mona mona
45
BLOG

Między Majestatem a pracownikiem najemnym

mona mona Polityka Obserwuj notkę 12
      Od kilku dni gadające głowy wszelkiego autoramentu, czyli zarówno te z obu stron barykady, jak te mieniące sie obiektywnymi, roztrząsają kwestię wygłupu Sikorskiego.    No cóż, po palancie latajacym z gnatem wiele nie można oczekiwac, ale przecież nie o niego chodzi: Sikorski jest zwykłym kapciowym, a sama myśl konfliktu narodziła się w głowach tych, którym konflikt był potrzebny.Premier "zna teorię" (nie zna autora, więc podrzucam - Schopenhauer) o sztuce dyskusji, kiedy to wpiera się przeciwnikowi tzw. "dziecko w brzuch", czyli wkłada się w jego usta teorię, jaka wkładającemu pasuje, a potem się z nia walczy na noże. Albo - pakuje sie przeciwnika w sytuację, w której musi "dać głos", reszta - jak wyżej.    Przykład - J.Kaczyński- wściekle atakowany - milczał prawie przez 3 miesiące po wyborach 2005 (archiwa są dostępne, niech ktoś udowodni, że tak nie było) a pół Polski było głęboko przekonane, że sprawcą wszystkich karczemnych awantur jest własnie były premier.    To juz nie Schoppenhauer, to raczej Gebbels.     A kłopot chyba jest rodem z podwórka: jednych uczą o psach, karawanie - i żeby się w pewne, niegodne polemiki nie wdawać, innych uczą, żeby - złapani za rękę - mówili: "panie sędzio, ale to naprawdę nie moja ręka!".     To jednak tylko dygresja.Ponieważ gadające głowy maja kłopot z rozgraniczeniem kompetencji prezydenta, premiera, rządu -może by zacząć od początku?     Po co narody wybierają sobie prezydenta? Przecież to tylko zbędny wydatek, począwszy od samego aktu wyborów - po utrzymanie tej swoistej monarchii, która" ma ograniczone prawa". A, właśnie - po co narodom monarchie, które przecież wciąż istnieją, i do których również dopłaca naród, z własnej, czasem ubogiej, kieszeni? Bez względu na to, że monarchowie maja własne, niebagatelne środki utrzymania?    Zawsze przecież można wymyśleć jakieś referendum, w którym naród opowie się przeciw utrzymywaniu tych instytucji.A nawet bez referendum, z którym wiążą się jednak kłopoty operacyjne - wystarczy, żeby naród to najzwyczajniej zlekceważył, ignorując wybory. I po zawodach.Przynajmniej w kwestii prezydentury.    Dlaczego to ludziom nie przychodzi do głowy?    Bo narody chcą mieć prezydenta.Bo jest on uosobieniem właśnie Narodu, jednoosobową kwintesencją wszystkich wartości i tradycji, które naród szanuje.Jednym słowem - jest Majestatem. A teraz po literkach: M AJ E S T A T E M. I ma prawo dobrać sobie doradców, którym ufa. Bo trudno, żeby ufał Tuskowi.     A kim jest premier?Premier jest pracownikiem najemnym, którego pracodawcą jest Naród. Został wybrany do administrowania, zarządzania - w imieniu tegoż Narodu, który jest jego bezpośrednim zwierzchnikiem.I nie może uzurpowac sobie władzy zwierzchniej nad Majestatem.To własnie dlatego dwie najważniejsze sprawy- polityka zagraniczna i MON - zostały pozostawione do wglądu, oceny i decyzji -prezydentowi.   Tak trudno zrozumieć?    Oczywiście różne narody powierzaja różny zakres władzy swoim prezydentom.Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś jednoosobowo potrafił ogarnąć sprawę podatku od psów - i sprawę prawa budowlanego, oraz wszytko pomiędzy.   Ale narody - molochy (Stany, Rosja) nie mogą sobie pozwolić na zatomizowanie tej władzy, bo w efekcie bywa sto ośroków decyzyjnych (vide Rosja, rolnictwo za Jelcyna). Tego nikt nie ogarnie, więc - bez względu na to, że określamy to brakiem demokracji, pt. "Moskwa nie wierzy łzom" - ostatecznie cała władza skupia się w jednym ręku.    To samo dotyczy Stanów - cokolwiek nie popełni ich bardzo egzotyczny prezydent, jakoś to wytrzymują. Zdecydowana wiekszośc narodu nie chce od dawna żadnych awantur wojennych - ale procedura impeachmentu została wszczęta w sprawie rozporka Clintona. W czasie wojny mądry naród nie zajmuje sie głupotami.   Coś mi się zdaje, że Polska też jest uwikłana w wojnę, jakkolwiek wymyśla się różne piękne nazwy dla tej/ tych operacji.A granie tym dla uzyskania doraźnych celów politycznych jest conajmniej groźne. Spróbowano tego w Hiszpanii.    Fakt, że konstytucja, pisana "pod" kolejnych prezydentów, zostawia wątpliwości, należałoby roztrzygnąć przez użycie rozumu: gdyby narody prezydenta nie chciały - to by go po prostu nie miały.Do celow wyłacznie dekoracyjnych mozna użyć zupełnie innych środków.No i nasz prezydent - fakt - specjalnie do dekoracji się nie nadaje - ale to jednak Jego Naród nie tylko wybrał, ale wybrał Go w konfrontacji z panem Tuskiem.Czego ów zdaje sie nie rozumieć.Słowo Majestat jest w słowniku, gdyby co.     
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka