mona mona
46
BLOG

W oparach absurdu - mendialne zabawy WSI 24

mona mona Polityka Obserwuj notkę 9
Niezwykłej radości dostarczyła mi wczorajszego wieczoru pracownica mendiów p.t. Jędrzejowska, która przedstawiała za Rymanowskiego w WSI24. A`propos - co sie dzieje z Rymanowskim? Bo jakoś nie śledzę. Przydzielili kobiecinie zadanie wywołania draki - przykrywki w sprawach dnia codziennego, jak Eureco - PZU, bezrobotnego senatu - no, itd. Sprawa małego Jasia nie wystarcza, aby przykryć cały chlewik, zwłaszcza że chyba skończy sie w miarę szczęśliwie dla dziecka. Najpierw nieszczęsna kobieta usiłowała napuścić Kamińskiego: oczywiście Dodald zrobił kolejny afront prezydentowi, nie spotykając się z nim po niezwykle udanej wizycie w Moskwie. Szczerze mówiąc - nie dziwię sie, że najechał. Z czym miał iść do prezydenta? Ale Kamiński musiał sobie przeczytać u Semki w "Rzepie", że konflikty między pałacami zawsze da się wcisnąć w brzuch prezydenta.Nie dał się sprowokować: - "każdemu należy sie urlop". I już. Pracownica mendiów wychodziła ze skóry - a Kamiński swoje: przeważnie mu się Dodald podobał. No, tylko w mordę dać... Kobiecina rumieniła się i bladła, nawracając do wszystkich mozliwych sytuacji konfliktowych - a nuż trafi się choć kawałek wymaganej przez chlebodacę draki! A tu - ni cholery.Oboje dotrwali jakoś do końca tej gry pozorów, choć Kamińskiego też ciskało nielicho: nie jest przyzwyczajony do osobistego pienia hymnów na rzecz Tuska. Chyba, że on też miał polecenie partyjne, a Lech Kaczyński naprawdę ma nadzieję, że coś się zmieni, że Tusk, ewidentnie zrobiony w głąba przez Putina ( co było do przewidzenia), czegoś się nauczył.W co osobiście wątpię - Tusk chce być prezydentem, co mu odbiera zdolność myślenia.Niektórzy tak mają. Osobiście nie wierzę w nawrócenie Tuska, jego credo to "odsunąć Kaczorów od władzy". Facet nie bardzo zauważył, że teraz on jest p r a w i e capo di tutti capi. Tylko, że "prawie" - robi wielką, bolesną różnicę... Po przerwie rozpoczął się akt drugi (Iwiński, Palikot, Brudziński), w którym strzelba wisząca na ścianie w akcie pierwszym - wypaliła, tylko nie w tym kierunku, co powinna. Z zaskoczenia przejechał się po Tuskolandii człowiek, po którym pracownica mendiów się tego zupełnie nie spodziewała, czyli Iwiński. Ma prawo, teoretycznie jest z opozycji, a dzieją się rzeczy, o których się zwykło mówić: - "tak śmiesznie, że strasznie". Czego już nie będę tłukła, ponieważ zrobili to przysłowiowi "wszyscy", zaś moją bohaterką jest Jędrzejowska - pracownica mendiów i jej ciężki los.No, było o wyjechanym premierze, itd. Palikot - mało wyrazisty, bo objawiony w cywilu, bez "zbędnych" ustaw, fallusa, koszulki z miłosnym logo - najpierw oświadczył, że premier ewkuował się z powodu, że jest niedomagający, a potem oświadczył się... Brudzińskiemu. Bez efektu. Pracownica mendiów Jędrzejowska złapała odech (telefony w WSI24 musiały się grzać), kiedy przyłapany telefonicznie Klich oznajmił, że dzwonił do prezydenta, który wrednie nie odbierał (?). Więc rzeczony Klich wykonał, co należy - i powiadomił NATYCHMIAST każego, a więc i BBN , że za trzy tygodnie spadnie (albo nie spadnie) satelita. A Kamiński zeznał , że to nie Klich, tylko on osobiście poinformował był szefa, kłamczuch jeden! Trąby anielskie zabrzmiały - triumf! Już zapachniało awanturą, już Jędrzejowska witała się z gąską - ale Brudziński, zaraza jedna, wziął ...i przeprosił, że uprzednio napyskował na Klicha, jeśli było, jak było. Kamiński zaś dawno wyszedł, nie dało się pociągnąć go za wredny, kłamliwy jęzor. Ciekawe, co następnym razem zrobi Jędrzejowska, żeby wywołać jakąś, choćby małą - awanturkę? Może striptease? Niedawno litościwy Ziemkiewicz pisał o tych biednych ...hmm, dziennikarzach, zmuszonych do "realizowania linii" , którzy prywatnie są zupełnie przyzwoitymi, zagonionymi ludźmi, usiłującymi zarobić na kredyty. A nie można jakoś bardziej przyzwoicie?
mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka