawiedliwości. Zwłaszcza, że ten akurat konkretny podejrzany nie ukradł kury z podwórka, w jego sprawę zamieszany jest wymiar sprawiedliwości, który podlegałby w poważnej mierze kandydatowi, mimo niezawisłości sądów.
No, sędziowie od Stokłosy byli bardzo niezawiśli, trudno sobie wyobrazić większą niezawisłość od przyzwoitości.Już pomijając niezawisłość od kodeksu.
Trudno też sobie wyobrazić obrońcę, niosącego cenną pomoc prawną - bez kontaktu z klientem.Co to za obronca? Za co bierze kasę? I oto dzieje sie cud: Stokłosa nagle wpada - a kandydat ogłasza, że nie jest jego obrońcą. Już nie jest.
Paryż wart mszy?
A co, spytać nie wolno?
Niezawisłość od zdrowego rozumu dotknęła nagle Komorowskiego, Marszałaka.Strzelił kulą w płot zarówno w sprawie Ołdakowskiego, jak w pru innych, nadęty własną ważnością, ale wszystkiemu winien jest oczywiście PiS, który...już właściwie nie wiadomo, co zrobił: jesli ewidentnie w ubiegłej kadencji złamał prawo - Komorowski przecież nie musi tego ciągnąć, może oddać sprawę do TK. A niech trwa, zgodnie z przwidywaniami, kilka miesięcy - to nie jest zmartwienie Komorowskiego!
Ale okazało się, że- niestety - jest: prezes Stępień, na którego życzliwość można było zwykle liczyć, ocknął się tym razem w porę: wziął i się wypowiedział. No i kręcenia ciąg dalszy: awantura jest o Ołdakowskiego, ale sprawa dotyczy - jak się dowiadujemy ostatecznie - kilkudziesięciu posłów. Wychodzi, że np. nauczyciele równiez są pracownikami samorządu , więc zwykłe: -"a sio!" nie wystarczy, Marszalek zaś się rozpędził, kiedy został najwazniejszym na swoim podwórku.Ot, tradycja: "swój" milicjant bronił "swojego" złodzieja, "swój" złodziej bronił podwórka przed kumplami - złodziejami...
No i uszło z Marszałka trochę wody sodowej..."Ogon podwinięty pod siebie" wciąż uporczywie chciał merdać psem, Marszałek skręcał namolnie w stronę zaszłości, przwewinień PiSu, ale wycofanie sie z głupiej decyzji ogłosić musiał.
Zobaczymy, co z tym zrobi Trybunał, ale stanowisko Stępnia już poszło pod strzechy - prezesowi chyba trudno będzie ogłosic jakis wygibas moralny. Ile razy mozna to zrobic? Brawo, nasi salonowicze pomogliście wydatnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)