73
BLOG
Napiszę herezję: bardzo się cieszę, że uniewinniono Jakubowską. Jestem impresjonistką, nie politykiem.Uważam, że Jakubowska jest charakterną babą.Pamiętam ( a nie wszyscy pamiętają), jak w czasach głebokiej komuny odczytała dziennik, pożegnała się z widzami, wzięła torebkę - najwięcej potem było o wzięciu torebki, nie wiem czemu - i wyprowadziła się z telewizji.Mając dziecko z choroba Downa i perspektywę sankcji za samą ostentację. W końcu to były naprawdę mroczne czasy.A niezależnie od wszystkiego - lektorzy bywający na wizji zarabiali straszne pieniądze.Jakubowska wszystko to sobie odpuściła - dla samego honoru. Zrobiłam coś podobnego, znam ten ból, wiem że w pewnych sytuacjach takie rzeczy się robi, bez względu na wszystko. Nie wiem, czy pan Jakubowski wziął, czy nie wziął łapówki w słynnej sprawie opolskiej, nie wiem, po co w końcu ona sama była tam wieziona , w dodatku - skuta. Ale jeszcze na długo przedtem "zwiazano" męża Jakubowskiej. Kiedy jechała do opolskiego aresztu, była absolutnie pewna, że to pomyłka: tak mówiła i ja jej wierzę. Bo nie musiała gadać z dziennikarzami, mogła się chyłkiem przemknąć, albo odegrać show a`la Sawicka, "cierpieć" przed kamerami, itd. Wyszła z tego aresztu zupełnie załamana - i tego nie kryła również. Już nie chciała ani rozmawiać,ani zapewniać, .Nikt nie wie, czego sie w tym areszcie dowiedziała, ale jakoś finału sprawy nie widać. Pamiętam również samą komisję rywinowską. Tak sie złożyło, że ogladałam ten spektakl od początku do końca- popisy Rokity (które wywindowały Platformę), nie gorsze, chociaż znacznie bardziej nudne popisy Ziobry, korytarze "pionowe i poziome",jakieś "gejowskie skarpetki" w wykonaniu Błochowiak, oczywiście Kofana Annana Begerowej. Ale najlepiej jednak pamiętam trzy rzeczy: metamorfozę Nałęcza, który dość długo sprawnie prowadził tę komisję, aż nagle moje zdumione oczy zobaczyły, jak płaszczy się w lansadach przed Rapaczynski, szefową "Agory", tłumacząc namolnie wszystkim wokół, że należy osobie wierzyć bez najmniejszych zastrzeżeń, ponieważ Rapaczynski jest...doktorem psychologii...(?). A następnie wychodziło mu w ciągu kilku dni, a przynajmniej kilku godzin (jednak szczegółów nie pamietam) że "długi dokument" ma... 2 strony, a "krótki dokument" - 27 stron...Bo tak zapodała Łuczywo, która z tym dokumentem latała na...posiedzenie rządu. Chodziło o to, który z tych dokumentów Jakubowska widziała przed posiedzeniem , słowem - o USTALENIA: z "Agorą" jaka ma być ta decyzja na podstawie wytycznych "Agory", wzięta z długiego czy krótkiego dokumentu...no, itd. Horror. I to się odbywało na oczach telwidzów! Nikogo nie dziwiło, że Łuczywo uzgadnia z rządem Polski, co tenże rząd ma uchwalić...Ale nie uchwalił. Ni cholery nie mogłam zrozumieć, dlaczego rząd miał obradować pod dyktando "Agory", z nią uzgadniać treść ustawy, żeby sobie mogła kupić sprywatyzowany kanał telewizji publicznej. Aż wytłumaczył to Michnik, który przyszedł się komisji pochwalić, jak bardzo podziwiał go reżyser T., który był świadkiem telefonów wykonywanych w późnych godzinach wieczornych do kancelarii premiera, oraz w druga stronę Reżyser - świadek oznajmił Michnikowi, że to on powinien zostać premierem - pochwalił się komisji Michnik.Oczywiscie telefony były "w sprawie", ale Michnik w ogóle niewiele pamiętał, poza tą chrapka na premierowanie.Niechby kto inny miał taką krótka pamięć... Oczywiście dziś, kiedy się wie, że to" Agora" chciała kupić ustawę, wszystko jest jasne. Ale wtedy można się było zaledwie domyślać biegu spraw. A co ma do tego Jakubowska? No cóż, na kogoś agorowa krzywda musi być.Miler jeszcze wtedy był zbyt mocny, Rywin szedł w zaparte: zwyczajnie sie spił i juz, nikt nie dawał mu zleceń na łapówkarstwo, etc. Ordynacka ( Kwiatkowski, wtedy szef telewiji, raczej wielkim przyjacielem Jakubowskiej nie był...) działała w nietykalnym pakiecie - ale ktoś przeciez tego Rywina wysłać musiał! Obojętne, czy sprawa z Rywinem była prowokacją, czy nie - "Agora" telewizji nie dostała. W dodatku "michnikofon" wszedł do słownictwa publicznego, a GW zeszła na psy.Trzeba było krwi! Jak załatwiono, tak załatwiono, znaleziono głupiego w postaci Jakubowskiej. Cokolwiek ktokolwiek nie powie - mam głębokie, impresyjne przekonanie, że Jakubowska nie jest winna. Bo nie - i już.Od niej nie zależało aż tyle,żeby to się mogło opłacić, natomiast była narażona właśnie na to,że - gdyby co - w nią się wepchnie odpowiedzialność. A to jest osoba nie tylko charakterna, ale w dodatku myśląca. I jesli mówi, że całe jej działanie szło w kierunku obrony racji stanu - to mi sie akurat bardzo podoba. Michnik już nas kształcił wystarczająco długo. Za pomoca GW i wielu stacji radiowych.Starczy, bez telewizji w tym wykonaniu raczej sie obejdziemy. Dziś się cieszę, że sprawa była jednak szyta zbyt grubymi nićmi, ale chyba to długo nie potrwa.Strajk za strajkiem, afera za aferą, igrzyska sa potrzebne bardziej, niż chleb, bo rząd się wyżywi.I takiego mamy sprawiedliwego ministra... Jesli ktoś zna panią Jakubowską - proszę przekazać pozdrowienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)