mona mona
7541
BLOG

Coś się stało Kościołowi?

mona mona Rozmaitości Obserwuj notkę 200

Nie wybrałam się na Pasterkę, najpiękniejszą mszę w roku, której niegdyś nie opuszczałam, nawet -padając ze zmęczenia.

Jest mi przykro, że piszę ten tekst w Święta, ale przeczytałam i usłyszałam  słowa, wygłaszane przez tych, którzy nie powinni mieć pretensji do swoich owieczek, powinni natomiast zajrzeć w własne sumienia.

Prymas Glemp: "Chociaż ze statystyk wynika mniejsza frekwencja podczas nabożeństw, to sama wiara, choć w mniejszych i węższych grupach, pogłębia się. Lepiej rozumiemy istotę Kościoła i jakie są jego zadania na przyszłość - mówił."
 
"Zielona wyspa"? Jest gorzej - to znaczy, że jest lepiej?

"Przypominając słowa Jana Pawła II: "Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi" (ks.Dziwisz) pytał: "co zrobiliśmy z orędziem Ojca Świętego". - Z bólem dostrzegamy niechęć i wrogość do Kościoła, a nawet do Ewangelii i Krzyża. Nie zbudujemy szczęśliwej przyszłości bez Boga i życia według Jego przykazań - stwierdził metropolita."

Coś się stało? Ktoś się przebudził? Ktoś skonstantował, że warto otworzyć drzwi Chrystusowi?

Szczerze mówiąc - nie zawracam Panu Bogu głowy byle czym. Do kościóła chodzę wtedy, kiedy czuję "potrzebę serca", tak - jak do świątyń ciągnęli ludzie, kiedy były jeszcze na przykład świętym dębem na leśnej polanie, a strażnicy ognia wiecznie płonącego służyli potrzebującym, dając im nadzieję, ale też azyl i schronienie w czasach zagrożeń. Wiara wzmacniała dusze i dodawała sił. I Kościół jeszcze nie tak dawno pelnił taką rolę, po czym chyba szybko o niej zapomniał.


Co do mnie - wiem, że kościół JEST,  stoi na swoim miejscu - i Bóg zawsze na mnie czeka, zajmując się w międzyczasie tymi, którzy potrzebują Go bardziej. Tyle ma na głowie wojen, cierpienia, zagrożeń - że spokojnie obywa się bez  moich kłopotów dnia codziennego.

 Więc nie jestem pewna, czy tak -do bólu - podobał mi się fanatyzm "ludzi spod Krzyża"  na Krakowskim, przynajmniej na początku spraw.
 A pod koniec - pewnie poleciałabym tam sama, gdybym tylko mogła.

Poleciałabym bronić upokarzanych ludzi, a chyba również samego krzyża i tego "trupka na dwóch skrzyżowanych deseczkach", który był niegdyś Człowiekiem, nieustraszonym bojowcem, walczącym o swoją prawdę. Za którą już raz został sponiewierany, skatowany, ukrzyżowany...
 
Jestem katoliczką, ale gdybym była protestantką, Chrystus na krzyżu byłby również moim symbolem. A nawet gdybym wyznawała islam - i tak ten Bóg - Człowiek byłby jednym z moich proroków.

Zastanawiam się właśnie, czy to na pewno ja zamknęłam te drzwi Chrystusowi?

Pisałam o tym wiele razy - i napiszę jeszcze raz: dwa kroki od Pałacu jest Bazylika św. Jana Chrzciciela, miejsce niezmiernie zaszczytne. Moim zdaniem tam powinien zostać pochowany Prezydent, bo jakoś nie mija mi przekonanie, że Wawel jest swoistym wygnaniem do niszy, w której Książę Kościoła starannie odizolował Marszałka od królów, którzy zrobili dla Polski niejednokrotnie znacznie mniej, niż Piłsudski.


Z jednym zastrzeżeniem: Marszałek z ułańską fantazją uznał, że Bóg jest jeden - i "nie ma sprawy", w jakim obrządku oddaje się Mu cześć, a TAMTEN Kościół traktował swoje miejsce w życiu narodu na tyle poważnie, że potrafił, przynajmniej do czasu - zasygnalizować, że nawet Wielkim nie wolno traktowac Go instrumentalnie.

Ale jeśli już się stało, jeśli Prezydent nie spoczął w swoim mieście - ten sponiewierany po raz kolejny w historii Chrystus na krzyżu tam, w katerdze św. Jana powinien znaleźć swoje miejsce. Bodaj na dziedzińcu. Wystarczyło temu nadać odpowiednią oprawę, uroczystą mszę z udziałem harcerzy, którzy przynieśli ten Krzyż z porywu serca.
"Ludzie spod Krzyża" mieliby swoje miejsce kultu, satysfakcję w wierze, a Kościół - wieczne miejsce pamięci Prezydenta, który w końcu nie ukrywał swojego żarliwego katolicyzmu.

Tchórzliwe propozycje wypowadzenia krzyża "za płotek", do św. Anny, aby tylko nie "podpaść" władzy, za wszelką cenę usiłującej zminimalizować zarówno rolę, jak Osobę tak Prezydenta jak pamięć samej katastrofy, milcząca zgoda Kościoła na te niecne praktyki, na ewidentne akty profanacji  - spowodowały ciągnący się miesiącami skandal i ewidentne przemyślenia wiernych "czy to jest na pewno ten Kościół miłosierdzia, azyl i miejsce nadziei dla maluczkich? Tych żarliwie wierzących, którym podobni niegdyś szli na Golgotę wśród pogardliwych śmiechów i urągania gawiedzi? Czy aby twarz historii znowu nie jest wzgardliwie uśmiechnięta?"

A dziś mamy Palikota. Mamy go, ponieważ...no, cóż...każdy ma to, na co sobie zapracował. Ktoś przecież go wybrał! Czy czasem nie dlatego, że pokazał zdecydowanie i siłę w walce z niezdecydowanymi, słabymi i tchórzliwymi?

Słowa, które padają w homiliach i kazaniach moim zdaniem przyszły za późno.

Słabo docierają do mnie pytania, czy to ja nie zamknęłam czasem drzwi Chrustusowi. Ja bym go przyjęła, gdyby do mnie chciał przyjść z tej poniewierki na Krakowskim Przedmieściu. Jak każdego potrzebującego, ale przede wszystkim - jako mojego Boga.
I byłabym zaszczycona.

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (200)

Inne tematy w dziale Rozmaitości