103
BLOG
Kiedy słyszę o naprawianiu stosunków z Rosją, umowach międzynarodowych oraz zapowiedzianej wzajemnej miłości, wciąż - jak natrętny refren - przypomina mi się pewna historia, która w sposób symptomatyczny określa te stosunki, wywodząc się z różnic mentalnych miedzy nami i nimi. Byłaby to wspaniała anegdota historyczna, bo w swoim tragicznym wymiarze jest nawet zabawna. Sęk w tym, że jest najprawdziwszą prawdą, dotyczacą JEDNEGO rosyjskiego człowieka. Potraktuję tę historię jak zwykłą opowiastkę, w celu nadania jej strawności. Lwów, "semper fidelis", przez 10 dni rozpaczliwie walczył z Niemcami, czekając na przebijające się do miasta wojska gen. Sosnkowskiego.Ale był juz 19 wrzesień - i z drugiej strony czekała -( a chwilami przestawała czekać, urzadzając np. pokazowy rajd 2 czołgów w samym mieście)- na koniec spraw Armia Czerwona, z którą, według otrzymanego rozkazu, nie należało walczyć. Ostatecznie wzięty w dwa ognie Lwów umyślił sobie złożyć kapitulację na ręce "braci Słowian", którzy chętnie wysłuchali deklamacji i tak samo chetnie się zgodzili, że mianowicie Niemcy są wspólnym wrogiem całej Słowiańszczyzny, etc,etc. Po czym podpisano, co było do podpisania. Tu jednak muszę przytoczyć fragmencik dokumentu:- pkt. 8 - " Oficerom Wojsk Polskich gwarantuje się pełna swobodę i nietykalnośc ich osobistej własności." Jak i gdzie skończyła się historia tych oficerów - wiemy, wiemy... Zresztą na pierwszy ogień poszli lwowscy policjanci, którym nakazano udać sie na punkt zborny do Sichowa, a roztrzelano ich, idących w kolumnie, zaraz po przekroczeniu rogatek miasta, tego samego dnia, w którym akt kapitulcji podpisano. Jednym z sygnatariuszy ze strony sowieckiej był Iwan SIEROW, "bohater" niniejszej historyjki. 2 września Sierow otrzymał nomnację na Ludowego Komisara Spraw Wewnetrznych Ukrainy, już oczywiście Republiki, czyli właściwie robił, co do niego należało, zarówno w sprawach Wojska Polskiego, jak ludności cywilnej. Ci pierwsi rozpoczęli drogę do śmierci przez Kozielsk, Starobielsk, Ostaszków, ci drudzy - drogę tam, gdzie "W szkło zamarzały trupy stu narodów". Pomijam losy Lwowa w dniach, kiedy Armia Czerwona uciekała przed Wehrmachtem - to osobny rozdział historii, proszący się o napisanie przez P. Michała Zieleśkiewicza, który robi to zarówno pieknie, jak porządnie.Mnie chodzi o mentalność, o procesy myślenia, o wiarygodność i dotrzymywanie umów. Losy wojny zatoczyły koło i sławnaja Krasnaja Armia znów znalazła się na dawnych ziemiach polskich. Dwa cytaty,zresztą z Wikipedii, nie wymagające wysilłku "śledczego": "W lipcu 1944 roku dowodztwu Okregu Wilenskiego Armii Krajowej zaproponowano utworzenie polskiej dywizji, ktora podlegajac generalom sowieckim wraz z Armia Czerwona bedzie bila Niemcow. Polacy uwierzyli, bo razem z sowieckimi zolnierzami weszli do Wilna i nawet wspolnie patrolowali miasto. Rozmowy, w ktorych obok generala Iwana Czerniachowskiego uczestniczyl Iwan Sierow, w pewnym momencie przerwano, a na niespodziewajacych sie podstepu gosci skoczyli uzbrojeni funkcjonariusze NKWD. Tego samego dnia zaproszonych na wspolna narade 26 dowodcow jednostek AK rozbrojono pod grozba rozstrzelania z broni maszynowej. Maszerujace oddzialy otaczano czolgami i zmuszano do kapitulacji. Tych, ktorzy odmowili złozenia broni - zabijano. Rannych - jak po okrazeniu pod Surkontami - po prostu dobijano." "Po przejściu frontu rozpoczęły się aresztowania oficerów i rozbrajanie żołnierzy. Oficerów wywożono w głąb ZSRR, żołnierze mogli wybierać pomiędzy wcieleniem do armii Z. Berlinga a zsyłką. Nie wszyscy jednak mieli wybór, w głąb Rosji wywieziono całą 27 Wołyńską Dywizję Piechoty AK, zgrupowanie pułkownika A. Krzyżanowskiego (5,5 tys. żołnierzy) biorące udział w wyzwoleniu Wilna (operacja Ostra Brama), 5 Dywizję Piechoty AK pułkownika W. Filipkowskiego (3 tys. żołnierzy) walczącą przy oswobodzeniu Lwowa. Przypadki zbrojnego oporu wobec Armii Czerwonej najczęściej kończyły się fizyczną likwidacją oficerów i żołnierzy, jak np. podczas potyczki oddziału podpułkownika M. Kalenkiewicza z oddziałami policyjnymi NKWD 21 sierpnia 1944 pod Surkontami, gdzie żołnierze radzieccy dobili wszystkich rannych Polaków. Przekroczenie Bugu, uznanego przez władze radzieckie za granicę Polski, nie zmieniło metod ich działania wobec przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego i AK." Nie wątpię, że Sierow był już doskonale rozpoznawalny, znany polskiemu dowództwu - takie postacie sa warte uwagi. I co sie dzieje dalej? W marcu 45r. przychodzi zaproszenie dla gen. Okulickiego i przedstawicieli Delegatury Rządu na Kraj i Rady Jedności Narodowej, z gwarancją bezpieczeństwa, etc., etc., - prawie jak we Lwowie.Kto zaprasza? Oczywiście Sierow, tym razem występując pod pięknym, rosyjskim nazwiskiem - Iwanow. Kończy się moskiewskim "procesem szesnastu". Proces prowadził prokurator Rudenko, którego nurtowała chyba ta sama mysl, która nie daje spokoju mnie: dlaczego kolejny Polacy dali się nabrać temu samemu człowiekowi?( Chodzi mi o człowieka, rozmowy były koniecznoscią) - "Uwierzyliśmy słowu radzieckiego oficera" - odrzekł Okulicki. Odpowiedzią był chóralny wybuch śmiechu, który zatrząsł salą sądową. Nic się nie zmieniło.Mentalność Sierowa nie była przypadłością osobistą, była przypadłością etniczną. Chyba nie potrzeba specjalnych dowodów. Więc przykro mi, ale nie bedę się zachwycać nowiutkimi - czy "odzyskanymi" -stosunkami z Rosją. Nawet za cenę wysyłanych tam ochłapów.Już to przerabialiśmy - i nie przekonuje mnie gadanie, że nie zapakujemy Polski w worek, aby ją przenieść gdzie indziej. Niby nie, ale nie musimy błagać o łaskawe spojrzenie Kremla, bo umizgi mogą spowodowac tylko pogardę. Taki to naród. P.S. I tu mam prośbę do każdego, kto wie: przeszukałam mnóstwo źródeł ( znaczna część mojej biblioteki "mieszka" w innym domu), ale nie znalazłam wyjaśnienia jednej sprawy: czy gen. Iwanow, wspóldziałający z AK we Lwowie, a potem zdradzający kolejny raz - to Sierow, wystepujący już pod późniejszym nazwiskiem Iwanow? Bo generała o tym nazwisku ( prowadził lwowskie "rozmowy" z AK) u Koniewa nie było, a właśnie Iwanow sprawił tę krawą łaźnię.Gdzieś w tyle głowy lampka sygnalizuje mi, ze to ten sam człowiek, ale wolałabym wiedzieć na pewno.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)