Jakoś nie wierzę w dobrą wolę Marka Sterlingowa i Marka Wąsa, którzy w dzisiejszej GW, którzy dziś robią za świadków obiektywnych:
Wczoraj napisaliśmy: "Dobrze, że wojskowa prokuratura bada sprawę i stawia srogie zarzuty. Są zawodowymi żołnierzami, najlepszymi z najlepszych, strach i panika nie są usprawiedliwieniem".
Jednocześnie prosiliśmy sędziego, by wziął pod uwagę wszystkie okoliczności. To, że po opuszczeniu bazy każdy z nich staje się celem dla talibskich bojowników. Że stres w wojennych warunkach sprawia, że człowiek popełnia błędy.
Nie wierzę z kilku powodów. Reportaż z Afganistanu, akurat "z udziałem" tych właśnie, dziś oskarżonych żołnierzy, panowie zamieścili w 38 numerze Dużego Formatu, w nieco podejrzaym czasie - 8 października.
Dziś piszą, że "celowo nie podają nazwisk oficerów". Ależ nie trzeba, w tamtym reportażu juz je podali!
Można także wyczytać, niejako miedzy wierszami, że byli w bazie miesiąc po wydarzeniach. Długo, czy krótko? Zależy. Wiadomość najpierw musiała dotrzeć do GW, następnie - jak mniemam - trzeba było załatwić niezbędne formalności, związane z wyjazdem i pobytem w bazie.
Tak czy siak, panowie redaktorzy od dawna posiedli wiedzę - i opisali sprawę, w obietywny, a jakże, sposób.
Dziwne wydaja mi się takie sprawy:
-dlaczego afgańskie "psy wojny", czyli ci" zawodowi żołnierze, najlepsi z najleprzych, dla których strach i panika nie są żadnym usprawiedliwieniem" - klepali, niczym rozplotkowne baby, reporterom gazety o sprawie, której szczegóły dziś są objęte embargiem tajemnicy (no, już chyba baaardzo publicznej...). Tak sami z siebie się chwalili?
-dlaczego panowie redaktorzy dziś są jakoś innego zdania, niż byli wtedy, na miejscu wydarzeeń, a także po powrocie? Bo chyba trzeba było złożyć zawiadomienie do odpowiedniej prokuratury, jeśli są zdania, że "to dobrze, że prokuratura" itd.
- dlaczego cały obiektywizm pryska, kiedy zauważy się, że obiektywny artykuł zaczyna się wrzutką podtytułu:
W polskiej bazie skończyła sie rodzinna atmosfera.Na ścianie w kiblu ktoś nabazgrał: "Mordercy dzieci", a kończy niemal identyczną sentencją: "Tylko rodzinna atmosfera się skończyła.Na ścianie w kiblu ktos nabazgrał: "Delta" za kraty - mordercy dzieci"( "Delta " to samozwańcza ksywka tego oddziału)
Tak, jakby autorzy obawiali się, że - a nuż - czytelnik wyciągnie inne wnioski z obiektywizmu zawartego między tymi dwoma sentencjami.
Nie mam nic przeciwko ukaraniu żołnierzy, jeśli są winni. Absolutnie nie zależy mi, żeby morderstwo (jesli to było morderstwo) zostało bezkarne, bo - już pominąwszy kwestie sprawiedliwości - bezkarność demoralizuje, tak jak demorlizuje cała wojna. Nie zależy mi, żeby nasi żołnierze zabijali niewinnych, żeby znaleźli się naśladowcy.
Tylko jakoś nie wierzę, że obecność panów Sterlingowa i Wąsa w Afganistanie, w tym akurat czasie, była zupełnym przypadkiem.
-


Komentarze
Pokaż komentarze (33)